O autorze

Grzegorz Sowula

Z wykształcenia grafik i projektant książkowy. Edytor, tłumacz, publicysta.

Artykuł

Artykuł ukazał się w numerze 36 (III/2010) kwartalnika 2+3D

Ilustracje

Biblioteka projektanta

Berlewi

Grzegorz Sowula, 22 września 2010

Kilkanaście, przepraszam – już kilkadziesiąt lat temu w nieistniejącej od dawna małej salce katowickiego BWA dwaj znamienici, acz lokalni artyści pokłócili się głośno o ocenę twórczości. Odwoływali się do zawodu matek, krytykowali stan fizyczny członków ciała. Jeśli dobrze pamiętam, dali se po szlagu, jak się tam mawiało. Może i wyszli na zewnątrz, by nakłaść sobie w pijanym widzie po gębie. Następnego dnia nikt nie rozpoznawał ani nawet nie pamiętał siniaków.


BERLEWI, Magdalena Frankowska, Artur Frankowski, czysty warsztat, Gdańsk 2010, opracowanie graficzne Janusz Górski, projekt okładki i stron tytułowych Artur Frankowski, 21 × 26 cm, 160 stron, 86 ilustracji, oprawa twarda, cena 89 zł, ISBN 978‑83‑89945‑43‑3, www.czystywarsztat.pl

Walka owa – i inne jej podobne – przypomniała mi się, gdy przeczytałem o złośliwym felietonie Antoniego Słonimskiego, po którym na pojedynek (!) wyzwał go Mieczysław Szczuka. Panowie użyli pistoletów, Szczuka został postrzelony w nogę. Działo się to w roku 1924, po otwarciu wystawy projektów Bloku, awangardowej grupy kubistów, suprematystów i konstruktywistów, który to pokaz Słonimski nazwał Mechano‑Bzdurą. Boże mój, to były czasy, to były emocje – strzelać się o teorię sztuki…

Historię tę, jak i wiele innych, znalazłem w tomie Berlewi Magdaleny i Artura Frankowskich. Trudno mi było uwierzyć, że to pierwsza w zasadzie biografia artystyczna tego twórcy, która ukazuje się w języku polskim – pojawiały się teksty przyczynkarskie, wywiady i rozmowy, wstępy do katalogów, nawet minialbumik opublikowany rok po śmierci Henryka Berlewiego. Trzeba jednak było starań i pomysłu pary typografów, by artystę pokazać interesująco i rzetelnie.

Nie jest to przypadek – Berlewi, malarz i teoretyk sztuki, zaliczany jest do twórców polskiej typografii funkcjonalnej (obok Szczuki i Strzemińskiego, mniej jednak od nich znany). Zaważyły na tym, moim zdaniem, dwie sprawy: już w 1928 roku opuścił na stałe Polskę, wcześniej zaś wiele projektował dla klientów żydowskich. To nie zarzut – przykłady zamieszczone w książce dowodzą wyjątkowego smaku i talentu projektanta, jak i zaskakującej „zgodności” zgeometryzowanych liter hebrajskiego alfabetu ze sztywnym na ogół gridem ówczesnych kompozycji (okładka Jidysz‑Teater czy plakat Budującym – ziemi!).

Ale Berlewi w historii sztuki zapisał się przede wszystkim jako twórca i teoretyk mechanofaktury, koncepcji plastycznej akcentującej dwuwymiarowość podłoża, ograniczającej zaś rolę koloru. Chciał łączyć poezję z abstrakcją geometryczną i formami kinetycznymi, wyprzedzając niejako pop‑art. Można o nim powiedzieć: „odniósł sukces, którego nikt nie pamięta” – to nie Berlewi wspominany jest w podręcznikach historii sztuki, gdy mowa o pop‑arcie czy typografii funkcjonalnej. Przyjaźnił się z Elem Lissitzkym, znał Malewicza, projektował z Syrkusem, wystawiał w europejskich stolicach, publikował manifesty i prace teoretyczne, do końca siedemdziesięciodwuletniego życia projektował – ale dziś możemy o nim tylko powiedzieć, że „należy do grona prekursorów współczesnej europejskiej grafiki funkcjonalnej”.

Żal wywołany zapomnieniem Berlewiego łagodzi książka mu poświęcona – przygotowana, opracowana i zaprojektowana perfekcyjnie. Z przyjemnością otwierałem strony rozkładowe, na których łam nieprzerywanego akapitami tekstu kontrowany jest ilustracją, reprodukcją projektu, rysunku, zdjęciem. Dzięki nim nagle pojawia się projektant – z matką, z kolegami, z modelkami (dziś już nikt nie robi takich aranżacji). Słonimski, mądry człowiek, mylił się, Berlewi daleki był od bzdury.

Wykład autorów o książce będzie miał miejsce w środę 6 października 2010 w audytorium przy ul. Pańskej 3 w Warszawie o godz. 19.00, w ramach projektu Warszawa w Budowie II zorganizowanego przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.

Szukaj nas na Facebooku

Szukaj