O autorze

Andrzej Śmiałek

Artykuł

Artykuł ukazał się w numerze 33 (IV/2009) kwartalnika 2+3D

Interdyscyplinaria

Jak wycenić dizajn?

Andrzej Śmiałek, 19 stycznia 2010

Projektanci zazwyczaj emocjonalnie podchodzą do swojej pracy. Wiem to, bo za każdym razem, gdy mowa o nowym projekcie, najchętniej od razu wziąłbym się do roboty, omijając całą irytującą buchalterię i nie zawsze przyjemne, zabierające czas i energię negocjacje. Lecz jeżeli dizajn traktujemy jako zawód, a nie hobby, konieczne jest rynkowe podejście do jego sprzedaży. Praca nad projektem niejednokrotnie angażuje nas przez wiele miesięcy, więc poświęcenie kilku dni na przygotowanie naprawdę dobrej i przemyślanej oferty, bazującej na rzeczywistych kosztach naszej pracy, jest wysiłkiem opłacalnym.

Opisując metodę obliczania wartości prac projektowych, którą stosujemy w Ergo Design, nie mam zamiaru dowodzić wyższości kosztorysowania „godzinowego” nad wyceną cennikową. Każda metoda jest dobra, o ile pozwala możliwie precyzyjnie określić rynkową wartość projektu. Nie wolno zapominać o jednym z podstawowych praw rynku, które mówi: usługa jest warta tyle, ile klient zdecyduje się za nią zapłacić. Zanim opiszę korzyści i ryzyko wynikające z godzinowego systemu wyceny usług projektowych, spróbuję wskazać powody, dla których w naszej firmie stosujemy tę właśnie metodę.

Współczesna rola projektanta wzornictwa nie ogranicza się do nadawania zewnętrznej formy projektowanym przedmiotom (stylizacji). Dizajner musi dysponować wiedzą i umiejętnościami znacznie wykraczającymi poza nadawanie kształtu. Dziś większość projektów, zwłaszcza tych bardziej złożonych, powstaje w interdyscyplinarnych zespołach, w których rola projektanta wzornictwa zmienia się zależnie od fazy rozwoju nowego produktu. Ogromna konkurencja sprawia, że tylko najlepsze wyroby mają szansę na rynkowy sukces. Dlatego ich forma, funkcja, cena, innowacyjność, a nawet sposób dotarcia do odbiorców decydują o ostatecznym powodzeniu lub porażce w rywalizacji z ofertą dostępną w sprzedaży. Trafny dobór cech projektowanego produktu zależy w znacznej mierze od sprawnego współdziałania całego zespołu.

Dlaczego firmy projektowe zazwyczaj stosują metodę dokładnego preliminowania kosztów projektu? Odpowiedź jest prosta i wynika z potrzeby ograniczenia ryzyka niedoszacowania lub przeszacowania nakładów pracy oraz kosztów dodatkowych związanych z usługą projektową. Firma jest uczestnikiem gry rynkowej, musi więc przynosić zysk. Aby ten zysk określić, konieczne jest ustalenie rzeczywistych kosztów usługi. Z kolei przeszacowanie kosztów może sprawić, że oferta stanie się niekonkurencyjna. Te same reguły dotyczą projektantów niezależnych.

Wycena zawiera trzy zasadnicze elementy:
1.    rzeczywisty koszt pracy projektanta (stawka godzinowa);
2.    nakład pracy i koszty dodatkowe związane z projektem;
3.    wartość dodana, czyli zakładany zysk.

1.    
Rzeczywistych kosztów pracy nie musimy obliczać każdorazowo. Raz wyliczona cena godziny projektowej zazwyczaj się nie zmienia, bo zależy od kosztów stałych (lokal, amortyzacja sprzętu, oprogramowania itd.) oraz zakładanej liczby godzin, którą przepracowujemy w miesiącu – im więcej godzin założymy, tym koszt godziny będzie niższy (musimy jednak pamiętać, że efektywnie nie przepracujemy więcej niż osiem godzin dziennie).

2.
Obliczając nakład pracy nad projektem, należy dobrze poznać wytyczne projektowe, a przede wszystkim rozpisać kolejność czynności, w których bezpośrednio bierze udział projektant. Im dokładniej to zrobimy, tym trafniejsza będzie wycena. Dobrą praktyką jest zapisywanie nakładów godzinowych we wszystkich zrealizowanych projektach. Odtworzenie ich historii znacznie ułatwia trafne określenie nakładów pracy na danym etapie. Istotne są również wszystkie planowane koszty dodatkowe: dojazdy, materiały, usługi zewnętrzne itd.

3.
Dwa pierwsze punkty wyceny projektu to zakładane koszty, które poniesiemy w trakcie realizacji usługi. Trzeci element wyceny to zysk, jakiego możemy się spodziewać po realizacji projektu, w tym również dochody uzyskiwane z tytułu autorskich praw majątkowych. O ile dwa poprzednie składniki wyceny nie powinny podlegać dyskusji – po prostu jeżeli zejdziemy poniżej ich wartości, to będziemy sponsorować naszego klienta – o tyle trzeci może być przedmiotem negocjacji. Oczywiście, ze względów strategicznych możemy zdecydować się na wykonanie jakiejś części projektu bez zapłaty (często jest to zachęta do rozpoczęcia współpracy). Nie oznacza to jednak, że nie poniesiemy kosztów. Dlatego jeśli spodziewamy się wzajemności ze strony klienta, sami musimy znać wartość tego, co oferujemy. Rzeczywista wartość dodana projektu zależy od następujących czynników:
–    renomy firmy projektowej (projektanta);
–    kompetencji zespołu projektowego (projektanta);
–    konkurencji (dostępności usługi o podobnym standardzie);
–    wymaganego czasu realizacji;
–    innowacyjności;
–    wielkości firmy zlecającej i jej udziału w rynku;
–    ważności produktu dla klienta;
–    perspektyw kontynuowania współpracy;
–    spodziewanych zysków z patentów itd.

Po wycenie usługi projektowej przychodzi pora na przygotowanie oferty dla klienta, a następnie na negocjacje. Tu możliwości i wariantów jest bardzo wiele, ale negocjowanie zasad rozliczeń to już odrębne zagadnienie.

Opisana metoda wyceny może początkowo wydawać się zawiła, jednak uzupełniona odpowiednim programem do tworzenia kosztorysów, okazuje się bardzo skuteczna i ogranicza ryzyko. Nawet jeśli uznamy, że projektowanie nie jest procesem liniowym i mogą w nim wystąpić nieoczekiwane zwroty, zapętlenia lub jeśli zostają odkryte nowe możliwości, które wymagają dodatkowego nakładu pracy i generują dodatkowe koszty, jasno ustalone zasady rozliczeń pomagają wybrnąć z takich sytuacji. Ułatwiają także budowanie dobrych relacji z klientem, opartych na otwartości i wzajemności, dzięki czemu, jeśli widzimy, że zakres naszej pracy wykracza poza wcześniej ustalone ramy, możemy podjąć negocjacje zmierzające do zmiany naszego wynagrodzenia.

 


Na marginesie tekstu Jak wycenić dizajn? warto przyrzybliżyć czytelnikom kilka faktów związanych z wyceną godzinową. Metodę tę preferują duże studia, których w Polsce mamy niewiele, jest więc stosunkowo rzadko stosowana.

Jak wynika z przeprowadzonego sondażu redakcyjnego, wysokość stawek jest zróżnicowana, co zresztą tłumaczy tekst Andrzeja Śmiałka, i zawiera się w przedziale od 50 do 300 zł za godzinę. Są dwa powody takiego zróżnicowania. Pierwszy związany jest ze specyfiką firmy. Studia mające małe koszty własne mogą przyjąć znacznie niższą kalkulację niż firmy zatrudniające bardziej wyspecjalizowanych czy uznanych projektantów, lepiej wyposażone, dysponujące np. własnym zapleczem modelowym i zaawansowanym, ale kosztownym oprogramowaniem. Z drugiej strony liczba godzin, których wymaga wykonanie zlecenia, w „­tańszych” firmach może być, siłą rzeczy, znacznie większa. Drugi powód wiąże się ze specyfiką projektu. Stawki przy rutynowych przedsięwzięciach (tu jako przykład najczęściej podawano stylizację formy) mogą być niższe niż w przypadku projektów ­wymagających dużej inwencji twórczej, specjalistycznej wiedzy czy zaangażowania najlepszych projektantów. ­Dotyczy to najczęściej pierwszej fazy pracy – projektu wstępnego.

Większość respondentów uznała, że 80–200 zł za godzinę to stawki opłacalne, pozwalające na rozwój firmy projektowej.

Przytoczone kwoty warto porównać ze stawkami przyjmowanymi w firmach inżynierskich, z którymi – naturalną koleją rzeczy – projektanci wzornictwa coraz częściej dziś współpracują. Wahają się one od 100 do 250 zł za godzinę, w zależności od rodzaju pracy, stopnia komplikacji projektu, użytego oprogramowania czy miejsca wykonywania pracy (w siedzibie firmy lub u klienta).

Dla dizajnerów prowadzących małe studia lub pracujących na zasadach „wolnych strzelców” znacznie korzystniejsza jest wycena dzieła, wymagająca jednak uzgodnionego w środowisku cennika. Stowarzyszenie Projektantów Form Przemysłowych podjęło taką próbę, a powstałą propozycję cennika postaramy się wkrótce opublikować.

Komentarze

  • hercules
    24 czerwca 2010
    zgłoś do moderacji
    Chciałem tylko unaocznić cenniki firm, które walczą o klienta poprzez np. oferia.pl. Rozbieżność cen za logo od 100zł do 2000zł. Więc jako szefunio firmy, usługę kogo byś wybrał? Raczej byś się grubo zastanowił nad wyborem tej za 2000 mając do wyboru firmę z całkiem niezłym folio oferującą Ci swoje usługi za 400zł. Czy to jest psucie rynku? Czy nie powinien być jeden w miarę spójny cennika? No i w końcu czy nie powinno być tak jak pisze pat?
  • dezajner
    24 czerwca 2010
    zgłoś do moderacji
    http://www.psz.praca.gov.pl/hr/PoSearch/summaryview.php?do=poSummary&gio=602784&from=poSearch&bgio=&als=poszukujacypracy

    takie są realia :)
    wiekszość projektów wzorniczych można złapać siedząc u kogoś na etacie a ten nie jest płatny jak powyżej,
    zawód ten w polsce traktowany jest na równi z handlowcem czy pracownikiem biurowym typu sekretarka.
    głownym problemem jest to że ludzie chca wykonywać swój zawód więc zrobią to za każdy grosz.
    gdybym posługiwał się tymi cennikami to bym już dawno stał pod kościołem
    może i jest kilka firm projektowych w polsce.
    ale dziwnym zbiegiem okoliczności to przeważnie wykładowcy w szkołach:) , też bym chciał taki ciepły etacik, baju baju w raju drodzy studenci wzornictwa, lepiej uczci sie indesigna:)
  • kuba 2+3D
    25 czerwca 2010
    zgłoś do moderacji
    A zleciłbyś chińczykowi projekt i skład książki? wątpię. To jest mitologia z tymi tanimi usługami graficznymi. Gdyby tak bylo już dawno przejelibyśmy klientów niemców, anglików, szwedów, norwegów itd. Jeśli łączysz w jednym zadaniu "projektantów" pisanych w cudzysłowie i niskie ceny to sam puentujesz temat.
  • hercules
    25 czerwca 2010
    zgłoś do moderacji
    Jeśli chodzi o 2d, to wkrótce zaleją nas ceny z Chin. Serwis Oferia.pl to najlepszy przykład. Tam „projektanci" licytują się kto za mniejszą kasę wykona zlecenie. Niby o klienta trzeba walczyć, ale ceny z oferia.pl to żebranie.
  • Pisar
    25 czerwca 2010
    zgłoś do moderacji
    szczególnie trudno jest w projektach multimedialnych, które łączą wiele cech. Dzisiejszy klient to dwie skrajności; albo podejście "telewizyjne" czyli przerost formy nad treścią, albo stylistyka rodem z produkcji na ślubach i weselach. I spróbuj takiemu dogodzić i wytłumaczyć, że coś wymagało takiego, a takiego wkładu pracy, sprzętu i oprogramowania. Stajemy się wyrobnikami, bo np. pan prezio preferuje inne kolory i w ogóle to by wszystko pozmieniał - jak już jest gotowa produkcja. Oczywiście na spotkaniu wstępnym nie był w stanie określić nawet w 1% jak ma wyglądać i jakę stylistykę ma posiadać końcowy produkt. To najbardziej wkurza.
    Na takie zmiany powinna być specjalna taryfa :)
  • pat
    26 czerwca 2010
    zgłoś do moderacji
    ....gdyby zawód projektanta był utożsamiany z odpowiednim dokumentem tak jak licencja na handel nieruchomościami to byłoby inaczej. Z pewnością nie traktowano by ludzi z 2d jak kowala. Jak wiadomo 2d jest tak powszechne że logo może zrobić syn właściciela firmy , w sumie dostał komputer "pod choinkę" wiec po co płacić jakiemuś człowiekowi co orał na Aspie.:). A gdyby syn nie zrobił ów projektu bo kolejna wersja need for speed go za mocno zajęła , to pozostaje jeszcze możliwość korzystania z programów na stronach rożnych drukarni gdzie samemu można w 5min zaprojektować wszystko. 5min=5 lat nauki na danym kierunku. grafik = fafik .
  • kuba 2+3D
    26 czerwca 2010
    zgłoś do moderacji
    Takie dyskusje jak świat długi i szeroki wałkowane są od dawna. Ellen Lupton nawet popełniła książkę D.I.Y. (do it yourself) za którą obraziło się na nią wielu dyzajnerów, bo uczy w niej jak nie wynajmować projektantów tylko samemu sobie zrobić. Jeżeli dobry projekt ma kosztować stówkę to jako klient się nie obrażę - tyle ze praktyka pokazuje ze takie coś rzadko występuje dlatego że dobry projekt to jest rozwiązanie jakiegoś problemu a nie namazanie nawet najpiękniejszego na świecie loga. Nie widzialem do tej pory tanio zaprojektowanych dobrych: identyfikacji wizualnych firm, systemów informacyjnych, serii ksiazkowych, kampanii reklamowych, krojów pism itp, itd - natomiast kropki, kwiatki, kwadraciki srutki dutki logoski widziałem, ale to nie jest projektowanie wiec się nie wypowiadam.
  • kuba 2+3D
    27 czerwca 2010
    zgłoś do moderacji
    Ja tam nie wiem ale IMO zbyt mało wykładowców pracuje czynnie w zawodzie i styka się z problemami rynku pracy. Ci nieliczni którzy mają firmy wpypracowali to w pocie czoła czasem ukrywając miejsce pracy (naklejka pt. "zwariowany artysta z ASP"). Co do cennika itp. dolna granica za godz. 50 zł - no nie wiem czy to sa zbytki. Poza tym problemem nie jest chyba cena lecz popyt na dizajn. Dam przykład (bez nazw i nazwisk). Typowa polska firma okresu przełomu. Szef 50-60 lat, kompetentny inżynier wykorzystuje 90-te lata do budowy firmy produkującej sprzęt AGD. Ma wiedzę, siłę robocza z małego miasta, rynki zbytu (takze na wschodzie) i zasuwa z produkcją dobrych technicznie, ale obrzydliwych i nieergonomicznych produktów które sprzedaje w segmencie tani-dobry-wytrzymały. Do tej pory zarabia na tym, rozwija firmę, buduje nowe hale produkcyjne i nikt go nie przekona do dizajnu bo to panie fanaberia a w telewizji taki dizajner śpiewa na lodzie z gwiazdami, nosi fikuśny kapelutek lub inną apaszkę i strach się bać. Ten nasz inżynier z czasem da sie przekonać do zatrudnienia projektanta (dzieci dorosną i przejmą firmę, pojawią się marketingowcy itp.) ale dalej nic nie będzie rozumiał więc na wszelki wypadek zatrudni najdroższą firmę na rynku (bo ci to na pewno wiedzą co robią skoro tyle trzeba im płacić) a poza tym to go stać. Więc może trzeba te cennki zawyżać , cenić sie, edukować skurczybyków a inDesigna zostawić grafikom bo nie ma gorszej rzeczy od frustrata który zajmuje się DTP z musu.
  • misyshyde
    18 lipca 2011
    zgłoś do moderacji
    :)
    "Jak wiadomo 2d jest tak powszechne że logo może zrobić syn właściciela firmy , w sumie dostał komputer "pod choinkę" wiec po co płacić jakiemuś człowiekowi co orał na Aspie.:)"
    Coś w tym jest, wszelkie licencje na tym polu lepiej omijać z daleka.. Lepiej chyba odznaczyć w formularzu "wykształcenie średnie". Aż chciałoby się zacytować pewnego niedoszłego klienta: "Pani projekty są ciężkie, smutne, przekombinowane i bardzo artystyczne w rozumieniu naszej kochanej ASP. Jeśli ma Pani jakieś lekkie, kobiece, delikante i elegancje projekty chętnie je obejrze".
    Nie chcę tu siać teorii spiskowych, ale nie zdziwiłabym się, gdyby zaniżanie cen, przynajmniej po części, było rynkowym chwytem - i chyba skutecznym niestety - mającym wywołać szerszy efekt obniżenia cen i przy okazji przynieść trochę miedziaków... Kto miałbym pracować za takie pieniądze? Gimnazjaliści?

Szukaj nas na Facebooku

Szukaj