Artykuł

Artykuł ukazał się w numerze 2 (I/2002) kwartalnika 2+3D

Projektowanie graficzne

Na fali Carsona

19 lutego 2010
Strona: 1 | 2 | 3

I jeszcze dwa słowa o fotografiach. Swoiste podejście Carsona do fotografii przysporzyło mu uznania i wielu nagród również w tej dziedzinie. W książce Fotografiks autorstwa Davida Carsona i Philipa Meggsa (teksty) nie znajdziemy wielu eksperymentów typograficznych. Na większości stron oglądamy fotografie świata widzianego okiem projektanta zafascynowanego abstrakcyjnym obrazem, kolorem, symbolami, literą. Carson jako pierwszy użył na tak szeroką skalę fotografii do dokumentowania świata z perspektywy projektanta grafika, choć jak sam twierdzi, Fotografiks nie jest dokumentacją podroży. Mówi o odkrywaniu miejsc, które odwiedzamy i definiujemy w kontekście własnych doświadczeń. Najnowszy drukowany projekt Carsona, zapowiadany na czerwiec album Trek, będzie jak Fotografiks kolekcją zdjęć ukazujących źródła inspiracji autora.

Okładka albumu fotografii Alberta Watsona, 1994

Okładka albumu fotografii Alberta Watsona, 1994

Okładka albumu fotografii Alberta Watsona, 1994

Dziwaczne zabiegi stosowane przez Carsona zakłóciły spokój wielu wytrawnym projektantom, których pozycja nagle została zachwiana. Jego poczynania potraktowano jako zamach na sprawdzone standardy. W dodatku poszło za nim wielu młodych twórców, gotowych zerwać z tradycją na rzecz nowej estetyki. I tak, niegdysiejszy surfer z Kalifornii został guru projektowania. Bardzo amerykański scenariusz. Tak już jest w kulturze, że nowe wypiera stare. Tym razem jednak przemiana była szybsza niż kiedykolwiek. Prawie błyskawiczna. Przyczynił się do niej komputer i radykalna zmiana postrzegania. Jak na ironię, David Carson uchodzi za jednego z prekursorów projektowania komputerowego, choć w  rzeczywistości dopiero „Ray Gun” był w całości przygotowywany do naświetlania z komputera. Wcześniej Carson przygotowywał na nim tylko poszczególne elementy kompozycji, które fotografował w całości i dopiero wtedy naświetlał. Nie da się jednak zaprzeczyć, że bez komputera przeprowadzenie wielu eksperymentów typograficznych Carsona byłoby niemożliwe.

W zachodniej kulturze projektowanie to komunikacja. Czytelność, funkcjonalność stawiane są na pierwszym miejscu. Przeczą temu prace Carsona, projektanta-artysty czy może artysty-projektanta. Jak zwykle, kiedy dzieje się coś odbiegającego od rutyny, odzywają się głosy krytyków. Padają takie określenia, jak: degeneracja kultury, kult brzydoty. A po kilku latach to, co zdawało się być rewolucyjne, staje się zwyczajne. Dziś nie mówi się już o Carsonie: mistrz chaosu. Albo „król NIEkomunikacji”, jak się o nim zabawnie wyraził weteran projektowania, Amerykanin włoskiego pochodzenia, Massimo Vignelli. Jasne jest, że to między innymi pomysły typograficzne Carsona zmieniły tory dzisiejszego projektowania i komunikacji wizualnej. Ale byli też inni, Carson nie był jedynym eksperymentatorem. Równolegle w Stanach działali: Rudi Vanderlans i Zuzana Licko (pismo „Emigre”), April Greiman, Cranbrook Academy ze swoją teorią dekonstrukcji czy CalArts (California Institute of the Arts). Wszystkich ich traktowano w swoim czasie z rezerwą.

Manifestacyjne odwoływanie się do intuicji estetycznej w projektowaniu nie jest w  amerykańskim dizajnie bardzo typowe. Ten przywilej zarezerwowany jest dla artystów. A projektant w pojęciu wielu artystą nie jest. Gdzie jednak kończy się sztuka, a zaczyna projektowanie? Na to pytanie nie da się odpowiedzieć jednym zdaniem. Jedno jest pewne: kiedy nie potrafimy odczytać informacji, spostrzegamy ją jako czystą formę. Czy to właśnie tu zaczyna się sztuka? Czy naprawdę każda informacja wizualna musi zostać przeanalizowana? Wielokrotnie intuicjapozwala nam pojąć obraz, na którego analizę nie mamy czasu. I niekoniecznie takie podejście musi uchodzić za antyintelektualne. W wypadku prac Carsona ten zarzut padał często. Krytykowano też niezwykłą ekspresyjność projektów, choć autor prac twierdzi, że przez swoją inność i atrakcyjność informacja w nich zawarta szybciej dociera do świadomości odbiorcy. Zwłaszcza gdy prace te wybijają się na tle innych, podobnych do siebie projektów bez wyrazu. Ciekawe jest też, że coraz częściej sam Carson identyfikuje się ze sztuką. Najnowsze prace wystawia w Marlborough Fine Art Gallery w Londynie (wystawa „CD-1. Contemporary Dialogue”) wraz z artystami malarzami i rzeźbiarzami. Projektantka i krytyk projektowania, Teal Triggs, zastanawia się, czy nie jest to aby następny logiczny krok w jego błyskotliwej karierze.

Co do mnie, od momentu obejrzenia pierwszych prac Davida Carsona, zwłaszcza drukowanych, wiedziałam, że ich autor musi być człowiekiem o nieprzeciętnej wrażliwości i nieprzeciętnym wyczuciu formy. Jego „przepięknie nieczytelna typografia”, eklektyczne, wieloźródłowe elementy jego kompozycji, łatwość, z jaką te kompozycje tworzy – wszystko to świadczy o jego wyjątkowości. I jeszcze jedno: jest tytanem pracy. Sceptyków odsyłam na jego stronę internetową: davidcarsondesign.com.

Carson długo balansował na krawędzi akceptacji jak na fali. Ryzykowne to, choć przecież zastępy projektantów grafików patrzyły na te wyczyny z zazdrością. Może pomogła mu surfingowa przeszłość? Zamiłowanie do ryzyka? Niewątpliwie należy on do tej kategorii projektantów, którym sprzyjający zbieg okoliczności przysporzył chwały. Tacy najczęściej nie traktują swej pracy śmiertelnie poważnie. To zaś inspiruje jednych, a innym spędza sen z powiek.

Ważne jest, że zmieniając zależności między literą i obrazem, David Carson przyczynił się do zmiany toru projektowania graficznego. Zmiany w świadomości estetycznej całej generacji projektantów. Niezależnie od tego, czy się to krytykom podoba, czy nie.

„Beach Culture”, 1990

„Beach Culture”, 1990

„Beach Culture”, 1990
Strona: 1 | 2 | 3

Redakcja dziękuje Davidowi Carsonowi za zgodę na reprodukowanie jego prac.

Komentarze

  • Przemek Dębowski
    28 czerwca 2010
    zgłoś do moderacji
    Ech, pierwszy artykuł z "2+3D", jaki przeczytałem kiedykolwiek. Łza się w oku kręci.

Szukaj nas na Facebooku

Szukaj