O autorze

Czesława Frejlich

Profesor Akademii Sztuk Pięknych, prowadzi zajęcia z Ergonomicznych Podstaw Projektowania na Wydziale Form Przemysłowych w Krakowie i na Wydziale Wzornictwa Przemysłowego w Warszawie. Autorka wielu publikacji z zakresu dizajnu. Redaktor naczelna kwartalnika „2+3D grafika plus produkt".

www.2plus3d.pl

Artykuł

Artykuł ukazał się w numerze 9 (IV/2003) kwartalnika 2+3D

Wstęp do numeru

Dobre obyczaje

Czesława Frejlich, 20 października 2003

Choć nasz magazyn nie ma zbyt długiej wydawniczej tradycji, to dobrym obyczajem stało się, że w numerze październikowym publikujemy wybrane prace dyplomowe z ostatniego roku akademickiego (Dyplomy 2002/2003). Wychodzimy z założenia, że promocja młodych projektantów jest coraz trudniejsza, a dla dobra i samych zainteresowanych, i pracodawców taka prezentacja jest ze wszech miar potrzebna.

Na marginesie tego pokazu pojawił się problem, delikatnej natury, o którym jednak trzeba mówić, i to najlepiej na głos. Chodzi o prawa autorskie do prac studenckich, w tym również dyplomowych. Proces dydaktyczny w dyscyplinach projektowych zazwyczaj ma formę konsultacji, których starsi, doświadczeni koledzy udzielają adeptom. Niektórzy pedagodzy ingerują dość znacznie w przebieg pracy, wyznając zasadę „ucznia naśladującego mistrza”, gdy inni skłonni są raczej, jak to nazywają, „otwierać” studenta, aby sam odnajdywał własną drogę. Bez względu na przyjęty sposób prowadzenia zajęć, nie da się ukryć bezpośredniego lub choćby pośredniego udziału pedagoga w powstaniu pracy. Wynikiem starań obu stron jest projekt i jeśli pozostaje on na poziomie ćwiczenia, to po pewnym czasie jego dokumentacja zostaje zniszczona. Rzecz komplikuje się, gdy praca jest zakupiona lub gdy zostaje nagrodzona. Poglądy w tej sprawie nie są jednolite (Jacek Popek, Prawo autorskie a dydaktyka; Janusz Seweryn, Prawo autorskie czy dydaktyka?), zmieniały się w czasie i pewnie należy dążyć do środowiskowego omówienia problemu. Poza prawnymi aspektami sprawy istnieje jednak jeszcze jeden – dobry obyczaj. To on nakazuje nie pomijać przy okazji wszelkich prezentacji uczelni i promotora, jeśli praca została wykonana jako kursowa czy dyplomowa. O tym „drobnym fakcie” zapominają często nie tylko studenci, ale i organizatorzy konkursów czy przeglądów. W formularzach zgłoszeniowych wielu konkursów dla studentów nie można znaleźć rubryk na nazwę szkoły, w której praca została wykonana i na nazwisko pedagoga, który tę pracę prowadził – i nie chodzi tu o partycypację finansową. Choć są również dobre przykłady, jak publikowane w tym numerze warunki konkursu IMAGINEERING 2003/2004, którego organizatorzy przewidzieli dotację dla uczelni, w której studiuje laureat.

Szukaj nas na Facebooku

Szukaj