O autorze

David Crowley

Jako historyk dizajnu i profesor Royal College of Art, specjalizuje się w Europie wschodniej. Autor wielu publikacji i książek. Był m.in. kuratorem znanej wystawy Cold War Modern. Design 1945-1970 w Victoria&Albert Museum.

Artykuł

Artykuł ukazał się w numerze 38 (I/2011) kwartalnika 2+3D

Edytorstwo

Czym jest czytanie?

David Crowley, 4 września 2013

Artykuł archiwalny

Czym jest czytanie? Francuski filozof Maurice Merleau‑Ponty przedstawił je kiedyś jako szczególny rodzaj znikania: „Mój wzrok zaczyna podążać za wierszami tekstu na papierze i w chwili, gdy zanurzam się w znaczeniu, te nadrukowane linie przestają dla mnie istnieć. Papier, litery, moje oczy i ciało stanowią tylko okoliczności niezbędne do przebiegu pewnej niewidocznej operacji”. Książki powinny, jego zdaniem, znikać czytelnikowi z oczu w miarę przenoszenia go w wirtualny świat poza materialną stronicą: „Cudowne w języku jest to, że sam się przyczynia do własnego zniknięcia ze świadomości…”. Podobne poglądy, choć z innych przyczyn, podziela część typografów. Współczesna typografia od dawna stoi na stanowisku, że przeładowana stronica nie sprzyja takiemu odbiorowi słów, jaki zakładał pisarz. Beatrice Warde w swoim słynnym eseju porównała idealny wygląd stronicy do „kryształowego kielicha”. Miała na myśli to, że dobrze zaprojektowana stronica powinna być jak przezroczyste naczynie, z którego czerpiemy idee.

Marian Bantjes, okładka książki „I Wonder”, Thames & Hudson (UK) oraz The Monacelli Press (USA), 2010

Marian Bantjes, okładka książki „I Wonder”, Thames & Hudson (UK) oraz The Monacelli Press (USA), 2010

Marian Bantjes, okładka książki „I Wonder”, Thames & Hudson (UK) oraz The Monacelli Press (USA), 2010

Książki jednak bywają różne i wymagają różnego traktowania. Projektanci graficy i ilustratorzy dobrze o tym wiedzą. Marian Bantjes, kanadyjska ilustratorka, która w ostatnich latach znajdowała się w pierwszych szeregach zwolenników odrodzenia ornamentyki, właśnie opublikowała zbiór własnych tekstów zatytułowany I wonder. Teksty jej esejów o honorze, cudach, alfabecie i innych mniej lub bardziej ezoterycznych zjawiskach wpisane są w bardzo eklektyczne ramy, wywiedzione częściowo z historii sztuki, a częściowo z bardziej przyziemnych języków wzorców, z naszego codziennego otoczenia. ­Pojawiają się flagi, szyldy, a nawet zaschnięta pasta do zębów. Na niektórych stronach różnice między słowami a ornamentami oraz między pierwszym planem a tłem się rozmywają. Niektóre strony – choćby te pokazane tutaj, złożone krojem Secret – nieśpiesznie wyjawiają skrywany sens. Dla Bantjes czytanie jest głębokim przeżyciem, dosłownym zanurzeniem się w świat pełen „cudów”. „Myślę, że jedną z rzeczy bardzo umiejętnie stosowanych w religii jest wykorzystanie zobrazowania cudu do przekazania komunikatu” – powiedziała w zeszłym roku podczas wykładu. „Moim zdaniem w literaturze dla dorosłych, niestety, zbyt rzadko wykorzystuje się prawdziwe połączenie sztuki i informacji”. I Wonder jest według niej „książką przeznaczoną do czytania w wygodnej pozycji w ulubionym fotelu”.

Marian Bantjes, rozkładówka książki „I Wonder”, Thames & Hudson (UK) oraz The Monacelli Press (USA), 2010

Marian Bantjes, rozkładówka książki „I Wonder”, Thames & Hudson (UK) oraz The Monacelli Press (USA), 2010

Marian Bantjes, rozkładówka książki „I Wonder”, Thames & Hudson (UK) oraz The Monacelli Press (USA), 2010

Marian Bantjes, rozkładówka książki „I Wonder”, Thames & Hudson (UK) oraz The Monacelli Press (USA), 2010

Marian Bantjes, rozkładówka książki „I Wonder”, Thames & Hudson (UK) oraz The Monacelli Press (USA), 2010

Marian Bantjes, rozkładówka książki „I Wonder”, Thames & Hudson (UK) oraz The Monacelli Press (USA), 2010

Zapewne nic w tym dziwnego, że projektant dostrzega w literach obrazy, a nawet rzeczy. A jak jest z pisarzami? Niewielu widzi w literach i znakach interpunkcyjnych coś więcej niż symbole kodu fonetycznego i gramatycznego. W 2005 roku Jonathan Safran Foer, wschodząca gwiazda amerykańskiej beletrystyki, opublikował Strasznie głośno, niesamowicie blisko, powieść pisaną z perspektywy dziewięcioletniego chłopca, który stracił ojca w ataku na WTC w Nowym Jorku. Na stronicach tej książki wykorzystane zostały fotografie, grafika i różne środki typograficzne. Przez całość przewijają się listy. W jednym z nich – od głuchoniemego dziadka – odstępy międzywyrazowe i międzyliterowe stopniowo tak się zmniejszają, że w końcu strona staje się niemal tak ciemna i zamazana jak plama atramentu. W innym miejscu trzy strony pozostawiono puste. „Zawierają” one słowa babci bohatera, która usiadła przy maszynie, by pisać swoją biografię, lecz nie zauważyła, że brakuje taśmy. Na końcu powieści pojawia się „książka” ­złożona z szeregu obrazków, w której przy szybkim kartkowaniu widać postać spadającą z wież WTC. Ta książka w książce pozwala odwrócić rzeczywistość: w rękach chłopca siła grawitacji, podobnie jak czas, zaczyna działać odwrotnie i ojciec bohatera nie spada, ale wzlatuje na wieżę. 

Jonathan Safran Foer nie jest pierwszym pisarzem, który zdecydował się na takie eksperymentowanie z wizualną literaturą. Ojcem tej tradycji jest Laurence Sterne, autor powieści Życie i myśli JW Pana Tristrama Shandy (wydawanej w dziewięciu tomach w latach 1759–1769). Teoretycznie jest to autobiografia: narrator Tristram Shandy wprowadza czytelnika w tragikomiczne wydarzenia, filozoficzne rozważania i powtarzające się refleksje o kształtach nosów. Przyznając, że narracja książki ma meandryczny charakter, Sterne zamieszcza w niej linearne wykresy akcji wraz z przeprosinami za to, że przedstawienie opowieści trwa tak długo. W tej ekscentrycznej publikacji wykorzystano tylko jedną z wielu technik graficznych. „Marmurkowanie”, zwykle stosowane do ozdabiania wyklejek, pojawia się w środku książki jako wizualna metafora pogmatwanej narracji. Poza tym występują zupełnie białe lub czarne stronice. Sterne wydaje się wykorzystywać każdą możliwość, by powstrzymać ten proces marzycielskiego zapomnienia, o którym wspomina Merleau‑Ponty. 

A Practice for Everyday Life, okładka książki „Życie i myśli JW Pana Tristrama Shandy” Laurence’a Sterne’a, 2009

A Practice for Everyday Life, okładka książki „Życie i myśli JW Pana Tristrama Shandy” Laurence’a Sterne’a, 2009

A Practice for Everyday Life, okładka książki „Życie i myśli JW Pana Tristrama Shandy” Laurence’a Sterne’a, 2009

Chyba to nie przypadek, że Jonathan Safran Foer i Laurence Sterne są autorami pierwszych dwóch książek wydanych przez nowe londyńskie wydawnictwo Visual Editions. To eksperymentalne przedsięwzięcie podjęły w 2009 roku Amerykanka Anna Gerber i Dunka Britt ­Iversen, stawiając sobie za cel publikowanie książek penetrujących możliwości pisarstwa wizualnego. Zamówiły one u londyńskich projektantów grafików z pracowni A Practice for Everyday Life nowe opracowanie Tristrama Shandy i namówiły Foera do współpracy nad nową powieścią. Książki, które powstały, to nie edycje specjalne ani ręcznie wykonane ekskluzywne unikaty dla koneserów. Wydane w miękkiej oprawie, w dużych nakładach i sprzedawane po stosunkowo niewysokich cenach, są adresowane do szerokiego kręgu czytelników. Tym, co wyróżnia je spośród większości pozycji w księgarniach, jest sposób, w jaki zostały zaprojektowane. Jak mówią Gerber i Iversen: „nasza dewiza to »wspaniale wyglądające opowieści«”.

A Practice for Everyday Life, rozkładówka książki „Życie i myśli JW Pana Tristrama Shandy” Laurence’a Sterne’a, 2009

A Practice for Everyday Life, rozkładówka książki „Życie i myśli JW Pana Tristrama Shandy” Laurence’a Sterne’a, 2009

A Practice for Everyday Life, rozkładówka książki „Życie i myśli JW Pana Tristrama Shandy” Laurence’a Sterne’a, 2009

A Practice for Everyday Life, rozkładówka książki „Życie i myśli JW Pana Tristrama Shandy” Laurence’a Sterne’a, 2009

A Practice for Everyday Life, rozkładówka książki „Życie i myśli JW Pana Tristrama Shandy” Laurence’a Sterne’a, 2009

A Practice for Everyday Life, rozkładówka książki „Życie i myśli JW Pana Tristrama Shandy” Laurence’a Sterne’a, 2009

Powieść Tristram Shandy w stonowanym i precyzyjnym ujęciu A Practice for Everyday Life zachowuje wierność oryginałowi Sterne’a. Na okładce rozpoczyna się zapętlona linia czasu – jak linia akcji Sterne’a – z zaznaczonymi 123 edycjami po 1759 roku. Zastosowano też inne środki wyrażające zainteresowanie Sterne’a materialną warstwą książki. Zaproszenie czytelnika, by „zamknął drzwi” – gest sugerujący zachowanie dyskrecji i prywatności – jest przedstawione w postaci równo złożonej kartki. 

Tree of Codes Jonathana Safrana Foera to rzecz jeszcze ambitniejsza. Nie będąc w stanie zaoferować mu wysokiej zaliczki, początkujące wydawnictwo obiecało nowojorskiemu pisarzowi, że książka zostanie wydana w dowolnej formie, jaką tylko autor sobie wyobrazi. Safran Foer nie kazał długo czekać na odpowiedź – oznajmił, że od dawna marzył o „wycinance”, czyli powieści ­powstałej z tego, co pozostanie po innej książce. Wybrał swoje ulubione opowiadanie, Ulicę krokodyli ­Brunona Schulza, i wraz z Visual Editions i projektantką Sarą de Bondt rozpoczął pracę nad nowym dziełem, zatytułowanym Tree of Codes. Większość drukarzy uchylała się przed tym wyzwaniem, gdyż wykonanie książki wymagało innego wykrojnika do każdej strony. Dopiero studio Die Keure w ­Belgii podjęło się tego zadania. W rezultacie powstała niezwykła kombinacja słów, znaków przestankowych i prostokątnych pustych przestrzeni. Chociaż wycięty tytuł daje do zrozumienia, czego można oczekiwać po tym projekcie, to jednak po otwarciu książki czujemy pewien niepokój. Mimo że czytelnik szybko przyzwyczaja się do tej techniki, książka stale przypomina o nieobecności, o braku tego, co zostało wycięte.

Sara de Bondt, okładka książki „Tree of Codes” Jonathana Safrana Foera, Visual Editions, 2009

Sara de Bondt, okładka książki „Tree of Codes” Jonathana Safrana Foera, Visual Editions, 2009

Sara de Bondt, okładka książki „Tree of Codes” Jonathana Safrana Foera, Visual Editions, 2009

To zastanawiające, że projektanci, pisarze i wydawcy tak dużą wagę przykładają do formy książek. Zaledwie kilka lat temu krytycy jeden przez drugiego ogłaszali rychły koniec książek w obliczu obietnic, jakie niesie z sobą internet. W 1991 roku projektant grafik Malcolm ­Garrett, jako zwolennik postępu technicznego, usiłował podważyć głęboką wiarę w druk, pytając: „Czy książka umarła?”. „Książkę nadal otacza aura trwałości i autorytetu – pisał – lecz czy musimy trzymać się cennych symboli tylko dlatego, że nie potrafimy dostrzec… zalet tego, co pojawia się w zasięgu ręki?”

Sara de Bondt, rozkładówka książki „Tree of Codes” Jonathana Safrana Foera, Visual Editions, 2009

Sara de Bondt, rozkładówka książki „Tree of Codes” Jonathana Safrana Foera, Visual Editions, 2009

Sara de Bondt, rozkładówka książki „Tree of Codes” Jonathana Safrana Foera, Visual Editions, 2009

Sara de Bondt, rozkładówka książki „Tree of Codes” Jonathana Safrana Foera, Visual Editions, 2009

Sara de Bondt, rozkładówka książki „Tree of Codes” Jonathana Safrana Foera, Visual Editions, 2009

Sara de Bondt, rozkładówka książki „Tree of Codes” Jonathana Safrana Foera, Visual Editions, 2009

Dwadzieścia lat później książka nadal jest z nami: w 2009 roku w Wielkiej Brytanii wydano 133 224 nowe tytuły (pomijając e‑booki i inne formy elektroniczne). Jakby pragnąc się zrehabilitować za błędne proroctwa, Garrett został niedawno kuratorem wystawy jednorazowych książek artystycznych online. „W pewien sposób [moja] celowo konfrontacyjna, lecz żartobliwa strategia spaliła na panewce… – przyznaje. – Wydawało mi się, że mówię, iż przed pisarzami, projektantami i wszystkimi przekazującymi informacje otwierają się niezwykłe możliwości, a tradycyjne wydawnictwa mimo wszystko pozostaną żywą formą i bez wątpienia nie tylko przetrwają, lecz będą przybierać ekscytujące nowe postaci”. Innymi słowy, nowe technologie niekoniecznie wypierają stare, lecz zwykle je zmieniają. Jaką postać mogą przybrać książki drukowane w epoce e‑czytelników i iPadów, to jeszcze nie jest pewne – niemniej Marian Bantjes stara się przedłużyć i spotęgować przyjemność czytania, a wydawnictwo Visual Editions, traktując z równą uwagą książki jako przedmioty z papieru, tuszu i kleju, jak książki jako zbiory słów i obrazów, zaprasza czytelników do aktywnego udziału w procesie ­czytania.

tłumaczenie Dorota Dziewońska

Szukaj nas na Facebooku

Szukaj