Artykuł

Artykuł ukazał się w numerze 4 (III/2002) kwartalnika 2+3D

Projektowanie przemysłowe

Issey Miyake

31 grudnia 2009

Przyznaną po raz dziesiąty w Osace prestiżową, międzynarodową nagrodę International Design Award otrzymał japoński projektant Issey Miyake, wyróżniony za całokształt dotychczasowych osiągnięć oraz za umiejętność upowszechniania własnych dokonań. Jury stwierdziło w uzasadnieniu, że począwszy od lat 70. Miyake odgrywa pionierską rolę w poszukiwaniu nowej formuły w dziedzinie mody (fashion). Za najbardziej dojrzały owoc jego nowatorstwa uznano projekt „samoprzekształcającego się” stroju pod kryptonimem A-POC (A-Piece-Of-Cloth, czyli Jedna sztuka ubioru). Wyróżnienie obejmowało także pokrewną strukturalnie i technologicznie koncepcję Making Things – nowej zasady nadawania tkaninie formy przez samego użytkownika. Uznano ją, zgodnie z intencją autora, za propozycję na XXI wiek.

A-POC (A-Piece-Of-Cloth) – okrycie z dzianiny bawełniano-lnianej, 1976, fot. Noriaki Yokosuka

Wpływowe koła opiniotwórcze, finansowe i kulturalne Japonii od pewnego czasu wspierają koncepcje wychodzące na spotkanie zmianom, również kulturowym, jakie niesie cywilizacja postindustrialna i cybernetyczna. Potwierdzają to dobrze znane, jakkolwiek nie zawsze rzeczowo i kompetentnie komentowane fakty. Nieprzypadkowo, sądzę, pod parasolem strategii tych środowisk znalazły się obiecujące, wręcz rewolucyjne innowacje dotyczące funkcji i roli ubioru.

Ramy artykułu nie pozwalają na rozwinięcie tematu mody, będącej ukształtowaną od wielu pokoleń instytucją, niejako „świętą krową” europejskiej myśli. Dla milionów ludzi termin moda jest synonimem zmienności, informacją o tendencjach i transformacji upodobań. Odnosi się on zarówno do kanonu preferencji na dany okres czasu, jak też do stylu wyznaczonego kalendarzem. Dla innych moda to potężny organizm aktywny ekonomicznie i twórczo, angażujący nie tylko kapitały, przemysły, technologie, media, ale także świadomość, gusty estetyczne i wyobraźnię zbiorową. Wiek XX, zwłaszcza po II wojnie światowej, potwierdził siłę napędową i samoodradzanie się mody ubioru, w znacznej mierze dzięki charyzmatycznym nowatorom działającym na tym polu.

A-POC – Baguette, Midas, King & Queen, sekwencje z filmu animowanego prezentującego proces tworzenia różnych form odzieży, 2001, anim. Pascal Roulin

Dziś wszelako zarysował się kryzys tego organizmu, powielanie standardów przy pozorach nieprzerwanej świetności, o której świadczyć mają organizowane dwa razy do roku i coraz szumniej nagłaśniane celebracje kolekcji, nierzadko bardzo efektownych, projektowanych przez znanych twórców. Jednakże, trudno nie zauważyć, że wszyscy – projektanci i popularyzatorzy – poruszają się w zamkniętym kręgu kanonów, linii, krojów, kolorów, powierzchni i wymiarów. Tu skrócić lub podłużyć, tam zakryć lub odsłonić, ujawnić więcej lub mniej ciała, symetrycznie lub nie. Dziś krój taki, jutro owaki. Więcej lub mniej męskości, eksponujemy piersi albo pośladki – u mężczyzn tężyznę lub smukłość. Lansujemy przezroczyste albo śmiało rozcięte. Schwarzenegger albo Rudolf Valentino, Twiggy albo Madonna jako wzorce wyglądu. I tak w kółko. Przez dziesięciolecia. Przez wiek cały. Na wzorcach i modelach opiera się działający dość skutecznie system motywacji wyborów, decyzji zakupów milionów konsumentów. Pojawienie się japońskiej ekipy zapowiadało dopuszczenie do głosu innego porządku, innych referencji, nie ze świata mód, lecz – o zgrozo – tkanin, technologii, ulicy.

Sądzę, że w takim, szerszym, kulturowym i ekonomicznym kontekście należałoby rozpatrzyć dzieje rozwijającej się stopniowo, ale też zawrotnej kariery Miyakego. Jest to bowiem kasus charakterystyczny dla ducha obecnych czasów, dla rewizji konwencji, które są odrzucane bądź zastępowane nowymi.

Miyake, a wraz z nim inni japońscy projektanci ubioru, tacy jak Rei Kawakubo czy bardziej radykalny chociaż mniej widowiskowy Yohji Yamamoto, wyznaczają nie od dziś nowe perspektywy i drogi poszukiwań, poza regułami mody. Sięgają do prastarych sposobów łącznego projektowania tkaniny i finalnego wyrobu – odzieży. Nazywając rzecz po imieniu, nachylają się oni nad mądrością i finezją rękodzieła, tego sprzed narodzin przemysłu odzieżowego i włókienniczego. Przede wszystkim odkrywają na nowo naturalne proporcje sylwetki i prawa zachowania ciała w ruchu. Czynią to z myślą o ludziach należących do pierwszego pokolenia homo sapiens nawigującego po internecie, w rzeczywistości wirtualnej.
Rozmach kampanii promocyjnej eksperymentalnych koncepcji wyniósł japońskie wzornictwo odzieżowe na pierwsze strony gazet w stolicach świata. Miyake stał się osobistością medialną, gwiazdorem, magiem nowego stylu („he ascended to high priest status” napisał dziennikarz amerykański). O sobie mówi rzeczowo i skromnie: „nie chodzi mi o zaspokojenie własnego ego, pragnąłem jedynie wyrazić czas, w którym żyję". Podobnie wypowiada się filozofujący i jakby natchniony Yamamoto.

Z pokazu tkanin dzianych „Paris Collection”, 1999, fot. Yasuaki Yoshinaga

Pod reżyserskim okiem Miyakego, obdarzonego wyczuciem harmonii i stylu ekspozycyjnego, odbyły się pokazy jego kolekcji w światowych centrach mody (Paryż, Londyn, Nowy Jork) oraz w wielkich muzeach sztuki nowoczesnej. Przyciągnęły uwagę publiczności i koneserów nowatorską organizacją przestrzeni, dramaturgią, choreografią, kinetyką. Novum był udział modelek i modeli klasy światowej obok nieprofesjonalnych naturszczyków. Zdjęcia z pokazów, wydobywające ich walory wizualne, dzieło najznakomitszych fotografików (Irving Penn, Eiko Ishioka), oprawa architektoniczna (Tadao Ando), scenograficzna (Tanadori Yokoo), zapisy filmowe – cały ten oszałamiający spektakl obiegł świat i światowe media. Publiczność i środki masowego przekazu z zadziwiającą łatwością przyswoiły sobie i wprowadziły do obiegu nieco zagadkowe a chwytliwe nazewnictwo proponowanych ubiorów. Ich brzmienia kojarzą się z terminologią komputerową. Obok przytaczanego już A-POC, karierę w mediach robi ideogram Pleats Please nagrodzony w Osace. A-U-n, Tattoo Body, Rhythm Pleats, Mutant Pleats, Twists – to kolejne ubiory z tokijskiego Studio Miyake, w których nazwy wpisano informację o tkaninie.

Pleats Please, 1990, fot. Kazumi Kurigami

Z kolekcji ubiorów Pleats Please, fot. Mitsumasa Fujitsuka

Nie ulega wątpliwości, że powodzenie tej promocji, podcinającej żywot uszminkowanej modzie, Miyake zawdzięcza umiejętnemu posługiwaniu się narzędziami współczesnego marketingu w służbie tejże mody, czego nauczył się podczas studiów w Paryżu, a zwłaszcza w czasie dłuższego pobytu w USA. Połączył on sublimację rodzimej kultury, filozofii tao i nauk Konfucjusza, z wymogami zachodniego rynku. A zasobni ludzie Zachodu, goniący za nowościami mody, połknęli haczyk. Świat mody wessał w swój organizm reformatora systemu. Tradycjonaliści i reformatorzy współżyją bowiem na zasadzie de gustibus et coloribus non est disputandum.
Poznałem Miyakego w 1988 roku w Paryżu, na jego wystawie „A-U-n” w Musée des Arts Décoratifs. Ekspozycja zapisała mi się w pamięci jako niezwykła forma przekazu nowych idei. Oto manekiny w maskach i luźno skrojonych ubiorach o biomorficznym rodowodzie, manekiny zawieszone nieregularnie u sufitu, manekiny wykonane ze zwojów drutu, demonstrujące udrapowane stroje z tkanin przywołujących na myśl ludowe tkactwo bądź odzież roboczą, usadowione teatralnie na podestach. Przyłączyłem się do grupy studentów z paryskiej szkoły projektowania odzieży. Miyake demonstrował nam ubiory z tkaniny plissé, z której wydobywał jej cechy rzeźbiarskie, oraz z popularnej w Japonii krepy. Walorami tkanin o dużej rozciągliwości, podobnych do trykotu, zainteresował się już we wczesnej młodości, gdy przebywał na wsi. Opowiadał o tamtejszych rybaczkach, o poławiaczkach pereł , których praca wymagała specjalnie ukształtowanego ubioru, do czego plissé najlepiej się nadawała.

Obserwowałem modelkę demonstrującą stroje z plisowanej, marszczonej tkaniny, która niejako samoczynnie modelowała jej figurę i sylwetkę. Można było odnieść wrażenie, że ubiór ma własną duszę. Pod wpływem układu ciała, zwrotów, zmian pozycji tkanina sama ożywała, przeobrażona w wizualną wartość. Kawałkowi tkaniny projektant – a wraz z nim świadomy takich możliwości użytkownik – nadawał formę. Był to spektakl intrygujący nowością. Ubiór stawał się!

„Pleats – Tokyo Exhibition 1990”, fot. S. Anzai

Dalsze etapy poszukiwań rozwijały ideę ubioru jako medium komunikacji. Analiza kształtu kimona – kwadrat z dodatkiem na rękawy – zaowocowała pomysłem stroju „z jednego kawałka”, dla obydwu płci (wspomniany A-POC). A Piece of Cloth wywołał sensację na pokazie w Nowym Jorku w 1999 roku. Wykonany na maszynach tkackich lub dziewiarskich, zaprogramowany w komputerze, model ten może odegrać rolę podstawowego standardu, podobnie jak ongiś dżinsy.

Wkrótce potem przyszła idea wywodząca się z tkaniny dzianej, marszczonej lub fałdowanej, pleat. W sloganie „Pleats please”, który również zrobił karierę, Miyake zawarł myśl o udziale użytkownika w procesie stawania się ubioru jako formy na jego ciele. Historykom ubioru znane jest to doświadczenie, bowiem techniką pleats, czyli fałd, posługiwano się już w starożytnym Egipcie, a wenecjanie upodobali sobie ubiory z jedwabiu fałdowane, zmięte, skręcone. Można sobie wyobrazić, że marynarki pleated z różnych materiałów, zawojują jutro świat.

Jak dotąd innowacje Miyakego omijają kraj nad Wisłą.

Szukaj nas na Facebooku

Szukaj