O autorze

Sławomir Fijałkowski

Artykuł

Artykuł ukazał się w numerze 38 (I/2011) kwartalnika 2+3D

Tkanina i moda

Art i hard dizajn. Polska biżuteria

Sławomir Fijałkowski, 14 września 2015

Artykuł archiwalny

W środowisku projektantów – zwłaszcza w jego akademickich kręgach, z natury rzeczy najbardziej skłonnych do ideologizowania rzeczywistości – wiele się ostatnio dyskutuje o pozornej (a może rzeczywistej?) dychotomii pojęć hard design i art design. Przeciwstawienie na jednym biegunie „wzornictwa przemysłowego”, które w założeniu powinno służyć bardziej funkcjonalnej organizacji naszego otoczenia i przyczyniać się do poprawy standardu codziennego życia, a na drugim powierzchownego, lajf­stajlowego „gadżeciarstwa” kreującego nierzeczywiste potrzeby i służącego uprawianiu „lanserki”, przez samego autora mogłoby być nawet uprawnione, gdyby w Polsce rzeczywiście istniał innowacyjny przemysł o dobrze zorganizowanej, korporacyjnej strukturze, który metodycznie wdrażałby do seryjnej produkcji nowe wzory użytkowe, przyczyniając się do zauważalnej poprawy kultury materialnej i absorbując znaczną część absolwentów kierunków projektowych. Ponieważ tak jednak nie jest i – biorąc pod uwagę bezwzględną logikę globalnych procesów gospodarczych – szybko nie będzie (zresztą nie oszukujmy się – nie będzie już nigdy), wybór indywidualnych, autorskich ścieżek rozwoju zawodowego przez coraz większą liczbę młodych twórców bywa naturalną konsekwencją obecnych uwarunkowań rynkowych. Strategie intuicyjnej, subiektywnej kreacji i jednoznaczne pokrewieństwo tego subgatunku dizajnu z tzw. sztukami czystymi nie wykluczają zresztą możliwości współpracy projektanta z przemysłem oraz umiejętności synergicznej pracy zespołowej, a praktyka free­lancera stanowić może przy tym dodatkowe i wyjątkowo cenne doświadczenie zarówno dla potencjalnych pracodawców, jak i samych dizajnerów. Etap pracy na własny rachunek bywa najlepszą praktyczną lekcją wolnego rynku, a przy tym pozwala zachować dużą niezależność – oczywiście w skali mikro, ale za to w warunkach porównywalnych mechanizmów ekonomicznych, obowiązujących w każdym otoczeniu biznesowym. Do przekonania o wizerunkowej i rynkowej atrakcyjności zjawiska pn. art design skłaniać może nie tylko analiza struktury polskiej gospodarki, opartej w znacznej mierze na małych i średnich przedsiębiorstwach, ale także obserwacja globalnych tendencji konsumenckich, w których coraz wyraźniej widać poszukiwania ponadstandardowych rozwiązań funkcjonalnych i formalnych przy stale rosnącym znaczeniu nowych lub alternatywnych kanałów informacji i dystrybucji (np. internet), pozwalających indywidualnym projektantom lub małym studiom projektowym skutecznie konkurować z ofertą transglobalnych korporacji. Można mieć nadzieję, że to, co w epoce produktów przemysłowych jednorazowego użytku często postrzegane było jako skazany na wymarcie anachronizm, wkrótce stanie się przejawem nowej awangardy i odzyska swój ekskluzywny charakter. W jednostkowych przypadkach tak się już zresztą dzieje, a rosnąca liczba międzynarodowych nagród zdobywanych przez polskich projektantów, dynamiczny rozwój imprez wystawienniczych i festiwali oraz zaangażowanie wielu instytucji w działania promocyjne budzą przekonanie, że to właśnie niezależny dizajn autorski może stać się polską specjalnością. Zjawisku art design przypatruję się z życzliwą uwagą, pogłębioną doświadczeniem wynikającym z pewnej analogii. Sam bowiem zajmuję się na co dzień projektowaniem biżuterii oraz dydaktyką w tym zakresie i wiele procesów rozwojowych, kierunki i dynamikę ich zmian mogłem obserwować już kilka lat wcześniej w reprezentowanej przeze mnie dziedzinie, a liczne argumenty z toczonych wówczas dyskusji przypominają dzisiejsze dylematy, „ile art, a ile hard?” we wzornictwie.

W pojemnej definicji dizajnu projektowanie biżuterii może być uznane za gatunek najbardziej (przepraszam za pretensjonalność określenia) „artystyczny”, a z punktu widzenia akademickich doktryn nauczania wzornictwa w Polsce może się również jawić jako dziedzina wyjątkowo podejrzana etycznie – i to z co najmniej kilku powodów. Nie tylko nie zgłasza żadnych aspiracji do zbawiania świata, ale bezwstydnie deklaruje swój hedonizm. Wbrew wszelkim regułom demokracji uparcie stara się być elitarna (więc także aspołeczna), nie uwzględnia w wystarczającym zakresie (właściwie w ogóle nie uwzględnia) potrzeb niepełnosprawnych, a w dodatku jawnie ignoruje zasadę zrównoważonego rozwoju (nawet jeśli tak snobistyczne marki jak Gucci lub Prada obłudnie odwołują się w swoich strategiach reklamowych do sustainable design – przeciwstawiając wartość markowego, ponadczasowego produktu jednosezonowej konfekcji no name). Przezornie nie wspominam nawet o ekologii, bo gdyby wsteczny recykling zastosować do będących w europejskim obiegu produktów jubilerskich, mogłoby się okazać, że w każdej uncji złota zawierają się wielokrotnie przetapiane historie z mrocznej tradycji konkwistadorów, obsesji Eldorado, zagłady starożytnych kultur Azteków i Inków oraz całych serii kryminalnych afer i rabunków naznaczonych ludzką chciwością i przemocą. Podobne skojarzenia dotyczyć mogą również kamieni szlachetnych, które w większości są wydobywane w rejonach ogarniętych wojnami i konfliktami etnicznymi, a często wręcz bywają ich powodem i źródłem finansowania. Próba uzasadnienia, że to „diamonds are a Girl’s best friend”, mogłaby dzisiaj zabrzmieć tak samo infantylnie jak niedawne zeznania przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości w Hadze znanej modelki Naomi Campbell, która swego czasu przyjęła kłopotliwy prezent od dyktatora Liberii sądzonego właśnie za zbrodnie wojenne, tak sugestywnie odtworzone w filmie Krwawy diament z Leo di Caprio w roli bezwzględnego najemnika. Niewiele lepiej jest w segmencie rynku jubilerskiego o zdecydowanie niższych parametrach cenowych, w którym bezpośrednie powiązania stylistyki biżuterii z efemerycznymi trendami mody odzieżowej powodują konieczność ekspresowej rotacji wzornictwa i skracają czas potrzebny na wdrożenie kolekcji, co nieuchronnie odbija się na jej jakości. Konsekwencją takiej strategii rozwoju jest presja na maksymalne obniżanie kosztów produkcji, sprowadzająca się zwykle do klasycznego już schematu outsourcingu (gdzie stawka akordowa dla honduraskiej szwaczki za uszycie T‑shirtu to dwa centy, a ten sam produkt w firmowym sklepie Levisa w Los Angeles kosztuje 39 dolarów). Ponieważ ceny metali szlachetnych na całym świecie mają wspólny punkt odniesienia w postaci notowań na londyńskiej giełdzie surowców i, w przeciwieństwie do T‑shirtu, udział kosztów materiału w finalnej cenie biżuterii jest wciąż znaczący, więc tak naprawdę jedynym narzędziem przewagi konkurencyjnej jest przenoszenie miejsc pracy w rejony o najniższych kosztach osobowych. Początkowo były to Tajlandia, Indonezja lub ­Turcja – kraje o bogatych tradycjach złotniczego rzemiosła. Od kilku lat – podobnie jak w przypadkach przemysłu odzieżowego, obuwniczego lub zabawkarskiego – masowa produkcja popularnej biżuterii odbywa się prawie wyłącznie w Chinach, a ponieważ i tam koszt pracy staje się zbyt wysoki, w kolejce czekają już następne zagłębia niewyczerpanej i niemal darmowej siły roboczej: Indie i Pakistan. Tym samym każdy (pozornie tylko niewinny) nabywca biżuterii może czuć się współodpowiedzialny za ekonomiczny wyzysk nieletnich w odległych, azjatyckich krajach, w których nie obowiązują kodeksy pracy ani płaca minimalna. Krótko mówiąc – niezależnie od tego, czy ­chodzi o ekskluzywne produkty „premium”, czy tanie, sezonowe akcesoria i dodatki – w przypadku biżuterii mamy do czynienia z przedmiotem całkowicie bezużytecznym nie tylko w kategoriach utylitarnych, ale także społecznych. Tyle argumentów w stylu hard design – w takim samym stopniu akademicko słusznych co demagogicznych.

Na dość pojemnym marginesie jubilerstwa istnieje jednak zjawisko określane jako biżuteria autorska, której wartość nie jest wyceniana według liczby karatów i w której absolutnie zasadnicze znaczenie ma właśnie dizajn. Rozpatrując w tym kontekście ewolucję biżuterii autorskiej w Polsce, nie można przecenić roli Galerii Sztuki w Legnicy – niekwestionowanego centrum wydarzeń w dziedzinie złotnictwa unikatowego. Historia tego miejsca – datująca się od końca lat siedemdziesiątych – związana jest z cykliczną imprezą wystawienniczą, początkowo organizowaną w formule Ogólnopolskich Przeglądów Form Złotniczych, by wraz z rosnącą renomą i ambicjami organizatorów przybrać dzisiejszą nazwę Legnickiego Festiwalu Srebra. Najważniejszym jego wydarzeniem jest Międzynarodowy Konkurs Sztuki Złotniczej. Rozbudowanemu programowi wielu równoległych cykli wystaw, prezentacji i sesji naukowych towarzyszy konsekwentnie prowadzona działalność wydawnicza, co powoduje, że współczesne złotnictwo artystyczne jest jedną z najlepiej udokumentowanych dziedzin sztuki użytkowej w Polsce. Prestiż imprezy budowała swoim współudziałem plejada klasyków awangardy, pedagodzy reprezentujący najbardziej progresywne, europejskie ośrodki akademickie, wiodące galerie, wybitni artyści złotnicy z całego świata. W ubiegłym roku zaproszenie do jury przyjął między innymi Gijs Bakker – projektant biżuterii, a także twórca spektakularnego sukcesu holenderskiego dizajnu, współzałożyciel fundacji Droog Design, profesor kursu Conceptual Design w Design Academy w Eindhoven, którego absolwenci stanowią obecnie ścisłą czołówkę światowego wzornictwa (i to raczej wersji art niż hard). Zresztą nagłą eksplozję popularności holenderskiego dizajnu tłumaczę sobie właśnie tym, że jego współtwórca i spiritus movens ma za sobą doświadczenie projektanta biżuterii, ­obdarzonego instynktem trendhuntera. Potrafi wyjątkowo uważnie i wnikliwie obserwować otoczenie socjokulturowe ze wszystkimi jego zmiennymi detalami i pozornie nieistotnymi szczegółami, które okazują się czynnikami kulturotwórczymi, kształtującymi nowe nurty rozwojowe. Równoległym do Droog Design przedsięwzięciem zainicjowanym przez Bakkera w 1996 roku była fundacja „Chi ha paura?” (www.chihapaura.com). Jej celem jest zaproszenie projektantów biżuterii, ale także czołowych dizajnerów innych specjalności do stworzenia unikatowej kolekcji biżuterii i jej szeroka prezentacja w prestiżowych galeriach na całym świecie. Dotychczas w projekcie wzięli udział m.in. tej klasy projektanci co Ron Arad, Tord Boontje, Matali Crasset, Konstantin Grcic, Studio Job, Chris Kabel, Marc Newson, Ted Noten, Frank Tjepkema czy Marcel Wanders. Dla wielu z nich, np. dla Arada, Newsona i Boontjego – obecnego profesora Product Design w londyńskiej Royal College of Art – projekt okazał się na tyle inspirującym eksperymentem, że postanowili włączyć biżuterię w obszar swoich projektowych zainteresowań. Pod koniec sierpnia Gijs Bakker wziął udział w pierwszej edycji międzynarodowych warsztatów złotniczych w Legnicy, w efekcie których powstały prace będące początkiem stałej kolekcji współczesnego złotnictwa. Nie powinno w niej zabraknąć żadnego liczącego się twórcy ze światowej czołówki tej dziedziny sztuki użytkowej, co na pewno jeszcze mocniej ugruntuje znaczenie Polski jako ważnego ośrodka opiniotwórczego w tym zakresie. Legnicki Festiwal Srebra już w tej chwili jest jedną z ważniejszych wystaw sztuki biżuterii w Europie i jedyną, która tak konsekwentnie promuje rozwiązania eksperymentalne, konceptualne, przekraczające sztywne definicje, kanony i schematy, także w zakresie doktrynalnie rozumianej użytkowości.
Równolegle z działalnością legnickiej Galerii odbywają się w naszym kraju jeszcze co najmniej dwa ważne wydarzenia organizowane w ­formule konkursowej: gdański Amberif Design Award – promujący innowacyjne wykorzystanie bursztynu oraz warszawskie Prezentacje, propagujące twórczość złotniczą z użyciem szlachetnych materiałów, tradycyjnych technik i kryteriów funkcjonalności. Ważnym ośrodkiem kształcącym w zakresie współczesnej biżuterii artystycznej jest Katedra Projektowania Biżuterii na Wydziale Tkaniny i Ubioru Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi – do niedawna jedyna placówka tego typu w polskim szkolnictwie państwowym. W roku akademickim 2009/2010 została uruchomiona Pracownia Projektowania Biżuterii i Form Użytkowych na Wydziale Architektury i Wzornictwa ASP w Gdańsku – stolicy regionu, w którym branża jubilerska i bursztynnicza tworzy kilkanaście tysięcy miejsc pracy, generując dochód znacznie przekraczający ten, którym może się wykazać tradycyjnie kojarzony z Trójmiastem przemysł stoczniowy. Pierwsze sukcesy i osiągnięcia studentów pozwalają sądzić, że wkrótce Gdańsk stanie się znaczącą konkurencją dla łódzkiej Akademii. Miejmy zatem nadzieję, że kolejne lata będą okresem wielu widowiskowych debiutów oraz nowych, subwersywnych postaw twórczych, które zrewidują zachowawcze i wciąż nacechowane kompleksem prowincji kryteria oceny współczesnej sztuki biżuterii w Polsce.

Agnieszka Maksymiuk, kolia Matryca, stal i dokumentacja fotograficzna, 2008

Agnieszka Maksymiuk, kolia Matryca, stal i dokumentacja fotograficzna, 2008

Agnieszka Maksymiuk, kolia Matryca, stal i dokumentacja fotograficzna, 2008

Agnieszka Maksymiuk, kolia Matryca, stal i dokumentacja fotograficzna, 2008

Agnieszka Maksymiuk, kolia Matryca, stal i dokumentacja fotograficzna, 2008

Agnieszka Maksymiuk, kolia Matryca, stal i dokumentacja fotograficzna, 2008

Dorota Topolińska, kolia Tatoo, aluminium anodowane, praca studencka, ASP w Gdańsku, 2009

Dorota Topolińska, kolia Tatoo, aluminium anodowane, praca studencka, ASP w Gdańsku, 2009

Dorota Topolińska, kolia Tatoo, aluminium anodowane, praca studencka, ASP w Gdańsku, 2009

Sławomir Fijałkowski, szablon anatomiczny VICTORIA! Tribute to Lech Wałęsa, srebro i dokumentacja fotograficzna, 2010

Sławomir Fijałkowski, szablon anatomiczny VICTORIA! Tribute to Lech Wałęsa, srebro i dokumentacja fotograficzna, 2010

Sławomir Fijałkowski, szablon anatomiczny VICTORIA! Tribute to Lech Wałęsa, srebro i dokumentacja fotograficzna, 2010

 

Na tle nurtu unikatowego nieco odmiennie rozwijało się wzornictwo biżuterii o jednoznacznie komercyjnym przeznaczeniu. Pierwszym znaczącym impulsem uaktywniającym środowisko złotników było założenie w roku 1991 Stowarzyszenia Twórców Form Złotniczych, zrzeszającego obecnie ponad 100 członków. Drugim okazał się rozwój dorocznych targów branżowych: Amberif w Gdańsku, organizowanych od 1994 roku na początku marca, a następnie Złoto Srebro Czas w Warszawie, odbywających się wczesną jesienią. Dzięki skutecznemu lobbingowi STFZ organizatorzy obu imprez zaproponowali indywidualnym twórcom preferencyjne warunki wynajmu powierzchni wystawienniczej w ramach wspólnej przestrzeni nazwanej Galerią Projektantów. Wraz ze stałym i systematycznym „umiędzynarodawianiem się” obu imprez – zwłaszcza gdańskiego Amberifu – projektanci mogli przyjmować i realizować zamówienia eksportowe od właścicieli sklepów i galerii oraz lokalnych dystrybutorów z Europy i Stanów Zjednoczonych. Rozwijali w ten sposób działalność swych pracowni i warsztatów do poziomu sprawnie funkcjonujących przedsiębiorstw produkcyjnych, zatrudniających od kilku do kilkunastu pracowników. Niektórym z nich udało się wykreować nie tylko oryginalną, autorską stylistykę, ale także rozpoznawalną markę, a sukces komercyjny pozwolił im z czasem samodzielnie zaistnieć na ważnych targach jubilerskich za granicą. Jak dotychczas najlepiej się to udało Marcinowi Zaremskiemu, którego nazwisko jest stale obecne na najważniejszych z punktu widzenia polskich projektantów biżuterii, branżowych targach Inhorgenta w Monachium. Jego śladem podąża m.in. Arek Wolski – tegoroczny laureat prestiżowego wyróżnienia Inhorgenta – Innovationspreis. Być może główną przyczyną tego, że tak trudno jest dzisiaj zadebiutować młodym polskim dizajnerom tworzącym autorskie produkty – meble, ceramikę, akcesoria użytkowe – jest właśnie brak profesjonalnie zorganizowanych targów wzornictwa, potrafiących skutecznie skojarzyć sprzedających i kupujących. Imprezę taką – o jednoznacznie komercyjnym charakterze – musiałaby poprzedzać intensywna kampania promocyjna przede wszystkim za granicą. Oczywiście przy założeniu, że tego rodzaju wydarzenie miałoby mieć dla naszych projektantów sens biznesowy, a nie wyłącznie towarzyski (vide Arena Design w Poznaniu).

Arek Wolski, bransoleta, stal nierdzewna, 2010

Arek Wolski, bransoleta, stal nierdzewna, 2010

Arek Wolski, bransoleta, stal nierdzewna, 2010

Trwałym zjawiskiem na scenie unikatowego złotnictwa okazała się działalność projektowa i ekspozycyjna Grupy 6, zainicjowanej w 2001 roku przez Bogumiła Bytomskiego, Pawła Kaczyńskiego, Krzysztofa Roszkiewicza, Marcina Tymińskiego i Arkadiusza Wolskiego. Spięte wspólną ideą doroczne wystawy towarzyszące gdańskim targom Amberif, które stały się tradycyjną okazją do środowiskowych spotkań, są następnie pokazywane w wielu złotniczych galeriach. W tym roku były jedną z ekspozycji październikowego festiwalu Łódź Design. Do czołówki projektantów biżuterii autorskiej o rozpoznawalnej stylistyce należą również: Jacek Byczewski, Jan Suchodolski, Jarosław Westermak.

Paweł Kaczyński, bransoleta, stal nierdzewna, srebro, 2005

Paweł Kaczyński, bransoleta, stal nierdzewna, srebro, 2005

Paweł Kaczyński, bransoleta, stal nierdzewna, srebro, 2005

Zaskakujące jest to, że relatywnie duża liczba młodych, ambitnych i w większości przyzwoicie wykształconych projektantów biżuterii miała śladowe przełożenie na wzornictwo rodzimych firm produkcyjnych. Nie jest to zresztą jedynie polska specyfika, a wciąż konserwatywny i eksploatujący historycznie utrwalone kanony stylistyczne przemysł jubilerski rzadko wykorzystuje potencjał twórczy projektantów. Trudno więc się dziwić, że podejmują oni na własną rękę działalność gospodarczą. Wyjątkiem jest kilka firm specjalizujących się w produkcji i eksporcie ­biżuterii z bursztynem, a do ich prekursorów na pewno zaliczyć należy S&A z Gdyni – wielokrotnego laureata prestiżowej Nagrody Ministra Gospodarki m.in. za stałe podnoszenie standardów jakościowych w zakresie wzornictw. Pewnych nadziei na ściślejszą współpracę firm jubilerskich z projektantami upatrywać można w upowszechnianiu się technologii rapid prototyping. Od kilku lat dostępne są na polskim rynku urządzenia przeznaczone specjalnie dla jubilerstwa, tak z zakresu oprogramowania do projektowania biżuterii, jak i technologii cyfrowego generowania prototypu, umożliwiające efektywniejsze wdrożenia. Profesjonalizacja rynku usług projektowych paradoksalnie może mieć pozytywny wpływ na twórców przywiązanych do tradycyjnych materiałów jubilerskich i klasycznych technik złotniczych, wykonujących biżuterię ręcznie w krótkich seriach lub pojedynczych egzemplarzach, bo nowy punkt odniesienia ułatwi im wypracowywanie oryginalnych rozwiązań, które z pełnym przekonaniem będzie można określić jako artystyczne lub unikatowe. Obiecujące początki tego procesu – swoistego złotniczego haute couture – możemy zaobserwować już dzisiaj, a dobrą ich ilustracją są obrączki ślubne pod przewrotną i niezwykle trafną nazwą: Żebro Adama – wykonywane „na miarę” przez pracownię autorską Andrzeja ­Bielaka z Krakowa.

Studio Projektowe S&A, pierścionek unikatowy, bursztyn bałtycki, złoto, 2008

Studio Projektowe S&A, pierścionek unikatowy, bursztyn bałtycki, złoto, 2008

Studio Projektowe S&A, pierścionek unikatowy, bursztyn bałtycki, złoto, 2008

Barbara i Andrzej Bielakowie, obrączki Żebro Adama, złoto, 2008

Barbara i Andrzej Bielakowie, obrączki Żebro Adama, złoto, 2008

Barbara i Andrzej Bielakowie, obrączki Żebro Adama, złoto, 2008

Szukaj nas na Facebooku

Szukaj