O autorze

Renata Kalarus

Absolwentka krakowskiej ASP. Projektantka, założycielka firmy Metaforma. Pracuje i mieszka w Krakowie. Specjalizuje się w projektowaniu mebli tapicerowanych.

www.kalarus.com

Artykuł

Artykuł ukazał się w numerze 31 (II/2009) kwartalnika 2+3D

Projektowanie przemysłowe

Jak meblarz z meblarzem

Renata Kalarus, 10 września 2013

RENATA KALARUS: Pierwsze nasze spotkanie miało miejsce wiele lat temu. Ja zaczynałam pracę projektową dla Ikera, ty byłeś już rozpoznawalną twarzą Balmy. Pamiętam nowoczesne stoisko oraz meble biurowe, wszystko twojego projektu, i to na najwyższym światowym poziomie. Imponujące katalogi i profesjonalne zdjęcia. W tamtych czasach był to ewenement na skalę kraju. Balma prezentowała się, głównie dzięki twoim ­zabiegom projektowym, jako prężna europejska marka. ­Miałeś tego świadomość? 

PIOTR KUCHCIŃSKI: Nie bardzo. Kiedy się spotkaliśmy, powolny, ewolucyjny proces kształtowania wizerunku Balmy trwał już ładnych parę lat. To, co robiłem w Balmie, wydawało mi się równaniem do normalnego poziomu estetycznego. Nie odnosiłem specjalnie swoich działań do tego, co działo się na polskim rynku. Starałem się nie porównywać z poczynaniami konkurencji. Robiliśmy po prostu swoje, czyli wszystko to, co uważaliśmy wtedy za słuszne. Do dziś naczelną zasadą w firmach Balma i Noti jest być technologicznie, wizerunkowo i produktowo o krok przed polską konkurencją, a jeśli równać, to do wzorców będących daleko przed nami.

„In”, biurko, prod. Balma, 2001

„In”, biurko, prod. Balma, 2001

„In”, biurko, prod. Balma, 2001

Czy dobrze myślę, że te właśnie targi były przełomowym momentem w twojej karierze projektanta? Czy też wcześniej miałeś już na koncie jakieś znane projekty?

Przełomowym momentem dla mnie jako stawiającego pierwsze kroki projektanta mebli było w 2001 roku wdrożenie do produkcji zestawu gabinetowego o nazwie In. Ascetyczna forma tego zestawu, oparta na prostych i prostopadłych liniach z jednym tylko charakterystycznym detalem – trapezowym profilem aluminiowym, nie jawiła się w oczywisty sposób jako nadzwyczaj atrakcyjna. Dodatkowo wdrożenie wiązało się z kosztownym wprowadzeniem dwóch zupełnie nowych dla firmy Balma technologii – okleiny naturalnej i produkcji specjalnie projektowanych dla tego zestawu profili aluminiowych.

 

„Mixt”, stół, prod. Balma, 2005, nagroda „Dobry Wzór” 2005

„Mixt”, stół, prod. Balma, 2005, nagroda „Dobry Wzór” 2005

„Mixt”, stół, prod. Balma, 2005, nagroda „Dobry Wzór” 2005

Producent wykazał się wielkim zaufaniem i determinacją w realizacji tych moich – jak się mogło wtedy zdawać – ryzykownych pomysłów. W świetnym zespole kreatywnym udało nam się dla tych mebli stworzyć także doskonałe narzędzie marketingowe – piękny katalog na rzeczywiście ponadprzeciętnym poziomie. Produkt nie przyjął się od razu, ale po pewnym czasie, potrzebnym na jego wypromowanie, sprzedawał się już znakomicie nawet w Europie. Siłą tych nowoczesnych mebli była – i nadal jest – wynikająca z ich prostoty uniwersalność i szlachetność. Sukces tego projektu bardzo mnie wówczas dowartościował, dał mnóstwo wiary i pomógł zaistnieć jako rozpoznawalnemu projektantowi mebli.

Szafa „Xeon”, prod. Balma, 2004, nagroda „Prodeco” 2005

Szafa „Xeon”, prod. Balma, 2004, nagroda „Prodeco” 2005

Szafa „Xeon”, prod. Balma, 2004, nagroda „Prodeco” 2005

Poza zaprojektowanymi dla Balmy meblami wypracowywałeś przez lata także jej spójny, profesjonalny wizerunek, odpowiadając, jak cię znam, nawet za najdrobniejszy przecinek w każdym z katalogów. Czy czujesz się współautorem sukcesu i ugruntowanej pozycji tej firmy?

Do Balmy zaproszony zostałem w 1996 roku przez kolegę z dzieciństwa spotkanego po latach, menedżera zaczynającego pracę w tej firmie. ­Trafił do fabryki z wizją uczynienia z Balmy silnej marki, lidera polskiego rynku: nowoczesnej, prężnej, konkurującej z Zachodem firmy. Miał konkretne, świeże, ambitne, wręcz rewolucyjne pomysły, do których potrafił przekonać właściciela – niespokojną duszę, człowieka nieufnego, ale z ambicjami, wizją rozwoju i z wielkim talentem organizacyjnym. Początkowo miałem zadbać o stronę plastyczną tych poczynań. Zaczynałem od nieporadnych projektów graficznych katalogów, skromnych projektów ekspozycji. Dopiero po paru latach pojawiły się pierwsze nieśmiałe projekty mebli, z czasem coraz odważniejsze, coraz bardziej wyraziste, które z konsekwentną, przemyślaną oprawą marketingową zaczęły tworzyć zdecydowany, oparty na dizajnie i technologii wizerunek tej marki. Nie była to rewolucja, tylko proces, trwający zresztą do dziś. Firma odniosła sukces, bo mając odważną wizję oraz wytyczone kierunki, umiała rozwinąć i dobrze wykorzystać talenty osób zaangażowanych w jej działania.

Zaprojektowane przez ciebie dla Balmy wielkoformatowe katalogi kolekcji InXeon do tej pory robią ogromne wrażenie. Niedawno dołączył do tej serii Mixt. Zwyczajowo tego rodzaju oprawa to praca dla grafika, ale ty chyba lubisz takie kompleksowe działanie?

Kilka lat po studiach pracowałem jako architekt w dwóch poznańskich biurach projektowych, zajmując się głównie projektami koncepcyjnymi architektury o różnej skali i funkcji. Projektowanie koncepcyjne, poszukiwanie najlepszego pomysłu, rozwijanie go w dziesiątkach wariantów, setki szkiców, ciągłe analizy, dyskusje i spory w zespole,

„Xeon”, stół, prod. Balma, 2004, nagroda „Prodeco” 2005

„Xeon”, stół, prod. Balma, 2004, nagroda „Prodeco” 2005

„Xeon”, stół, prod. Balma, 2004, nagroda „Prodeco” 2005

a później (nie zawsze radosna) konfrontacja wyobrażeń i idei z materialną rzeczywistością budowy. To najprzyjemniejsza, najbardziej moim zdaniem rozwijająca twórczo strona tego zawodu. Wiele się wtedy nauczyłem, a już na pewno szybkiego podejmowania decyzji i umiejętności bronienia swoich wyborów przed sobą i zespołem. Moją pasją od czasu studiów był też rysunek. Przelewając na papier mój świat, eksperymentowałem z różnymi technikami… Niektóre z tych prac zostały wykorzystane jako ilustracje książkowe i prasowe.

Mieliśmy okazję poznać się lepiej podczas wielomiesięcznej współpracy przy mieszkaniowej kolekcji kanap dla Noti. Ty, Tomek Augustyniak i ja. Pamiętasz jak nieco złośliwie nazywali nas wtedy dream team?

Fantastycznie wspominam ten czas wspólnej pracy naszej trójki w Noti. Każde z nas pracowało wtedy nad swoim konceptem, ale jednak działaliśmy wspólnie. Myślę, że w zrealizowanych wtedy projektach jest wielki ładunek tej uwalnianej wówczas energii. Pamiętam, że wszyscy – łącznie z „produkcją” i decydentami – chodzili zarażeni tą twórczą gorączką. Marzę, by taki stan trwał ciągle.

Wtedy też przekonałam się, jakim jesteś introwertykiem i, co tu dużo mówić, uparciuchem! Małomówny, uważny, skoncentrowany i konsekwentny do bólu. Skupiony na najmniejszym szczególe. Z kamienną twarzą, bez słowa trwałeś przy swoim, doprowadzając co poniektórych decydentów do szału, milczącą niezgodą na każdy kompromis niekorzystny twoim zdaniem dla firmy.

Nie uważam się za specjalnie upartego. Realizowanie projektów dokładnie przemyślanych, zaakceptowanych z grubsza przez klienta, nie jest specjalnym problemem. Kłopot zaczyna się, kiedy w trakcie pracy nad prototypem wpadam na ciekawsze pomysły niż te uzgodnione, czasami radykalnie zmieniające koncept.

Wkurzam się na siebie, kiedy natrafiając na chyba zrozumiały opór, nie zawsze potrafię być przekonujący, zdecydowany, uparty, by zrealizować te zmiany. ­Czasem brakuje mi odwagi. Projekt zostaje zrealizowany zgodnie z planem, jest dobry, a mnie dręczy, że mógł być lepszy, tu i tam bardziej dopieszczony.

 

„Bloc”, kanapa, prod. Noti, 2006

„Bloc”, kanapa, prod. Noti, 2006

„Bloc”, kanapa, prod. Noti, 2006

A nie sądzisz, że to raczej permanentna i powszechna pokusa? Masz jakieś realizacje, o ­których uważasz, że w razie takiej możliwości można by jeszcze udoskonalić?

Prawie w każdej mógłbym jeszcze dzisiaj co nieco poprawić. Nie byłyby to wielkie zmiany, raczej delikatne korekty błędów czy niedociągnięć, których, nie wiem dlaczego, nie wychwyciłem w trakcie pracy nad prototypem. Są też może ze dwa zrealizowane projekty, które najchętniej zacząłbym od nowa. Nie powiem które, by nie załamywać producentów. Ale wkurzam się, ile razy je widzę, i wiem, że mogłyby wyglądać inaczej – dużo lepiej, gdybym mądry dzisiejszą mądrością, pokierował nimi w stronę zupełnie inną niż ta wybrana wówczas.

Jak pamiętam, na etapie tworzenia marki Noti miękkie meble były dla ciebie jeszcze dziewiczym obszarem. Świetnie i pewnie poruszałeś się w twardej materii. Wszelkie twoje biurka, stoliki, półki i szafy – widać, że stoi za nimi architekt z krwi i kości…

Architektura oddziałuje swoją kubaturą, kształtem, dialogiem, który prowadzi z całym kontekstem przestrzennym, swoją zmysłowością: detalem, materiałem, kolorem, fakturą, no i oczywiście swoją funkcją oraz wartością kulturową, jaką tworzy. Podobnie patrzę chyba także na wszystkie meble, które projektuję. 

„Linus”, Krzesło biurowe, prod. PROFIm, 2003, nagroda „Dobry Wzór” 2004

„Linus”, Krzesło biurowe, prod. PROFIm, 2003, nagroda „Dobry Wzór” 2004

„Linus”, Krzesło biurowe, prod. PROFIm, 2003, nagroda „Dobry Wzór” 2004

Czym wyróżniają się twoje projekty kanap i foteli? 

Podobnie jak architekturę, także meble oraz wszystkie inne rzeczy staram się projektować z umiarem, ale wyraziście. Zawsze fascynowała mnie i inspirowała geometria, ze swoją logiką i porządkiem. Dążę do tego, by posługując się prostymi, podstawowymi formami bez zdobnictwa, ornamentu, stworzyć mebel‑znak, charakterystyczny, zapamiętywany kształt do nakreślenia paroma kreskami. Często moje projekty zawierają w sobie jakąś intrygę, smaczek, transformację, która jednak jest logicznie wpisana w całość.

Przyznam się, że w mojej handlowej działalności często wykorzystuję naszą znajomość. Klienci nieanonimowy przedmiot kupują z przyjemnością i wielkim przekonaniem. Mój faworyt to zestaw Bloc, a który ze swoich mebli ty uważasz za najlepszy bądź ci najbliższy?

Najbardziej lubię te niezrealizowane… te są najlepsze, wręcz idealne, bo nie zderzyły się jeszcze z materią. Serio. A sentymentalnie związany jestem bardzo z Mulą, bo to mój pierwszy projekt dla Noti. Własnoręcznie rzeźbiłem jej kształty do formy. Podobnie było z krzesłem Linus dla PROFIm w 2003 roku. Dobrze byłoby zawsze tak projektować – angażując serce, umysł i mięśnie. Lubię też Rosco, nazwane tak na cześć syna Rocha. Na tym meblu codziennie w domu siedzę, czasami śpię, a cenię go przede wszystkim za funkcjonalność i linię pasującą do mego otoczenia.

„Mula”, fotel, prod. Noti, 2005, nagroda „Prodeco” 2005

„Mula”, fotel, prod. Noti, 2005, nagroda „Prodeco” 2005

„Mula”, fotel, prod. Noti, 2005, nagroda „Prodeco” 2005

„Mula”, fotel, prod. Noti, 2005, nagroda „Prodeco” 2005

„Mula”, fotel, prod. Noti, 2005, nagroda „Prodeco” 2005

„Mula”, fotel, prod. Noti, 2005, nagroda „Prodeco” 2005

Uważam, że w każdym zrealizowanym pomyśle projektant zostawia jakąś część siebie. Wielką wartością dzieła jest to, że nie pozostaje anonimowe. Podpisując projekt swoim nazwiskiem, autor nadaje mu ważność, pokazuje, że jest z tego dzieła dumny, że produkt ten jest wart uwagi i zainteresowania, że jest dla niego szczególnie cenny i chciałby, aby tak samo wartościowy był dla innych, bo włożył w tę pracę swój talent, serce, czas, nerwy, kawałek życia i swojej osobowości. Podpisując, bierze za niego odpowiedzialność.

Twoje ostatnie projekty kanap dla Noti umiejętnie nawiązują do rozwiązań znanych na światowym rynku. Trochę w nich dywanów à la Lava z COR, trochę klimatów w duchu Patrici Urquioli. Czy wpisanie się w te trendy to świadoma decyzja? Czy przyjmujesz takie założenia, bo takie są wytyczne producenta, czy też na tyle fascynują cię te nowinki, że decydujesz się na autorskie wariacje na ich temat?

Jasne, że (jak każdy) chciałbym być oryginalny, nie naśladujący. Obserwuję bardzo uważnie (może zbyt uważnie) to, co dzieje się w świecie dizajnu, jakie pojawiają się nowe ścieżki, nowe odkrycia, nowe materiały, kolory. Ulegam wielu fascynacjom. Inspiruje mnie wielu projektantów, od romantycznej Urquioli do minimalistycznie zgrzebnego Van Duysena. Chłonę mnóstwo, trawię to i przyswajam. Kiedy projektuję, słucham, co mi w duszy gra, śledzę, co mi chodzi po głowie, czasem jest w tym więcej mnie, czasem za dużo moich fascynacji. Staram się unikać dosłownych cytatów, powtórzeń charakterystycznych kształtów. Korzystam czasem z czyjejś genialnej wskazówki – odkrywczego pomysłu, pod warunkiem że był on zbieżny z moimi wcześniejszymi przemyśleniami. Dokładam wtedy coś od siebie, pokazuję, jak można patrzeć na coś inaczej. Ale przyznaję, że próbę czasu najlepiej wytrzymują w mojej ocenie te projekty, w których mojej myśli, wrażliwości i języka jest najwięcej. Wszystkie przygody projektowe – udane i nieudane, zrealizowane i pozostające w marzeniach, te z zachwycającym efektem, te z poprawnym i te z rozczarowującym – to moje bogactwo, skarb. Samo życie.

„Rosco”, kanapa, prod. Noti, 2006

„Rosco”, kanapa, prod. Noti, 2006

„Rosco”, kanapa, prod. Noti, 2006

Niektóre z mebli w ofercie Noti to efekt twojej pracy ze studentami. Często zdarza ci się prowadzić takie projekty? Dobrze czujesz się w roli dydaktyka?

Zdarzyło się raz: przy okazji współpracy Noti z programem PE‑P poznańskiej ASP. W konkursie organizowanym od ośmiu lat przez ASP i kilku zmieniających się co roku producentów mebli – jako sponsorów – wybrane zostały do realizacji przez Noti projekty dwóch oryginalnych rodzin siedzisk autorstwa Ani Hreckiej i Gosi Bronikowskiej.

Praca z dziewczynami dała mi wiele frajdy. Niesamowicie odświeżające, inspirujące i budujące jest obcowanie z nieskrępowaną, wybujałą, młodą energią twórczą. Obserwowałem, jak swoim niezwykłym optymizmem, wolą działania i talentem przełamują wiele oporów na drodze do realizacji ich pomysłów. Zaimponowało mi oddanie, upór i świadomość, z jakimi te dziewczyny wykorzystywały swą pierwszą, wspaniałą możliwość na zrealizowanie i wdrożenie do produkcji własnego projektu z wielką szansą na zaistnienie na rynku. Sam mocno zaangażowałem się w tę współpracę, odnajdując się w roli bufora między ich nieokiełznaną, odrealnioną czasem wyobraźnią a bolesnymi ograniczeniami technologicznymi producenta. W momencie zderzenia z niemożnością – a były takie nerwowe chwile – starałem się podpowiedzieć kompromisowe rozwiązanie gwarantujące, że produkt w kształcie satysfakcjonującym projektantkę będzie miał także szansę na wdrożenie i produkcję oraz sprzedaż w rynkowej cenie. Miło było widzieć dumę dziewczyn prezentujących swoje dzieła na wystawie targowej kończącej program i zadowolenie Noti z dwóch nowych, świetnych produktów. Fajnie było także poczuć, że moje doświadczenie i wiedza ułatwiły komuś postawienie pierwszych kroków w karierze projektowej. 

„Tritos”, kanapa, prod. Noti, 2005

„Tritos”, kanapa, prod. Noti, 2005

„Tritos”, kanapa, prod. Noti, 2005

Z wykształcenia jesteś architektem, ale twoje najbardziej znane prace to meble. Przy tak imponującej liczbie wdrożeń powinieneś być bogaty nie tylko w wiedzę i doświadczenie. Z czego faktycznie się utrzymujesz? Z dizajnu czy z architektury? Czym chciałbyś się zajmować, gdyby pieniądze, które można na tym zarobić, nie miały żadnego znaczenia?

Zarabiam na dizajnie i na projektowaniu wnętrz. Przyznam, że czasem męczy mnie pogoń za materią. Chciałbym zarabiać na tym, co najbardziej lubię i co najlepiej mi wychodzi, czyli na dizajnie. Tyle jednak, by robić to ze świętym spokojem, wybierając kierunki, w których chcę się rozwijać. Żeby było mnie stać na zrealizowanie w prototypach kilku czy kilkunastu projektów z szuflady, bez żadnych kompromisów czy konieczności „sprostania oczekiwaniom rynku”. Chciałbym też mieć więcej czasu na swoje pasje, na rozwijanie innych talentów. Marzę, by oddać się trochę muzyce, ciągnie mnie bardzo do rysowania, które odłożyłem na lata emeryturki. By przenieść się do tych innych światów, brakuje mi czasu i spokoju.

Nie tak dawno i wcale nie tak wcześnie założyłeś rodzinę. Przedtem na twoje życie składała się praca i jeszcze raz praca. Wygląda na to, że udało ci się przeorganizować?

Nie było to proste, zwłaszcza kiedy trzy lata temu pojawił się syn niesamowicie absorbujący uwagę, czas i energię. Ale było to konieczne. Teraz jest żelazny czas, który poświęcam wyłącznie rodzinie, nie tylko weekendy. Z przyjemnością i ochotą, bo wtedy najlepiej odpoczywam. Konwersacja z trzylatkiem znakomicie oczyszcza umysł, uspokaja duszę, przywraca właściwą hierarchię spraw. Trzeba tylko wytężać wyobraźnię, by za nim nadążyć – to zdrowe ćwiczenie. Od momentu, kiedy nie żyję już sam i dla siebie, ilość czasu, który mogę przeznaczyć na pracę, zmniejszyła się pewnie o połowę, dlatego zmuszony zostałem do tego, by pracować wydajniej, nauczyć się wreszcie planować swoje działania. Staram się odtąd bardziej zdecydowanie negocjować też z klientami warunki finansowe. Chyba działam efektywniej, choć nadal często brakuje mi czasu i zdarza się pracować nockami.

„Mishell”, krzesło, prod. Noti, 2008

„Mishell”, krzesło, prod. Noti, 2008

„Mishell”, krzesło, prod. Noti, 2008

Związany jesteś z Balmą i Noti, dwiema markami tego samego właściciela. Ale współpracujesz także z kilkoma innymi producentami mebli, jak choćby PROFIm czy Bejot. Jakie widzisz zalety, a jakie wady ścisłego wiązania się z jedną fabryką?

Mój związek z Balmą i Noti ma podstawową zaletę, dał mi zasadniczą korzyść – stałem się dzięki niemu rozpoznawalnym i docenianym projektantem z wielkim, bezcennym kapitałem umiejętności, wiedzy i doświadczenia. Nauczyłem się całego rzemiosła projektowego, nauczyłem się precyzyjnie odpowiadać projektem na przedstawione oczekiwania rynkowe, funkcjonalne, estetyczne, nauczyłem się wpisywać w ograniczenia technologii, poznałem mechanizmy marketingowe itd., itp… Tak na prawdę zrozumiałem w tym czasie, co to jest dizajn i dlaczego stał się moją pasją.

To, że przez tyle lat byłem związany tylko z jedną firmą, miało tę zaletę, że uczestnicząc w kreowaniu jej wizerunku, miałem pewność ciągłości tej ewolucji i jej właściwego kierunku. Byłem świadomy, że z tego powodu będę postrzegany jako autor lub ważny współautor tej przemiany – tym większa była moja odpowiedzialność i motywacja do ściślejszej kontroli poczynań firmy w dziedzinie wizerunku. Ten ścisły związek i firmie, i mnie dawał poczucie bezpieczeństwa i stabilności.

Ale to związanie ma też swoje minusy. Moje ambicje i potrzeby rosną, chciałbym zaistnieć na wąskim polskim rynku projektantów jako człowiek nieutożsamiamy tylko z jedną firmą, tak aby marką stało się moje nazwisko. Chciałbym dzielić się swoim talentem i zdobywać następne doświadczenia projektowe również z innymi stawiającymi na dizajn firmami z tej samej branży. Jak sama doskonale wiesz, takie pragnienia projektanta nie zawsze są przyjmowane ze zrozumieniem w firmie‑matce. 

Udało mi się, dzięki Bogu, zrealizować parę projektów dla producentów z pokrewnych branż meblowych, niekonkurujących bezpośrednio z Balmą i Noti. Miałem też szczęście, że wszyscy moi pozostali klienci to firmy, które znaczenie dizajnu zrozumiały już wcześniej, bo od lat współpracują z różnymi projektantami. Dość precyzyjnie określają zatem potrzeby, a ja w odpowiedzi projektuję produkty, których nie mają w swojej ofercie lub takie, które są bardziej konkurencyjne, atrakcyjne wzorniczo i funkcjonalnie od już oferowanych. Wszystko po to, by wyprzedzić konkurencję w walce o klienta.

„Tritos XL”, stół, prod. Noti, 2006

„Tritos XL”, stół, prod. Noti, 2006

„Tritos XL”, stół, prod. Noti, 2006

Dbasz, jak nikt inny, o spójny wizerunek i promocję powiązanych z tobą marek. A co robisz w tej materii na przyszłość dla siebie? 

W kwestii promocji mojej twórczości jak na razie wszystko zawdzięczam wsparciu marketingu firm, dla których pracowałem. Dotarło do mnie właśnie, że nie zdarzyło mi się samodzielnie podejmować żadnych działań promujących moje projekty. To inni zapraszają mnie i moje prace na wystawy, ekspozycje targowe, zgłaszają do konkursów, piszą artykuły prasowe, organizują imprezy. To miłe i sprawia, że zawodowo jest mi łatwiej, dzięki temu mam bogate portfolio realizacji i niemałe doświadczenie. Ciągle zaskakuje mnie i onieśmiela autentyczny szacunek i uznanie, z jakimi zwracają się do mnie niektórzy potencjalnie zainteresowani projektami klienci, właściciele firm.

Oczywiście mam świadomość, że bardzo przydałaby mi się witrynka WWW porządkująca dotychczasową twórczość, może jakiś mały katalog, ale ciągle odkładam te przedsięwzięcia na później. Wymawiam się tym, że mój wizerunek, moją markę najlepiej budują zrealizowane projekty. Prawdopodobnie jednak zmusi mnie do podjęcia działań konkurencja – coraz liczniejsi młodzi, superzdolni, ekspansywni projektanci, dla których medialna autopromocja jest rzeczą oczywistą i naturalną. Sądzę, że zadbanie o to mogłoby otworzyć przede mną nowe drzwi, dając szansę na jakiś oczekiwany nieoczekiwany rozwój, pomogłoby zmaterializować się moim najbardziej ambitnym marzeniom…

zdjęcia Rafał Kolasiński

Szukaj nas na Facebooku

Szukaj