O autorze

Jacek Mrowczyk

Projektant grafik, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Stypendysta Fulbrighta w Cooper-Hewitt National Design Museum w Nowym Jorku (2001/02) oraz Fundacji Kościuszkowskiej w Rhode Island School of Design w Providence (2006/07). Współzałożyciel i redaktor kwartalnika projektowego 2+3D. Autor Niewielkiego słownika typograficznego (wyd. Czysty Warsztat)

www.2plus3d.pl

Artykuł

Artykuł ukazał się w numerze 10 (I/2004) kwartalnika 2+3D

Projektowanie graficzne

Iskra w oku

Jacek Mrowczyk, 23 października 2012

Artykuł archiwalny

Barbara i Andrzej Olejniczakowie są absolwentami PWSSP (obecnie Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego) w Łodzi. W 1974 roku zrobili dyplomy z projektowania graficznego u prof. Bogusława Balickiego i z malarstwa u prof. Stanisława Fijałkowskiego. Jak sami podkreślają, olbrzymi wpływ na ich edukację miały zajęcia z prof. Krzysztofem Lenkiem [patrz 2+3D, nr 3, s. 7–13], z którym do dzisiaj są serdecznie zaprzyjaźnieni.

Andrzej w 1984 roku założył w Nowym Jorku studio projektowe O&J Design, Inc. Barbara długo pracowała jako dyrektor artystyczny lub kierownik wydziałów projektowania w dużych korporacjach. W 1997 postanowili połączyć swoje umiejętności i wspólnie prowadzić studio.

Zintegrowany system identyfikacji wizualnej nowego projektu „Benecol” (kompleksowy podręcznik z zestawem elementów oraz zasad wdrażania i stosowania systemu), 1999–2000; klient: McNeil/JohnsonZintegrowany system identyfikacji wizualnej nowego projektu „Benecol” (kompleksowy podręcznik z zestawem elementów oraz zasad wdrażania i stosowania systemu), 1999–2000; klient: McNeil/Johnson

Zintegrowany system identyfikacji wizualnej nowego projektu „Benecol” (kompleksowy podręcznik z zestawem elementów oraz zasad wdrażania i stosowania systemu), 1999–2000; klient: McNeil/Johnson

Zintegrowany system identyfikacji wizualnej nowego projektu „Benecol” (kompleksowy podręcznik z zestawem elementów oraz zasad wdrażania i stosowania systemu), 1999–2000; klient: McNeil/JohnsonZintegrowany system identyfikacji wizualnej nowego projektu „Benecol” (kompleksowy podręcznik z zestawem elementów oraz zasad wdrażania i stosowania systemu), 1999–2000; klient: McNeil/Johnson

Po przyjeździe do Stanów od razu zaczęli pracować zawodowo. Twierdzą, że od strony profesjonalnej byli do tego świetnie przygotowani, ale problemów nastręczała bariera językowa. Musieli także nauczyć się wielu rzeczy, np. jak rozmawiać z klientem, poznać zwyczaje i stosunki panujące w firmach oraz masę drobnych niuansów obyczajowo-kulturowych. Jedna rzecz, na którą na pewno nie byliśmy przygotowani, to pytanie: „Czy jesteś dobry?”. W czasach i atmosferze, w której dorastaliśmy, nie było w ogóle miejsca na takie stwierdzenia. Obowiązywała trochę fałszywa „pozytywistyczna skromność”. Skończyli szkołę założoną przez Strzemińskiego, której program oparty był na konceptach Kandinskiego, Klee i wielu innych wpływowych artystów z okresu formowania się Bauhausu. Programy te w zadziwiająco prosty sposób uczą zwięzłości, konsekwencji i abstrakcyjnego myślenia. Myślimy, że dodatkowym plusem naszej polskiej edukacji jest dużo szersza baza ogólnej wiedzy humanistycznej, o kulturze i sztuce. A także jakby wrodzona szczypta zdrowego sceptycyzmu, która pozwala wychodzić poza utarte ścieżki myślenia i percepcji. Do dzisiaj, często podświadomie, wykorzystujemy wiedzę, na którą otworzono nam oczy i umysły w szkole.

Studio O&J Design mieści się na szóstym piętrze budynku położonego między Union Square a słynną dzielnicą sztuki Chelsea. 140 m2 to całkiem duża powierzchnia, jak na nowojorskie warunki i niewielką firmę. Andrzej zaprojektował ogólny plan pomieszczenia, meble, lampy i wiele detali. W głównej części studia rozlokowano 8 stanowisk dla projektantów, skanery, drukarki, stoły i sprzęt do budowy różnego typu modeli. Poza tym – studio fotograficzne, biblioteka, pokój konferencyjny, pomieszczenie dla administracji, dobrze zorganizowane archiwum i mała kuchnia. Dwa lata temu zatrudnialiśmy na stałe około 10 osób, ale jak wiadomo ostatni okres nie był łatwy. Musieliśmy stworzyć plan przetrwania kryzysu ekonomicznego. Jak dotąd plan się sprawdza; firma ma tylko trzech stałych pracowników, a reszta to „freelancerzy”.

Strona internetowa Duracell oraz jeden z plakatów nowej kampanii reklamowej Trusted Everywhere, 2003; klient: Duracell

Strona internetowa Duracell oraz jeden z plakatów nowej kampanii reklamowej Trusted Everywhere, 2003; klient: Duracell

Strona internetowa Duracell oraz jeden z plakatów nowej kampanii reklamowej Trusted Everywhere, 2003; klient: Duracell

W okolicy, gdzie mieści się studio, w prawie każdym budynku jest biuro projektowe, a w niektórych nawet po kilka. W ostatnich latach powstał cały profesjonalny żargon określający działalność projektową, którego wszyscy używają, niekiedy bez pokrycia w rzeczywistości – wszyscy są „multidyscyplinarni”, wszyscy realizują „specjalne kreatywne procesy” itp.

Katalog MoMA z ofertą świąteczną, 1995; klient: Museum of Modern Art, New York

Katalog MoMA z ofertą świąteczną, 1995; klient: Museum of Modern Art, New York

Katalog MoMA z ofertą świąteczną, 1995; klient: Museum of Modern Art, New York

Na pytanie, co wyróżnia ich firmę spośród innych podobnej wielkości i jak przekonują do siebie klienta, Barbara stwierdza, że uświadomiła to sobie dopiero ostatniego lata. Jako słuchacz brałam udział w konferencji poświęconej „brandingowi”. Wielu prezenterów pięknie i naukowo mówiło o metodach, ale gdy w końcu dochodzili do prezentacji rezultatów, czegoś tam brakowało – nie było w tym tak zwanej iskry. Myślę, że nam często udaje się przenieść tę iskrę aż do końcowego rezultatu. Poszukujemy rozwiązań, które wnoszą coś nowego i dzięki którym nasze otoczenie robi się ciekawsze i lepsze. Każdej małej firmie ciężko utrzymać się w amerykańskich warunkach. Rynek projektancki w Stanach jest bardzo nasycony. Większość korporacji musi robić tak zwane competitive bidding, czyli zwrócić się o oferty do co najmniej trzech firm. A potem i tak robotę dostaje kuzyn personalnej. To oczywiście żart, bo jak widać my też czasami dostajemy zlecenie. Ale bardzo pomaga znajomość z właściwymi ludźmi. Ponieważ nie kończyliśmy studiów w USA, nie możemy polegać na przyjaźniach i kontaktach z tego okresu.

Przed pierwszym spotkaniem z potencjalnym klientem starają się zebrać o nim jak najwięcej informacji. Jeżeli chodzi o firmę działającą już od jakiegoś czasu, to przeglądamy wszystkie dostępne materiały. Jeżeli jeszcze ich nie ma, przeprowadzamy dokładny wywiad, żeby jak najlepiej zrozumieć, czym firma się zajmuje i co jest dla niej ważne. Takie podejście pozwala im rozpatrywać potrzeby klienta z jego punktu widzenia i w perspektywie rozwoju jego przedsiębiorstwa, nadając współpracy charakter partnerstwa. Klient przynosi wiedzę o tym, co robi, a my przynosimy ekspertyzę na temat komunikacji wizualnej i projektowania. Na początku, zwłaszcza w kontaktach z nowo powstałymi instytucjami, starają się używać uproszczonej terminologii zawodowej. Jeśli czujemy, że trzeba zacząć od podstaw, to odwołujemy się do prostych, łatwych do zrozumienia przykładów. Tłumaczymy, że w dawnych czasach szewc wywieszał przed swoim warsztatem but, a rzeźnik – głowę prosiaka. Te „szyldy” jasno komunikowały, co gdzie można załatwić. Jeżeli w wiosce było dwóch szewców, to ten drugi starał się, żeby jego but wyglądał trochę inaczej, a zainteresowani dokonywali wyboru. Dialog z bardziej świadomymi klientami zawiera oczywiście fachowe słownictwo. Przy pierwszej rozmowie zawsze prezentują swoje portfolio, gdyż – jak twierdzą – kilka przykładów zastępuje tysiące zbędnych słów.

Seria pocztówek świątecznych MoMA, łatwo zmieniających się w dekoracje. Unikatowe wzory powstały w technice fotochemicznego trawienia w nierdzewnej metalowej płytce, 2002; klient: Museum of Modern Art, New YorkSeria pocztówek świątecznych MoMA, łatwo zmieniających się w dekoracje. Unikatowe wzory powstały w technice fotochemicznego trawienia w nierdzewnej metalowej płytce, 2002; klient: Museum of Modern Art, New YorkSeria pocztówek świątecznych MoMA, łatwo zmieniających się w dekoracje. Unikatowe wzory powstały w technice fotochemicznego trawienia w nierdzewnej metalowej płytce, 2002; klient: Museum of Modern Art, New York

Seria pocztówek świątecznych MoMA, łatwo zmieniających się w dekoracje. Unikatowe wzory powstały w technice fotochemicznego trawienia w nierdzewnej metalowej płytce, 2002; klient: Museum of Modern Art, New York

Seria pocztówek świątecznych MoMA, łatwo zmieniających się w dekoracje. Unikatowe wzory powstały w technice fotochemicznego trawienia w nierdzewnej metalowej płytce, 2002; klient: Museum of Modern Art, New YorkSeria pocztówek świątecznych MoMA, łatwo zmieniających się w dekoracje. Unikatowe wzory powstały w technice fotochemicznego trawienia w nierdzewnej metalowej płytce, 2002; klient: Museum of Modern Art, New YorkSeria pocztówek świątecznych MoMA, łatwo zmieniających się w dekoracje. Unikatowe wzory powstały w technice fotochemicznego trawienia w nierdzewnej metalowej płytce, 2002; klient: Museum of Modern Art, New York

Zastrzegając, że to bardzo uproszczony schemat, wyodrębniają następujące etapy procesu twórczego: wstępny wywiad z klientem, rozeznanie rynkowe – proposal; głębszy dialog z klientem (tu często używa się terminu „burza mózgów”), dotarcie do sedna sprawy, planowanie fazy wykonawczej etc.; początek projektowania – uporządkowanie wszystkich zebranych dotychczas informacji, dodatkowe badania własne; „sparking ideas” – świadome i podświadome myślenie o projekcie, robienie notatek, szkiców, wizyta w muzeum, w księgarni, wymiana pomysłów między zaangażowanymi w projekt członkami zespołu; projektowanie – uporządkowanie banku danych i pomysłów oraz wybór drogi, którą w danej chwili uważamy za najlepszą; konsultacje z wykonawcą, np. z drukarzem; prezentacja – z reguły prezentujemy dwie koncepcje, a staramy się nie robić ich więcej niż trzy. Dwie ułatwiają klientowi zrozumienie opcji, więcej niż trzy powodują zamieszanie.

O&J Design ma w dorobku dużo świetnych kompleksowych identyfikacji wizualnych. Dziś prawie niemożliwe jest rozwiązanie identyfikacji przez zaprojektowanie logotypu i ustalenie dla korporacji kroju pisma i koloru. Nawet nieprofesjonalista może z łatwością wyliczyć 5–10 dużych korporacji, które identyfikują się poprzez kolor niebieski. Trzeba dużo lepiej zdefiniować czynniki, które określają firmę, produkt czy usługi i określić, czym różnią się od przyjętych przez firmy konkurencyjne. Należy znaleźć środki wizualne, które pozwolą zbudować cały program. Dopiero właściwe zastosowanie takiego programu może ujawnić różnice. Według Olejniczaków dobry dizajn nie wystarczy, żeby osiągnąć sukces. Firmy muszą podejmować wiele innych wysiłków, żeby znacząco poprawić swoje wyniki finansowe. Dobre projektowanie uważane jest natomiast we współczesnym biznesie za bardzo ważny wyróżnik (business differentiator).

Identyfikacja wizualna firmy Consumers Interstate Corporation rozwijała się przez 13 lat. Podstawą był projekt znaku graficznego, który pozwolił na rozwój identyfikacji zaspokajający potrzeby promocyjne rozrastającej się firmy, 1990–2003; klient: Consumers Interstate CorporationIdentyfikacja wizualna firmy Consumers Interstate Corporation rozwijała się przez 13 lat. Podstawą był projekt znaku graficznego, który pozwolił na rozwój identyfikacji zaspokajający potrzeby promocyjne rozrastającej się firmy, 1990–2003; klient: Consumers Interstate Corporation

Identyfikacja wizualna firmy Consumers Interstate Corporation rozwijała się przez 13 lat. Podstawą był projekt znaku graficznego, który pozwolił na rozwój identyfikacji zaspokajający potrzeby promocyjne rozrastającej się firmy, 1990–2003; klient: Consumers Interstate Corporation

Identyfikacja wizualna firmy Consumers Interstate Corporation rozwijała się przez 13 lat. Podstawą był projekt znaku graficznego, który pozwolił na rozwój identyfikacji zaspokajający potrzeby promocyjne rozrastającej się firmy, 1990–2003; klient: Consumers Interstate CorporationIdentyfikacja wizualna firmy Consumers Interstate Corporation rozwijała się przez 13 lat. Podstawą był projekt znaku graficznego, który pozwolił na rozwój identyfikacji zaspokajający potrzeby promocyjne rozrastającej się firmy, 1990–2003; klient: Consumers Interstate Corporation

Dla Barbary i Andrzeja Olejniczaków nieodłączną częścią procesu projektowania jest eksperyment. Pozostaje tylko kwestia profesjonalnej oceny, ile jest miejsca na eksperyment w danym projekcie i na którym etapie te wycieczki w nieznane przyniosą ostatecznie najlepsze rezultaty. Zauważają, że w projektowaniu  łatwo pojawiają się okresowe trendy. Przykładem może być wszechobecność pisma Helvetica w tak zwanym „dobrym projektowaniu” w latach siedemdziesiątych. Obecnie, w związku z nadprodukcją wizualną i ogromnymi możliwościami wyboru te mody przemijają szybciej.

Torba na zakupy (element nowej identyfikacji wizualnej), 1999; klient: AVON Products, Inc.

Torba na zakupy (element nowej identyfikacji wizualnej), 1999; klient: AVON Products, Inc.

Torba na zakupy (element nowej identyfikacji wizualnej), 1999; klient: AVON Products, Inc.

Oboje lubią to, co robią i gdy tylko mogą, starają się informować klientów o procesie projektowania i problemach komunikacji wizualnej. Czasami uważamy, że klient powinien mieć coś innego niż to, o co nas prosi. I najlepszym sposobem przekonania go o tym jest zrobienie dwóch projektów. Jeden odpowiada zamówieniu, a drugi pokazuje optymalne rozwiązanie. To z pewnością dodatkowy wysiłek, ale przynoszący wspaniałe wyniki. Tego rodzaju usługa powinna być przewidziana w budżecie, ale często zdarza się, że klienci zostają przez nich w jakiejś formie „obdarowani”. I może dlatego wielu wraca do O&J Design, gdy tylko potrzebują nowego projektu. Proponowane rozwiązania bardzo rzadko są odrzucane, a współpraca prawie nigdy nie zostaje zerwana przed czasem. Zdarza się to jedynie wtedy, kiedy musimy się porozumiewać przez pośredników, zwłaszcza takich, którzy nie wiedzą, czego ich szefowie naprawdę potrzebują.

Inspiruje ich „stara gwardia” – założyciele Pentagramu, Gert Dumbar, Total Design, Paul Rand. Ze współczesnych wyróżniają Australijczyka Kena Cato, może dlatego, że jego dizajn wydaje im się bliski własnemu. Podoba nam się też to, co robi Meta Design [patrz 2+3D, nr 7, s. 9–15]. Im dłużej zastanawiamy się nad tym, tym więcej nazwisk przychodzi do głowy, więc szybko kończymy. Na koniec dwa słowa o sukcesie. W Stanach mieszka i pracuje wielu polskich projektantów, którzy odnieśli sukces, a o których w Polsce mało kto słyszał. Sukces miewa różne oblicza i nie należy go utożsamiać z popularnością.

Szukaj nas na Facebooku

Szukaj