Ilustracje

Aktualności

Nowa odsłona „Przekroju”

27 grudnia 2016

Starszemu pokoleniu Polaków nie trzeba mówić, co to „Przekrój”, ale młodsi mogą już nie pamiętać. Pierwszy numer tygodnika ukazał się w 1945 roku, a ostatni… no właśnie – tu mamy trudność. Oficjalnie przestał wychodzić w 2009 roku, ale dla krakowian przestał istnieć w 2002 roku, gdy został przeniesiony do Warszawy po zakupie tytułu przez szwajcarski koncern Edipresse Polska. Założony w Krakowie przez Mariana Eilego, którego był pierwszym (legendarnym) redaktorem naczelnym niemal przez ćwierć wieku. Pismo kulturalne, jedyne w swoim rodzaju, krakowskie do szpiku kości. Świetni autorzy, tacy jak: Jan Brzechwa, Stanisław Lem, Barbara Hoff, Artur Sandauer, Leopold Staff, Leopold Tyrmand, Jerzy Waldorff. Pięknie ilustrowane m.in. przez Andrzeja Czeczota, Andrzeja Mleczko, Zbigniewa  Lengrena, Daniela Mroza, Sławomira Mrożka, Wojciecha Plewińskiego, Rolanda Topora. Plejada najlepszych twórców, którzy lekko, dowcipnie, ale i mądrze przybliżali czasem trudne tematy odradzającej się po wojnie inteligencji. To się podobało. W połowie lat 70. nakład wynosił 700 tys. egzemplarzy. W nowych czasach tygodnik nie potrafił wpisać się w potrzeby i konkurencję kapitalistycznego rynku.

W 2013 roku Tomasz Niewiadomski kupił tytułu i w grudniu 2016 roku wznowił pismo jako kwartalnik, pozostawiając charakter dawnego tygodnika. Jest on również redaktorem naczelnym. Pierwszy numer – 148 stron, format 24 × 34, cena 14,90 zł – jest zmiksowany ze starych i nowych tekstów, rysunków oraz fotografii. Przyznam, że czyta się przyjemnie – może przez sentyment, a może dlatego, że na rynku brak takich treści, które byłyby rozrywką nieobrażającą inteligencji przeciętnie wymagającego czytelnika. Pierwszy numer w nakładzie 50 tys. egzemplarzy został wykupiony, ale w styczniu planowany jest dodruk. Choć układ graficzny pozostaje reminiscencją starego „Przekroju”, to rysunki Marka Raczkowskiego, Kariny Piwowarskiej, Gosi Herby czy Mieczysława Wasilewskiego świetnie wpisują się w charakter pisma. Stare teksty pasują jak ulał do współczesności, ale może czasy nie zmieniły się tak bardzo, jak nam się wydawało.

Trzymam kciuki za kwartalnik, szczególnie za rubrykę Zygmunta Borawskiego odpowiedzialnego za architekturę i dizajn. Życzę, żeby udało się znaleźć nowy język, również graficzny, dobrego społeczno-kulturalnego pisma – bo, jak wiadomo, nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.

Herman Fryc


Szukaj nas na Facebooku

Szukaj