Artykuł

Artykuł ukazał się w numerze 2 (I/2002) kwartalnika 2+3D

Projektowanie graficzne

Na fali Carsona

19 lutego 2010
Strona: 1 | 2 | 3

Ilekroć zaczynam czytać artykuł o Davidzie Carsonie lub recenzję jednej z jego książek, zastanawiam się, czy i tym razem powtórzy się znany mi scenariusz: narzekanie, wołanie o pomstę do nieba i, że żadne to projektowanie, że chaos, nieczytelne etc., ale gdzieś w ostatnim akapicie niewinnie: „tak czy owak, warto zobaczyć, polecam”, „interesujące, a przynajmniej stymulujące”.

Cóż, mowa o jednym z najbardziej kontrowersyjnych projektantów ostatniej dekady 20. wieku. Mimo że na świecie gwiazda Carsona nieco już przybladła, u nas jego nazwisko ciągle jeszcze znane jest jedynie niewielkiej grupce ludzi związanych z projektowaniem graficznym lub przypadkowym nabywcom którejś z jego książek. A w książkach tych zobaczyć można jak niekon­wen­­cjonalne jest podejście Carsona do projektowania. Zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, że jego prace powstawały na początku lat osiemdziesiątych, kiedy to projektowanie graficzne w Ameryce, podążając śladami Bauhasu i szwajcarskiej szkoły projektowania, ciągle jeszcze koncentrowało się na komunikacji. Nic dziwnego, że David Carson uchodzi za najbardziej wywrotowego i zarazem najbardziej interesującego projektanta swojej generacji, za synonim awangardy projektowania początku lat dziewięćdziesiątych. Zgodnie z przyczynowo-skutkową teorią dziejów, Carson znalazł się wśród grafików postawionych nagle przed faktem opanowania rynku przez komputer. I przypadkiem pomógł zdefiniować nowe projektowanie ery digitalnej. Przypadkiem i nie przypadkiem… Przypadkiem, bo kończąc w 1977 roku studia socjologiczne w San Diego State University sam pewnie nie podejrzewał, że jego życie i kariera potoczą się torem typowym raczej dla gwiazdy rocka. Że to dzięki projektowaniu zjeździ prawie cały świat, zatrzymując się w luksusowych hotelach, podróżując limuzynami, występując przed zapełnionymi po brzegi widowniami i rozdając autografy rzeszom fanów. Nie przypadkiem, bo jak twierdzi wielu i co przyznają nawet jego krytycy, jeśli nawet David Carson nie jest mistrzem typografii, to z pewnością jest człowiekiem wielkiego talentu.

Magazyn „Surfer”, 1992

Magazyn „Surfer”, 1992

Magazyn „Surfer”, 1992

Pierwszy raz widziałam Davida Carsona w roku 1996 na konferencji ATypeI (Association Typographique Internationale) w Hadze. Czekaliśmy na jego prezentację w ogromnym audytorium. Publiczność złożona z typografów, projektantów oraz studentów i fanów projektowania, była wyraźnie poruszona. Carson miał być głównym mówcą konferencji. Przygotowania do prezentacji przeciągały się nieco, ekipa techniczna krzątała się przy konsolecie, sprawdzano dźwięk. Powiedziano nam, że Carson właśnie przyleciał. Prawie nic o nim wtedy nie wiedziałam. Jasne jednak było, że reszta zgromadzenia oczekiwała wejścia na salę gwiazdy projektowania pierwszej wielkości. Głośna muzyka dosłownie wtłoczyła nas w fotele. Przez ekran przelatywały kolorowe obrazy, filmy reklamowe, dziwaczna typografia, zdjęcia. Moja minimalna wtedy znajomość angielskiego powodowała, że niewiele rozumiałam z tego, o czym była mowa, ale przyznaję, że byłam pod wrażeniem. Pod dużym wrażeniem. Mimo że później w kuluarach niektórzy krytykowali prezentację, ja ujrzałam projektowanie graficzne, jakiego nigdy nie było mi dane oglądać w kraju. Zwłaszcza projektowania tego formatu. Czy to zresztą było projektowanie? Kuluarowi krytycy zdawali się mieć wątpliwości. Sam mówca okazał się gościem na luzie (ach, ta Kalifornia!), mówiącym z dużym poczuciem humoru o swojej pracy i o projektowaniu graficznym w ogóle, tak że widownia ciągle wybuchała śmiechem.

Taki właśnie Carson utkwił mi w pamięci. Widziałam go potem raz jeszcze, na podobnej konferencji w Bostonie, ale widownia amerykańska reagowała chłodniej niż europejska, a może po prostu sława Carsona zaczynała już przebrzmiewać?

Początek jego zmagań z dorosłym życiem (urodził się w roku 1957) zupełnie nie zapowiadał oszałamiającego sukcesu. W latach 1979–1987 David Carson uczył socjologii, psychologii, ekonomii i historii w szkołach średnich w Grants Pass (Oregon) i w Del Mar (Kalifornia). Według notki biograficznej w Typography F. Friedla, N. Otta i B. Steina jeszcze wcześniej, bo w 1970 roku, Carson, jak na młodego człowieka z Zachodniego Wybrzeża przystało, zajmował się profesjonalnie surfingiem. Ten fakt będzie mu często wypominany w gorących dyskusjach na temat jego talentu – czy jak chcieli inni – szarlatanerii lub wręcz ignorancji. Jaki on tam projektant? Surfer i tyle! Prawdą jest, że oprócz wzmianki o trzytygodniowym kursie projektowania w Rapperswil, w Szwajcarii w 1983 roku nigdzie nie ma mowy o pogłębionych studiach projektowych Carsona. On sam potwierdza to przy każdej okazji, chętnie wyrażając opinię, że kluczem do sukcesu w projektowaniu jest intuicja (motto jego książki 2nd Sight: Grafik Design After the End of Print). Brakiem formalnego treningu zawodowego Carsona najwyraźniej nie przejmował się wydawca „Transworld Skateboarding”, który w roku 1983 zaproponował mu pracę nad redakcją graficzną magazynu. Od razu jasne było, że jego podejście do layoutu musi być inne niż podejście zawodowca. Niekonwencjonalne. Od początku unikał siatki i logicznych modułów typograficznych. Interesowały go możliwości ekspresyjne tematu. Pracował nad każdą stroną i rozkładówką z osobna. Odrzucił typowe wyobrażenia o hierarchii wizualnej, obrazowości, składni typograficznej.

Po doświadczeniach „Transworld Skateboarding” (1983–1987) projektuje magazyn „Musician” (1988), potem pismo „Beach Culture” (1989–1991), którego 6 numerów sprawiło mu, jak wyznaje, większą satysfakcję niż niektóre wydania późniejszego słynnego „Ray Gun”. W latach 1991–1992 zmienia szatę graficzną ukazującego się od ponad 30 lat magazynu „Surfer”.

„Beach Culture”, 1990

„Beach Culture”, 1990

„Beach Culture”, 1990

„Surfer”, 1992

„Surfer”, 1992

„Surfer”, 1992

Od 1992 do 1995 jest szefem graficznym alternatywnego magazynu muzycznego „Ray Gun”. „Ray Gun” stał się pismem-ikoną. Synonimem nowego projektowania. Niefrasobliwe posługiwanie się przez Carsona elementami graficznymi, a zwłaszcza literą, zapoczątkowało oryginalny styl powtarzany później przez młodych projektantów z całego świata. Eksperymenty typograficzne z „Beach Culture” w „Ray Gun” stały się standardem. Pojawiły się szpalty tekstu na całą szerokość strony, nieregularne łamy, interlinie i kerning (światła między literami), przedziwna justyfikacja, sąsiadujące szpalty bez dzielących je świateł. Ogromne numery stron przy tekstach złożonych minimalną punktacją, białe litery na tle czarnych, na granicy czytelności. Krótko mówiąc, typograficzny koniec świata albo koniec starego typograficznego świata.

„Ray Gun”, 1993

„Ray Gun”, 1993

„Ray Gun”, 1993

„Ray Gun”, 1994

„Ray Gun”, 1994

„Ray Gun”, 1994

„Ray Gun”, 1994

„Ray Gun”, 1994

„Ray Gun”, 1994

„Beach Culture”, 1991

„Beach Culture”, 1991

„Beach Culture”, 1991

„Ray Gun”, 1993

„Beach Culture”, 1993

„Ray Gun”, 1993

Strona: 1 | 2 | 3

Redakcja dziękuje Davidowi Carsonowi za zgodę na reprodukowanie jego prac.

Komentarze

  • Przemek Dębowski
    28 czerwca 2010
    zgłoś do moderacji
    Ech, pierwszy artykuł z "2+3D", jaki przeczytałem kiedykolwiek. Łza się w oku kręci.

Szukaj nas na Facebooku

Szukaj