O autorze

Piotr Mikołajczak

Artykuł

Artykuł ukazał się w numerze 31 (II/2009) kwartalnika 2+3D

Produkt

Inspektor Gadget na tropie czyli hit sezonu i pamiątki z wakacji w opałach

Piotr Mikołajczak, 16 lipca 2013

Artykuł archiwalny

Ponad pół wieku temu w książce 100 bajek, w rozdziale Z innej beczki (coś nam to przypomina…) Jan Brzechwa opublikował taki oto wierszyk:

KULKI

Dwie damulki z Koziej Wólki
Kupowały w sklepie kulki,

Kupiły ich bardzo dużo,
Nie wiedząc, do czego służą.

Kulały je i turlały
Po mieszkaniu przez dzień cały,

Po stołach i po podłodze,
Aż umęczyły się srodze.

Ludzie w okna zaglądali,
Co z tego wyniknie dalej,

Aż każdy po trochu uległ
Powabom tych szklanych kulek,

Bo były to kulki szklane
W siedmiu barwach na odmianę.

Każda kulka już w zarodku
Drugą kulkę miała w środku,

Więc gdy patrzał ktoś przez chwilę,
Widział ich dwa razy tyle.

Zapytywał miejski urząd,
Do czego te kulki służą:

Do wyboru, do koloru,
Do wrzucania do otworu,

Do budowy, do uprawy
Czy, po prostu, do zabawy,

A mieszkańcy Koziej Wólki
Wykupili wszystkie kulki,

Kupili ich bardzo dużo,
Nie wiedząc, do czego służą.

Kulali je i turlali
Przez miasto, a potem dalej,

Aż je pod koniec zabawy
Doturlali do Warszawy.


Zaskakująca pointa jak na dzisiejsze obyczaje. To nie stolica wyznaczyła trend, lecz damulki z Koziej Wólki rozpoczęły kulkowe szaleństwo, wprowadzając nowy gadżet do stolicy. Wierszyk rozbawił mnie tym bardziej, że gdy do niego dotarłem, byłem tuż po lekturze Punktu przełomowego. O małych przyczynach wielkich zmian Malcolma Gladwella – książki o tym, jak powstają mody i trendy. Brzechwa we właściwy sobie sposób, lekko i zabawnie, opowiada o przypadłościach, którymi dziś zajmują się badacze, socjolodzy i marketingowcy. Brzechwowe Kulki ucieszyły mnie zwięzłą charakterystyką przedmiotów, których przeznaczenie jest co najmniej nieoczywiste. Nazywamy je niekiedy gadżetami, bibelotami, souvenirami.

Z racjonalnego, praktycznego punktu widzenia można się bez nich obejść, są „zbędne”. Jednak mają w sobie to coś, co sprawia, że ich popularność nie maleje – pojawiają się w nowych formach, dostosowane do nowszych technologii, i wciąż znajdują oczarowanych nabywców.

Szklana kulka należy do tego gatunku rzeczy. Jej kształt od zawsze intrygował, a symbolika z nią związana jest bardzo rozbudowana; wystarczy wymienić doskonałość, nieskończoność czy całościowość. Choć patetycznie brzmi to w zestawieniu z wierszykiem Brzechwy, uderzając w wysoki ton symboliki kuli, warto wspomnieć, że sięgają po nią od dawna artyści. W obrazach Hieronima Boscha często pojawia się przeźroczysta sfera, ale także dosłownie szklane kulki, jak w obrazie Magik. Współcześni twórcy też chętnie używają kulek w swoich dziełach. Przypomnę tylko pamiętną filmową scenę śmierci obywatela Kane’a ściskającego szklaną kulkę czy bohaterkę Podwójnego życia Weroniki, dla której kulka jest ważnym atrybutem. Truman Capote w opowiadaniu Biała róża pisze o swojej fascynacji szklanymi kulami i o tym, jak stały się jego nałogiem.

W niższych rejestrach kultury także nie brakuje kulek. W internecie walają się ich całe tony: od producentów i sprzedawców, po nieco grafomańskich poetów, toczących „łzy jak szklane kulki” i miewających „marzenia jak szklane kulki”. Szklana kulka utrwaliła się w wyobraźni i jest często wykorzystywaną, zbanalizowaną metaforą, czy raczej symbolem, którego znaczenie, jak większości symboli, trudno jednoznacznie zinterpretować. 



Wracając jednak do damulek, cóż tak bardzo urzekło je w tych kulkach ze sklepu w Koziej Wólce? Może to, że kulka, podobnie jak większość gadżetów, kusi możliwością posiadania niezwykłego przedmiotu, w swym wyabstrahowaniu różnego od otoczenia, gładkiego, regularnego, świetlistego, ruchomego. Przedmiotu „magicznego”, niezwykłej soczewki zniekształcającej rzeczywistość, pozwalającej przeżywać fantazję na jawie. Zawierającego „tajemnicę”, którą można schować do kieszeni, niedotykalny zatopiony „mikroświat”. „Seksapil” szklanej kulki polega na odsłanianiu tajemnicy bez możliwości jej poznania, na pokazywaniu ukrytego.

„Archetyp gadżetu”, którym jest kulka, ogniskuje w sobie reguły, które wzbudzają pragnienie posiadania przedmiotów niezwykłych – właśnie gadżetów czy „hitów sezonu”, jak będę je dalej nazywał.

Oczywiście, mieszkańcy Koziej Wólki nie myśleli o tym, ulegając powabowi kulek, tak jak większość z nas, gdy z zainteresowaniem przyglądamy się jakiemuś sprytnemu drobiazgowi, bez którego można się obejść, a który jednak kusi, by się nim przez chwilę pobawić.

Liczba produkowanych obecnie przedmiotów wszelakiego przeznaczenia jest nieporównywalna z żadnym wcześniejszym okresem w dziejach homo faber. W tych okolicznościach marketing musi się uciekać do niemal „iluzjonistycznych” sztuczek, takich jak tworzenie fikcyjnych kolejek przed sklepami w dniu premiery nowego telefono-odtwarzaczo-aparato-komputera. „Hity sezonu” spod znaku szklanej kulki istnieją na marginesie marketingu, nie promuje się ich za pomocą akcji reklamowych, niewiele mają wspólnego z „dizajnerskimi” nowościami high-tech. Rozkwitają formami, które mają korzenie w ulotnych obszarach materializowania potrzeb „wyższych”, balansują gdzieś na granicy między zabawą, magią, kiczem a sztuką.

Pod tym względem są bliskie ludowym zabawkom ucieleśniającym i oswajającym lęki, sentymentalne tęsknoty, prowokującym potrzebę śmiechu – czasem rubasznego, niekiedy refleksyjnego. Określenie „hit sezonu” ma związek z czasem, jest w nim konieczność bycia „na czasie”, bycia modnym. Jednak w nawale „nowości”, które oferuje rynek przedmiotów, określenie „hit sezonu” brzmi trochę staroświecko, nawet jarmarcznie, kojarzy się z przekupkami nawołującymi do zakupu cudownych towarów. U podłoża „hitów‑gadżetów” leży zadziwienie, odejście od rzeczywistości, wykrzywianie jej, czasem „gruby” erotyczny czy nawet fekalny humor, przedrzeźnianie, czyli cechy wspólne z dawnym karnawałowym zapomnieniem, gdy na jarmarkach następowało chwilowe przewartościowanie świętości i obyczajów, po to, by następnego dnia powrócić do niełatwej rzeczywistości (Michaił Bachtin, Twórczość Franciszka Rabelais’go a kultura ludowa średniowiecza i renesansu). Na owych jarmarkach – oprócz pokazów przebierańców, inscenizacji, konkursów, w których wyśmiewano uczoną głupotę i świętoszkowatą religijność – sprzedawano różne cudowne maści, relikwie oraz przedmioty rozrywkowe, jak to dziś nazywamy: gadżety. Część z nich, w lekko zmodyfikowanej formie, przetrwała do dziś i nadal stanowi podstawowy asortyment oferowany na lokalnych kramach odpustowych.

W obyczajowości nastąpiły dużo większe zmiany niż w asortymencie jarmarcznych straganów. Co prawda, granica lokalnej ludowości zaciera się ze względu na masową produkcję; pojawia się natomiast coś, co można określić jako globalną „ludowość”, czyli współczesna kultura przedmiotów ze znaczkiem „made in China”, inspirowana kulturą masową. Tu ważne role odgrywają bohaterowie gier komputerowych, komiksów, filmów. Zwykły odpustowy diabełek wytykający jęzor stał się nudny w porównaniu z demonicznym monstrum z kreskówki.

Rolę czasu „odświętnego” w zachodniej kulturze przejęły urlopy, wakacje, weekendy, czyli tzw. czas wolny. Jego znaczną część absorbują mass media ze swoją rozrywkową ofertą. Mieszczą się w niej także współczesne stragany z gadżetami, którymi są telezakupy i portale aukcyjne. Jednak wciąż są popularne urlopowe wyjazdy i wypoczynek w miejscowościach turystycznych. Spędzaniu wolnego czasu służą spacerowe deptaki, promenady, a przy nich kioski, stragany i sprzedawcy oferujący wiele „niepotrzebnych rzeczy”, czyli „hitów sezonu”. Są to niedrogie, zaraźliwie modne przedmioty czy urządzenia cechujące się „magiczną”, zadziwiającą zasadą działania lub niezwykłym wyglądem. Zaskakują one konceptem, na którym są oparte, i epatują „niezwykłością”. Jak to bywa z „hitami”, zbiera się je i szereguje w listy przebojów. Ja również pokusiłem się o stworzenie zestawienia „hitów”, jednak bez wyznaczenia kolejności – tę możliwość pozostawiam Czytelnikom.

W arsenale gadżetów upakowanych po różnych kuferkach, pudełkach, etażerkach, kredensach i we własnej pamięci z pewnością każdy z Czytelników odnajdzie choćby jeden przedmiot z listy.

W celu uporządkowania rozważań sklasyfikowałem wymienione „hity sezonu” w kilku podstawowych kategoriach. Jest to podział bardzo umowny, gdyż poszczególne kategorie się przenikają, a przedmioty wymykają się rygorom kategoryzowania. Lista jest skromna w porównaniu z rzeczywistą liczbą „hitów” i znalazły się na niej wybrane pozycje. A zatem – oto lista „hitów minionych sezonów”:

Tradycyjne – ludowe: piłka na gumce wypchana trocinami, wiatraczki (drewniane i celuloidowe), diabeł wytykający jęzor, „gdaczące” bębenki, gwizdki‑koguciki, piszczałki, „pukawki” – flinty pneumatyczne do robienia hałasu, pistolety na korki i kapiszony, animowane zabawki ludowe typu drwale, kurki.

Magiczne: kulki, które „same” się toczą i „same” zmieniają kierunek toczenia, silikonowe stwory „schodzące” po szybie, „chodząca” po schodach sprężyna, Myszki Miki tańczące w rytm muzyki, „świderki” – plastikowe wstęgi skręcone w świder, obracając się tworzą optyczną iluzję nieskończoności, „chodzące” owalne pudełko, z kulką w środku, ptak „pijący” wodę, akrobaci fikający salta na drążku, druciane „kiwaki” działające na zasadzie obniżenia środka ciężkości, kalejdoskopy, „przesypujące się obrazki”, marynarz schodzący po drabinie, marynarz wchodzący na maszt, „miniaparaty fotograficzne” z historyjkami obrazkowymi.

High-tech: diody i światłowody w postaci bransoletek, naszyjników, broszek, breloczków, wskaźniki laserowe „red point” z końcówkami, tamagochi – breloczek, którym trzeba „się opiekować”, grawerowane laserowo w kostce z pleksi trójwymiarowe figury, „galaxy slime” – silikonowy glut.

Zręcznościowe: jo-jo (drewniane, plastikowe, silikonowe, aluminiowe, „świecące”), hula-hoop, frisbee, latające dyski, ringo, śmigiełka, „tiki‑tak” – dwie kulki połączone sznurkiem, tenis na gumce; manualne gadżety typu: „przeprowadź kulkę przez labirynt, traf do celu”, druciane orbity z koralikami, „tańcząca małpka” lub bokserzy na podstawce – naciągane gumkami segmenty, sterowne sznurkami lub drutami kukiełki typu struś na smyczy; urządzenia do puszczania baniek mydlanych.

„Przydatne”: przenośne wiatraczki na baterie, zapalniczki obudowane w fantazyjne kształty i funkcje (np. zapalniczka z termometrem), długopisy z imionami, długopisy wielokolorowe, długopisy z pływającym wewnątrz statkiem, drapaczka „podrap się sam” w kształcie kurzej łapki na patyku, ozdabiane kubki.

„Śmieszne rzeczy”: okulary z nosem i wąsami, „dmuchane” młoty i miecze, „sztuczne włosy” – loki, treski, peruki, silikonowe „figurki‑dusiołki”, które pod wpływem ściskania wyciskają z siebie kupę, język, krwawą posokę, wybałuszają oczy itp., figurki o uwypuklonych cechach erotycznych, pistolety wodne, jajka na wodę, tuby wydające donośny dźwięk, maski upiorów, bohaterów, zwierząt, cytat: „pierdzący kibelek” – minimuszla klozetowa z silikonowym glutem w środku.

„Straszne rzeczy”: kulka – gałka oczna, „obrzydliwości” – myszy, pająki, robale, węże (z gumy i silikonu, drewna), kościotrupy (fluorescencyjne, silikonowe, plastikowe), trupie czaszki w różnych skalach, od 1:1 po miniaturowe breloczki, pierścionki, kolczyki.

„Piękne rzeczy”: dźwiękowe i ruchome obrazy (np. z wodospadem), „laserowe” obrazki, bursztynowe obrazy, animowane lampki, lampki „z fusami” lub „glutami” w cieczy, światłowodowe jeże, figurki przedstawiające postacie, np. tancerek.

„Ozdoby”: samochodowe pieski kiwające głowami i machające rączki, dzwoneczki, dzwonki rurowe, szklane paciorki, zawieszone „w powietrzu” typu: delfinki, klepsydry tradycyjne i wodne, „szklane kulki” różnych rodzajów – od czystych szklanych kul, przez melanże, do kul z figurkami „zatopionymi” w środku, często ze „śniegiem”; inne kulkopochodne kształty: czasze, kopułki, buteleczki wypełnione płynem, w którym zazwyczaj są zatopione sztuczne kwiaty; „gumowe kulki”: z obiektem zatopionym wewnątrz, kolorowe melanże.

fot. Paweł Duczmalfot. Paweł Duczmal

fot. Paweł Duczmal

fot. Paweł Duczmalfot. Paweł Duczmal

Breloki: owady zatopione w tworzywie, czaszki, pistolety, fluorescencyjne figurki, słoniki „na szczęście”, breloczki z elementem obrotowym, poruszanym przez ciecze, bursztynowe piramidki, holograficzne oko, znaki zodiaku.

Okazjonalne: walentynkowe serca, amorki, świąteczne mikołaje i zające, śpiewające renifery, karpie, choineczki itp.

„Sakralne”: krucyfiksy, figurki, obrazki, breloczki, wisiorki, lampki itd. Pozwolę sobie na tym zakończyć omawianie tej kategorii, gdyż bogactwo form i konceptów z nią związanych zasługuje na zupełnie odrębne omówienie.

Które „hity” znalazły się na twojej liście przebojów?

Po odświeżeniu w pamięci listy „hitów sezonu” spróbujmy wyłowić kilka podstawowych zasad, które sprawiają, że te pozornie niepotrzebne przedmioty mają się całkiem nieźle i żaden kryzys im niestraszny.

Większość z wymienionych powyżej rzeczy moglibyśmy z łatwością wrzucić do worka z napisem „zabawki” i jest faktem, że najsilniej oddziałują one na dzieci, do których zresztą najczęściej są kierowane. Jednak cechą szczególną gadżetów jest to, że usprawiedliwiają zabawę dorosłych – ich używanie nie jest wyłącznością dzieci, jak w przypadku typowej zabawki. Cecha ta sprawia, że odprężeni, skłonni do przewietrzenia umysłu spacerowicze chętnie sięgają po straganowy gadżet, traktując go „półserio” i „z przymrużeniem oka”, z przyjemnością nim manipulują. Radość manipulowania, oswajania niezwykłej rzeczy potęguje poczucie oderwania od codziennej rutyny, akcentuje czas relaksu. Niektóre gadżety wymagają osiągnięcia sprawności manualnej czy nawet intelektualnego treningu. Gdy poprzez powtarzanie czynności opanujemy gadżet, uzyskamy poczucie zwycięstwa nad przedmiotem – coś w rodzaju dumy z własnych umiejętności, złudę osiągniętego mistrzostwa, przyjemne łaskotanie z powodu wygranej czy wreszcie dowartościowanie własnej osoby. A kto tego nie lubi?

Przyjemność manipulowania wynika też ze złudy tworzenia – w przypadku wielu gadżetów jest to wydawanie zaskakujących dźwięków, tworzenie „niezwykłych” obrazów czy też powodowanie jakichś zmian w obiekcie, „cudowne” przetwarzanie go. Zadziwienie i zagadkowość działania wielu „hitów” można określić jako „magiczną zasadę”. Często jest ona oparta na prawach fizyki przedstawionych w „magiczny” sposób, czyli z małym „haczykiem” ukrytym w konstrukcji przedmiotu. Prawa te ulegają sprytnemu kamuflażowi albo są eksponowane w inny, niespotykany sposób, powodując zadziwienie widza i chęć rozwikłania zagadki. Ta potrzeba małych cudów i sensacji, ubarwiających na chwilę użytkownika i jego codzienność, na ogół pozbawioną spektakularnych momentów, sprzyja popularności gadżetów. To „cuda” za niewielkie pieniądze, a ich popularność i wszędobylskość sprawiają, że pokusa uczestnictwa w zabawie mającej ogólne przyzwolenie jest silna. Nabycie popularnego gadżetu pozwala odczuwać specyficzną więź społeczną, jaką wytwarza moda. A ta, jak wiadomo, jest krótkotrwała; w taki sposób używa się też gadżetów – przez krótki czas, chwilę, do momentu rozwikłania zagadki, doraźnego nacieszenia zmysłów.

Tu wypada wspomnieć o jeszcze jednej kategorii gadżetów, których dotąd celowo nie wymieniłem. To rzeczy, które można z odcieniem paradoksu nazwać „wiecznymi hitami sezonu”, a potocznie określa się je jako pamiątki. Ich związek z czasem ma inny charakter niż w przypadku gadżetów­‑zabawek, o których dotychczas mówiłem. Wiążą się z czasem i miejscem szczególnym, stanowią materialny dowód uczestnictwa w zdarzeniach i pobytu w realnych miejscach. Ich zadanie polega na przenoszeniu do egzotyki innej rzeczywistości, obszaru idealizowanego w pamięci, związanego z oderwaniem od codzienności.

To dziwne przedmioty, jakby pochodzące z innego świata, świata wewnętrznego, sentymentalne fetysze utrwalające czas, symboliczne kawałki miejsc i zdarzeń. Przemysł pamiątkarski kwitnie szczególnie w popularnych miejscowościach wypoczynkowych, nad morzem, w górach, w miastach turystycznych, w miejscach świętych, „cudownych”, uzdrowiskach, parkach narodowych…

Formy charakterystyczne dla pamiątek to bezpośrednie kopie obiektu związanego z danym miejscem, takie jak: miniaturki obiektów architektonicznych (np. wieża Eiffla, pomnik na Westerplatte), pojazdów (np. londyńska taksówka), posągów (np. Dawid Michała Anioła z Florencji), zminiaturyzowane figury świętych (zależnie od sanktuarium).

Ważną kategorią są przedmioty‑atrybuty – szczególne dla danego miejsca, uzasadnione folklorem, tradycją w odmianie popularnej (np. ciupagi z gór, muszelki znad morza, rybka znad jeziora).

Często spotyka się pamiątki-aplikacje, czyli charakterystyczne dla danego miejsca elementy graficzne nanoszone na przedmioty o kształtach niezwiązanych bezpośrednio z tym miejscem (np. na kawałek plastiku lub drewna naklejony i zalaminowany widoczek z gór). Jeszcze prostszą wersją tych souvenirów są przypadkowe przedmioty podpisane tylko nazwą miejsca, gdzie zostały zakupione (np. plastikowa piramidka z napisem „Ciechocinek 2008”). Wspomnę jeszcze tylko o pamiątkach użytkowych, takich jak odzież, nakrycia głowy, obuwie, charakterystycznych dla danych miejsc, pamiątkach naturalnych, czyli fragmentach tworów natury, takich jak kamienie, skały, muszle, drewno, uzupełnione opisem, oraz popularnych ostatnio fotopamiątkach w postaci np. koszulki z własnym wizerunkiem na tle danego miejsca.

Obszar „hitów sezonu” jest zazwyczaj zamknięty dla dizajnerów… i całe szczęście, chciałoby się dodać. „Projektanci” i wytwórcy hitów to często rzemieślnicy poszukujący metody na „hitowy” szybki zarobek, którzy nieźle opanowali sztukę rozpoznawania „tego, co się ludziom podoba”. Mają własne zasady „dizajnu”, oparte na naiwnej sztuce udziwniania rzeczy. Działalność ta nie jest szczególnie szkodliwa społecznie, przypomina o tym, że – jak twierdzi autor Homo ludens – zabawa leży u źródeł naszej kultury.

Szukaj nas na Facebooku

Szukaj