O autorach

Bogumiła Jung

Profesor Sztuk Plastycznych, projektantka wnętrz; dziekan Wydziału Architektury i Wzornictwa na Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu; kierownik Pracowni Designu Inspirującego w Katedrze Designu. Członek Zarządu SPFP.

Marzena Wolińska

Artykuł

Artykuł ukazał się w numerze 7 (II/2003) kwartalnika 2+3D

Ilustracje

Ceramika i szkło

Konfrontacja z porcelaną

Bogumiła Jung, Marzena Wolińska, 11 września 2012

Artykuł archiwalny

Zestaw naczyń z serwisu „Dominika”, prototyp, 1995

Zestaw naczyń z serwisu „Dominika”, prototyp, 1995

Zestaw naczyń z serwisu „Dominika”, prototyp, 1995

Bogumiła Jung: Projektujesz porcelanę. Jak zaczęła się twoja przygoda z ceramiką?
Marzena Wolińska: Od dyplomu w 1994 roku, w pracowni  prof. Tomasza Matuszewskiego. Tematem był Serwis kawowo-obiadowy. Jeszcze wcześniej, w ramach ćwiczeń na IV roku ASP w Poznaniu, projektowałam zestaw naczyń do potraw kuchni egzotycznej i choć jego koncepcja pozostała  „na papierze”, miałam okazję przygotować się teoretycznie i zapoznać z podstawowymi zasadami technologii. Dlatego przystępując do pracy nad dyplomem, wiedziałam, że będę dążyć do realizacji we właściwym materiale. Udało się – projekt zrealizowała Porcelana „Chodzież” SA. Białe naczynia sama już barwiłam w szkolnej pracowni ceramiki, malowałam natryskowo, tworząc wersje kolorystyczne, eksperymentowałam z matowieniem szkliwa…  Było to dla mnie bezcenne doświadczenie: uzmysłowiło mi, jak ważne są ograniczenia   technologiczne, które trzeba uwzględniać już  na etapie projektowania, co teraz podkreślam, pracując ze studentami poznańskiej ASP. Nie można jednak podporządkować się rzemieślniczemu sposobowi myślenia i dać się zdominować technologii, bo to wiąże wyobraźnię – myśl zbyt „nisko lata”. Ale kiedy koncepcja, czasem formułowana właśnie górnolotnie, jest już na etapie projektowym konfrontowana z technologią, przekładana na jej właściwości, wówczas udaje się nawet przekroczyć pewne ograniczenia. To nie tylko kwestia materiału, ale także różnych możliwości poszczególnych producentów, np. mój prototyp dyplomowy podobał się, ale nie doszło  do produkcji przemysłowej, bo zaproponowana forma wymagała specjalnych pras, którymi fabryka wtedy jeszcze nie dysponowała.  Elementarną koniecznością jest też umiejętność nawiązywania kontaktów i porozumienia – produkt powstaje przecież we współpracy z wieloma osobami, spotykanymi niejako  „po drodze”, na różnych etapach opracowywania projektu. Pracuje się z technologiem, z modelarzem, z pracownikami działu marketingu i sprzedaży; trzeba umieć z nimi rozmawiać, dogadać się, poznać także ich wizje i oczekiwania co do projektu. I wszystko to „zgrać” z własnymi zamierzeniami.

A czego ty oczekujesz od własnego  projektu?

Staram się tak zaprojektować nowy przedmiot, aby mieć poczucie, że sama chciałabym go kupić… Pierwszym bodźcem jest forma przedmiotu,  który musi mieć to coś, co przyciągnie wzrok i zaintryguje, a o co przy dzisiejszej  bogatej ofercie rynkowej wcale nie jest łatwo! Potem dochodzi do kolejnej  weryfikacji:  jak opracowana jest funkcja, jaka jakość wykonania, dopracowanie detali. Nie bez znaczenia jest też kryterium ceny, na którą również mamy niebagatelny wpływ już na etapie projektowania. Często ma być jak najniższa, a czasem wręcz przeciwnie – marka wymaga wysokiej ceny, kwalifikującej produkt do tych bardziej  „godnych pożądania”, z tzw. górnej półki.

Opowiedziałaś o trudnościach i ograniczeniach w twojej pracy, a jakie są wobec tego radości?

Przede wszystkim samo uczestniczenie w procesie twórczym, powoływanie do istnienia nowego przedmiotu, materializowanie wizji. Można ją zobaczyć, dotknąć i sprawdzić.  Tak właśnie rozumiem projektowanie –  cały proces kończy się powstaniem obiektu,  będącego najwłaściwszą weryfikacją koncepcji.

Zapytam więc o ten najbardziej satysfakcjonujący projekt…
Na pewno serwis Koliber. To od początku  do końca mój autorski projekt, powstały bez marketingowych sugestii – dla jakiego klienta, czy na jaki rynek, np. duński czy niemiecki. Mogłam sobie pozwolić na stworzenie formy będącej całkowitym spełnieniem moich estetycznych zapatrywań. Zestaw kawowy – obejmujący imbryk, filiżankę, spodek, talerzyk deserowy, mlecznik i cukiernicę – pokazywany  był w lutym 2002 na targach Ambiente we Frankfurcie nad Menem. Pół roku później  powstał serwis obiadowy, prezentowany  również we Frankfurcie na targach Tendence – najpoważniejszej imprezie tej branży, o światowym zasięgu. To był sukces, już serwis kawowy podobał się i miał wiele zamówień,  ale obiadowy podbił serca Włochów, Hiszpanów, sprzedawany jest też do Grecji i Izraela.

Fragment serwisu kawowego „Koliber”, Porcelana „Chodzież” SA, 2002

Fragment serwisu kawowego „Koliber”, Porcelana „Chodzież” SA, 2002

Fragment serwisu kawowego „Koliber”, Porcelana „Chodzież” SA, 2002

Fragment serwisu obiadowego „Koliber”, Porcelana „Chodzież” SA, 2002

Fragment serwisu obiadowego „Koliber”, Porcelana „Chodzież” SA, 2002

Fragment serwisu obiadowego „Koliber”, Porcelana „Chodzież” SA, 2002

Jak wygląda twoja współpraca z Chodzieżą?
To jest stała współpraca, zapoczątkowana realizacją pracy dyplomowej. W pierwszym okresie nie było tak sprzyjających warunków do powstawania nowych projektów, częściej reaktywowano tylko wcześniejsze wzory. Zdarzało się też, że przedstawiano mi dość wyraźne sugestie co do formy. Ale od jakiegoś czasu projektowanie jest doceniane, przekonano się, że siła wzoru tkwi w dizajnie. Do tego stopnia, że na każdym produkcie, obok logo zakładu widnieje także nazwisko projektanta. Świadczy to o zmianie sposobu myślenia –  promując swego dizajnera, firma podnosi własny prestiż, bo dowodzi,  że jest świadoma wartości swojej marki.

A co nowego teraz robisz?
Kończę nowy fason, znów bardzo nowoczesny…

Chodzież kojarzy się raczej z bardzo tradycyjnie rozumianą porcelaną – choćby znany serwis Iwona. Jak poradziłaś sobie z przełamaniem tych przyzwyczajeń?

To nie było łatwe i wymagało czasu. Dominowało myślenie typu: skoro coś się dobrze sprzedaje, to po co to zmieniać? Żeby je przezwyciężyć, trzeba było uświadomić decydentom prosty fakt, że rynek to zjawisko zmienne, i że dobrze sprzedające się dzisiaj produkty już jutro mogą nie znaleźć nabywców. Każda szanująca się fabryka tej branży, dbając o rozwój, opracowuje projekty niejako „na jutro”. A trzeba je zawczasu przygotowywać, bo od projektu serwisu – rysunku, do zakończenia fazy prototypu upływa minimum pół roku. Do tego dochodzi czas potrzebny na opracowanie wariantów dekoracji, materiałów promocyjnych, strategii marketingowej. To musi potrwać. Poza tym po prostu zmienia się moda, projektanci wyczuwają nowe tendencje, sami przecież kreują i lansują nowości. I nawet jeśli  – na przykład teraz – odwołują się do „linii lat sześćdziesiątych”, to nie w sposób dosłowny,  to jest zawsze przetworzenie, odczytanie na nowo.  Do stworzenia „modnego” produktu nie wystarczy wyjęcie z archiwum starego projektu i odtworzenie wzoru. Każdy czas ma swój język form i właśnie w nim trzeba się wypowiedzieć, żeby powstał przedmiot „prawdziwy”.

Więc jak powstają twoje współczesne serwisy? Czy porcelana to łatwe tworzywo?
O nie, jest materiałem kapryśnym,  ulegającym deformacjom, a do zaplanowanego kształtu dochodzi się metodą prób i błędów.  Moje projekty, oparte na koncepcji czystej linii, wymagają eksperymentowania,   doświadczalnego docierania do zamierzonego efektu. Najpierw rysuję kształt, jaki chciałabym uzyskać w gotowym produkcie. Mając już doświadczenie w pracy z porcelaną, mogę przewidzieć, gdzie nastąpią zniekształcenia,  zachwianie linii związane z procesem wysychania i wypału w temperaturze ok. 1400 stopni. W rysunku wykonawczym muszę uwzględnić swego rodzaju „zapasy”, aby nieuchronne deformacje przebiegały niejako w sposób  kontrolowany. Potem ewentualnie  nanosi się korekty, dokonuje poprawek na modelu. Bo moja praca jako projektanta nie polega na narysowaniu „obrazka” – odpowiedzialność za powstawanie dobrego produktu obejmuje całą fazę  przygotowania prototypu. Pomimo współczesnej technologii, nowoczesnych maszyn – najważniejsze czynniki decydujące o wartości nowego wzoru,  to wciąż czujne oko projektanta i wprawna ręka modelarza. Przy zachowaniu logiki tradycyjnego trybu pracy: rysunek – model gipsowy – forma negatywowa, wprowadzane zmiany są efektem wspólnych rozmów i uzgodnień, co wymaga harmonijnego współdziałania.

Jednak wiem, że sama również  kształtujesz porcelanę…
Tak, w pewnym momencie zapragnęłam namacalnie poznać to tworzywo – w sensie dosłownym pobrudzić ręce, sprawdzając dotykiem, co jeszcze można z nim zrobić… Wciągnęła mnie magia takiej pracy – od 1997 roku sama formuję masę porcelanową, robiąc unikatowe formy ceramiczne, użytkowe i dekoracyjne. Powstające naczynia, patery,  lampy i obrazy czasem pozostawiam surowe,  albo eksperymentuję z różnymi rodzajami farb i szkliw. Niektóre prace kojarzą się ze szkicem, szybkim zapisem chwili, inne są precyzyjnym  budowaniem poprzez kolor, fakturę, relief. Twórczość ta jest dla mnie uzupełnieniem wypowiedzi, jest „wentylem” wobec użytkowości, która jednak stanowi mój priorytet.  Dzięki bezpośredniemu kontaktowi lepiej czuję tworzywo, a więc mogę je łatwiej ujarzmiać, a zdobyte doświadczenia procentują przy projektowaniu produktów seryjnych.

Szukaj nas na Facebooku

Szukaj