O autorze

Victor Margolin

Profesor historii dizajnu na Uniwersytecie Illinois w Chicago. Napisał i zredagował wiele książek poświęconych teorii projektowania. Autor jest również współtwórcą i redaktorem kwartalnika „Design Issues”.

Artykuł

Artykuł ukazał się w numerze 29 (IV/2008) kwartalnika 2+3D

Teoria dizajnu

Dizajn i ryzyko zmiany

Victor Margolin, 24 października 2009
Strona: 1 | 2

Jak zauważyli Ulrich Beck, Anthony Giddens i inni socjologowie, żyjemy w społeczeństwie ryzyka powodowanego częstokroć przez okoliczności znajdujące się poza naszą kontrolą. Przede wszystkim ryzyko związane jest z niebezpieczeństwem. W ostatnich latach z oczywistych powodów wzrósł strach przed aktami terroru i zbrodniami. Strach ten musi być łagodzony poprzez działania obronne oraz przez nadzieję, że czynniki wywołujące niebezpieczeństwo mogą się zmienić. Musimy wierzyć, że każdy człowiek ma, choćby nieznaczną skłonność do działań pozytywnych, chyba że uważamy siebie za skazanych po wsze czasy na życie z jakimiś barbarzyńcami u bram.

W tym eseju chciałbym jednak odnieść się do ryzyka innego typu, a mianowicie do ryzyka zmiany naszego obecnego sposobu życia; ryzyka stworzenia lepszego świata, pozbawionego problemów, które nękają nasze życie, takich jak zmiany klimatyczne, ubóstwo i zagrożenia militarne. Mam na myśli ryzyko związane z tworzeniem nowej kultury zrównoważonego rozwoju, w której moglibyśmy żyć w harmonii z zasadami ekologii i z doktryną sprawiedliwości społecznej, zawartą w takich dokumentach jak np. Powszechna deklaracja praw człowieka.

Brak dostępu wszystkich ludzi na świecie do stosownych warunków bytowych stanowi złamanie praw człowieka wymienionych w dwóch podstawowych dokumentach Organizacji Narodów Zjednoczonych, mianowicie w Powszechnej deklaracji praw człowieka, przyjętej przez Zgromadzenie Ogólne ONZ 10 grudnia 1948 roku, oraz w Deklaracji praw dziecka, przyjętej przez to samo Zgromadzenie 20 listopada 1959 roku. Oba te dokumenty, ratyfikowane przez prawie wszystkich członków ONZ, potwierdzają godność każdej istoty ludzkiej.

Powszechna deklaracja praw człowieka podkreśla, że „wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi pod względem swej godności i swych praw”. Należą się im fundamentalne prawa do bezpieczeństwa, uznania osobowości prawnej, ochrony przed prześladowaniem, prawo do własności prywatnej, do pracy i do nauki. Artykuł 25. stwierdza, że „każdy człowiek ma prawo do stopy życiowej zapewniającej zdrowie i dobrobyt jego i jego rodziny, włączając w to wyżywienie, odzież, mieszkanie, opiekę lekarską i konieczne świadczenia socjalne…” 1.

Prawa wynikające z tych dwóch deklaracji są pochodnymi wartości Oświecenia, wpisanymi w konstytucje większości państw i chociaż wielu ludzi je głosi, to niewielu stara się o ich pełne wprowadzenie w życie, a niektórzy po prostu je ignorują. Rozdźwięk pomiędzy deklaracjami praw i ich wypełnianiem wyraźnie dowodzi istnienia „wzajemnie zwalczających się wizji świata”. Polityka zasad, rozumiana jako powszechne zapewnienie praw, rywalizuje z polityką siły, bazującą na indywidualnym, instytucjonalnym i państwowym dążeniu do zabezpieczenia własnych interesów.

Proces tworzenia Powszechnej deklaracji praw człowieka oraz innych, mniej znanych dokumentów przyjętych przez ONZ – Międzynarodowego paktu praw obywatelskich i politycznych, Międzynarodowego paktu praw gospodarczych, społecznych i kulturalnych, Konwencji w sprawie zakazu stosowania tortur oraz innego okrutnego, nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania, Konwencji w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji kobiet, Konwencji w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa i Międzynarodowej konwencji w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji rasowej – naznaczony był idealistyczną wizją i wiarą w równouprawnienie wszystkich ludzkich istot. Doskonale wiemy, że te prawa były ciągle łamane, lecz sam fakt, iż zostały one wyartykułowane staje się drogowskazem do pożądanego i możliwego stanu rzeczy. Zamiast patrzyć na wspomniane dokumenty jak na ekwiwalent ustaw prawnych, których powszechne przestrzeganie jest mało prawdopodobne, wolę uważać je za wyraz wartości, do których dążą najrozsądniejsi spośród nas.

Wspominając o wartościach, zmierzam do kluczowego pytania: na jakich przesłankach opierają się nasze wizje przyszłości, jakimi technikami dysponujemy, aby nadać tym wizjom intelektualny kształt, oraz jakie są możliwości przekształcenia ich w rzeczywistość? Po pierwsze, powinniśmy zastanowić się nad możliwościami naszej wyobraźni. Wyobraźnia nie jest w żadnym wypadku aktywnością przypadkową ani bezkrytyczną. Zawsze opiera się ona na wartościach lub na chęci nadania formy naszym odczuciom co do tego, jaki powinien być świat. Tak naprawdę nasza zdolność do wyobrażenia sobie innej przyszłości jest podstawą zdolności do wytworzenia żywotnej [sustainable] kultury.

Gdy mówimy o ryzyku wyobrażenia sobie świata innego niż ten, w którym obecnie żyjemy, musimy zacząć od kwestii wartości. Skoro wizje, z którymi obecnie wchodzimy w kontakt są niezadowalające, musimy popatrzeć na wartości znajdujące się u ich podstaw. Weźmy jako przykład sieciowy wirtualny świat Second Life, odwiedzany obecnie przez ponad milion graczy z całej planety. Można by przypuszczać, że milion ludzi, mających możliwość stworzenia świata według własnej wizji i spędzających cotygodniowo wiele godzin w tymże świecie, żeby nie wspomnieć o wydawaniu na to pokaźnych kwot, tchnie w wykreowaną rzeczywistość silną dawkę idealizmu społecznego. Sam nie jestem uczestnikiem Second Life, ale na podstawie tego, co o nim czytałem, wydaje mi się, że zawiera mało inspirujących treści i bazuje na silnych wartościach konsumenckich oraz na zapewnianiu sobie indywidualnego dobrobytu. Awatary wyglądają jak najpiękniejsze postacie anime, a strojem rywalizują z najbogatszymi dandysami świata. W ubraniach za niewielkie pieniądze – po konwersji prawdziwych walut na Second Life Linden Dollars – nawet ktoś, kto „w realu” jest sekretarką czy kelnerem, może wyglądać jak Imelda Marcos lub Giorgio Armani.

Podobnie jest z domami: gracze zużywają mnóstwo czasu i pieniędzy na budowanie dużych domów, wyposażonych we wszelkie udogodnienia, które w świecie realnym zużywałyby olbrzymie ilości energii. Ambitniejsi „secondlajfersi” inwestują na dużą skalę w nieruchomości i spekulują działkami – jak w świecie realnym. Tak naprawdę z tego, co widziałem, dla wielu ludzi w Second Life ideałem jest życie bardziej luksusowe od tego, na które mogą sobie pozwolić w rzeczywistości. W grze inscenizują oni rytuały społeczne, takie jak małżeństwo, seks, a nawet rozwód, jako relacje pomiędzy awatarami – wirtualnymi osobowościami. Aby dodać wiarygodności Second Life, różne firmy próbują promować w świecie wirtualnym produkty dostępne w świecie realnym. Rząd Szwecji jako pierwszy otworzył wirtualną ambasadę, aby udzielać informacji o wizach i innych kwestiach dotyczących społeczności międzynarodowej.

Strona: 1 | 2

Szukaj nas na Facebooku

Szukaj