O autorze

Sabina Antoniszczak

Absolwentka ASP w Krakowie, projektantka oraz ilustratorka. Stała współpracowniczka redakcji kwartalnika 2+3D.

Artykuł

Artykuł ukazał się w numerze 8 (III/2003) kwartalnika 2+3D

Projektowanie graficzne

Mechaniczne Anielice

Sabina Antoniszczak, 24 września 2012

Artykuł archiwalny

Bogna Otto-Węgrzyn tworzy kolaże, łącząc własne rysunki z fragmentami starych pocztówek, rycin z encyklopedii, dagerotypów i różnego rodzaju znalezisk i zdobyczy z antykwariatów.

Chociaż opracowuje je w komputerze, a więc za pomocą narzędzia jak najbardziej współczesnego – jej prace mają atmosferę minionej epoki: XIX-wieczne maszyny do pisania, twarze aktorek z lat trzydziestych, telewizory z lat pięćdziesiątych, raster lub kolorystyka typowe dla dawnych technik drukarskich… Autorka mówi, że z rysowników najbliższy jej jest Lenica. Ale u Bogny Otto-Węgrzyn to kobiety, a nie dżentelmeni z wąsikiem są głównymi postaciami. Zajmują w jej twórczości więcej miejsca od mężczyzn… także dosłownie. Mimo swoich gabarytów, kobiety w jej kolażach nie są jednak tłustymi potworami, jak u Dudy-Gracza. Proporcjami przypominają raczej paleolityczne figurki kobiece (jak słynna Wenus z Willendorfu): drobne ręce, „nadmuchany” tułów z wielkimi piersiami, biodrami i udami zwężającymi się w kierunku małych stópek. Trudno ustalić czemu miały służyć te prehistoryczne rzeźby – badacze doszli do wniosku, że ówczesne kobiety jednak raczej tak nie wyglądały i najczęściej zakładają, że figurki te, ze względu na „wyolbrzymienie cech płciowych”, były w jakiś sposób związane z kultem płodności (w jaki konkretnie, tego już nie potrafią powiedzieć), ale „nie jest to pewne” i „trudno je jednoznacznie zinterpretować”.

Na podobne problemy napotykają badacze twórczości Bogny Otto-Węgrzyn. Po pierwszym szoku spowodowanym odkryciem, że wbrew pozorom autorka wcale tak nie wygląda – więc jej prace nie są realistycznymi autoportretami – kwitują tę twórczość stwierdzeniem: „Autorka jest drobną, szczupłą osobą, która rysuje wielkie, grube kobiety”. I rezygnują z dalszych badań, bo „trudno te prace jednoznacznie zinterpretować”.

A może prehistoryczne figurki przedstawiają kobiety takimi, jakimi widzieli je wtedy mężczyźni? Może rzeźbili swoją fascynację kobietą, wyolbrzymiając to, co ich frapowało czy może przerażało? A może te „wenus” to ówczesny ideał piękności? Niezależnie od interpretacji, mimo niekształtności tych rzeźb jest w nich jakieś piękno i – paradoksalnie – lekkość.

Podobnie jest z kobietami w pracach Bogny Otto-Węgrzyn: grube kobiety z jej kolaży mają wiele wdzięku, zgrabnie i bez wysiłku unoszą swoje wielkie ciała na zwinnych stópkach, z łatwością balansują na cienkiej linie, jak ogromne anielice lekko szybują w powietrzu, czasem w górę unoszą je skrzydła, czasem miniaturowi mężczyźni. Ciężkie i toporne są tylko „kobiety walczące”: kobiety-maszyny bojowe, wściekłe kobiety-czołgi, sunące do ataku na gąsienicach. Te już nie są tak piękne: wściekła baba – brzydka baba, zamiast piersi ostro zakończone wyciskacze do cytryn, przerażająca maszyna, tratuje wszystko na swojej drodze…

Choć z niektórych prac można odczytać parodię męskich wyobrażeń o kobiecie, nie jest to sztuka feministyczna – nie ma tu kobiet biednych, gnębionych, częściej to mężczyzna jest słabszą, podporządkowaną stroną – nawet jeżeli jest większy od kobiety (co rzadko się zdarza), to ona nim kieruje, np. wyłaniając się z jego głowy jak z luku czołgu. Natomiast często pojawiają się przerysowane sytuacje, stereotypy dotyczące obu płci, czy raczej relacji pomiędzy mężczyzną a kobietą, opowiedziane za pomocą surrealistycznych środków, zabawnych skojarzeń. Ale autorki nie interesuje typowe „myślenie anegdotyczne”, twierdzi, że woli inny rodzaj anegdoty, bardziej surrealistycznej, powstającej poprzez zestawienie elementów zupełnie do siebie nie pasujących, rodzaj abstrakcyjnego, prowokacyjnego humoru – jak np. człowiek w czapce Napoleona, podpisany: „Tadeusz Kościuszko”. Wiele jej prac powstaje jakby poprzez naiwnie skrupulatne zilustrowanie stereotypu, ale dzięki temu nabierają nowych znaczeń. Autorka mówi, że podobny mechanizm fascynuje ją w twórczości ludzi psychicznie chorych – próbują coś wiernie przedstawić, a wychodzi im coś innego, o głębszym znaczeniu.

Bogna Otto-Węgrzyn zaczęła tworzyć kolaże, jeszcze zanim komputery stały się powszechnie stosowanym narzędziem pracy – kiedy nie tylko komputer, ale i dobry klej był rzadkością, więc większość tych wczesnych prac nie przetrwała, po prostu się rozpadły. Wyklejane kolaże miały też tę wadę, że zużywało się element wyjściowy, a w komputerze ten sam element graficzny można zastosować wiele razy, na różne sposoby i w różnym kontekście. Właśnie to zmienianie kontekstu jest w jej pracach najciekawsze – zmienianie kontekstu tego określonego fragmentu, ale też samych prac – oglądane osobno pozostawiają dużą wolność interpretacji, łączone w cykle lub odczytywane w kontekście artykułu, który ilustrują – nabierają nowych, konkretnych treści. Te same elementy zestawiane ze sobą w różnych konfiguracjach i w różnej skali nabierają odmiennych, nowych znaczeń: miniaturowy ksiądz z siatką na motyle ugania się za beztrosko fruwającymi nad nim wielkimi, skrzydlatymi kobietami (anielicami?). Podobna siatka w rękach gigantycznej kobiety, w zalotnej pozie, wabiącej malutkiego mężczyznę o skrzydłach ćmy, znaczy już zupełnie co innego. Z kolei poszczególne prace interpretujemy inaczej, kiedy autorka łączy je w cykle, jak np. nagrodzony na Satyrykonie 2002 zestaw Wojna i pokój.

Bogna materiały do swoich kolaży zdobywa różnymi sposobami – kupuje w antykwariatach (np. zdjęcia przedwojennych aktorów), znajduje – tak jak np. piękny stary dagerotyp, który służył jako usztywnienie obrazka, odkryty przy wymianie oprawy. Zaskakuje sprawnością w wykorzystywaniu możliwości programów graficznych – okazuje się, że wiele fragmentów jej prac, które wyglądają na zapożyczone ze starych grafik, czy trudnych do „podrobienia” zdjęć, stworzyła sama za pomocą komputera. Często są to właśnie te elementy, które nadają danej pracy nastrój minionej epoki. Widać, przydaje się na coś doświadczenie z pracy – na co dzień Bogna Otto-Węgrzyn pracuje jako dyrektor artystyczny i osoba odpowiedzialna za skład miesięcznika o sprzęcie hi-fi. Być może ma to też wpływ na widoczne w jej pracach zamiłowanie do „różnych skomplikowanych urządzeń”, które płynnie łączy z motywami organicznymi. Jej kolaże są również formą artystycznego odreagowania zajęcia pozostawiającego mniej wolności twórczej.

Jednak nie tworzy tylko „do szuflady” – wysyła prace na konkursy (nagrody na Satyrykonie i Krakowskim Festiwalu Plakatu), przez ponad rok jej prace co tydzień ukazywały się w „Przekroju” jako ilustracje w dziale dotyczącym telewizji. Czasem rysowała do konkretnego tekstu, najczęściej jednak dobierano je spośród wieloznacznych prac zostawionych w redakcji „na zapas”, a pomyślanych tak, że mogły nabierać różnych znaczeń w zależności od tekstu, do którego je dopasowano.

Podobno dobra ilustracja prasowa nie jest jedynie graficznym powtórzeniem czy odzwierciedleniem treści artykułu – powinna być raczej jego uzupełnieniem, czymś, co nie tylko ułatwia zrozumienie tekstu, ale też wnosi do niego nowe treści lub refleksje. W ilustracjach Bogny Otto-Węgrzyn ta relacja jest obustronna – również jej prace zyskują nowe treści w zestawieniu z artykułem, który ilustrują.

Bogna tworzy kolaże na wielu poziomach: łączy różne elementy graficzne w konkretne kształty i obiekty, z których poprzez odpowiednie zestawianie powstają poszczególne prace, a te – w powiązaniu z tekstem – tworzą np. plakaty czy ilustracje prasowe, lub – zestawiane ze sobą – łączą się w cykle. Na każdym etapie ich znaczenie się zmienia, precyzuje, ale i tak zawsze pozostaje duża wolność interpretacji: ostatni etap układanki należy do oglądającego.

Szukaj nas na Facebooku

Szukaj