Biblioteka projektanta

Ornament i zbrodnia

20 września 2016


Adolf Loos
Ornament i zbrodnia. Eseje wybrane

BWA Tarnów, Fundacja Centrum Architektury, Warszawa 2013, przełożyły Agnieszka, Stępnikowska‑Berns i Bogumiła Nowik, projekt graficzny Kuba Sowiński, 24,5 × 16 cm, 272 strony, oprawa miękka, cena 49 zł, ISBN 979‑83‑935 538‑9‑1, 978‑83‑934 574‑7‑2

Jeśli jesteś projektantem i nie czytałeś książki Loosa, a jest duże prawdopodobieństwo, że tak właśnie jest, to masz wreszcie szansę do niej zerknąć. Ukazało się polskie wydanie zbioru jego 30 esejów z lat 1897–1927. Polski czytelnik zna Loosa z cytatów historyków sztuki omawiających korzenie modernizmu. To mało – książka jest dalece bogatsza niż kilka przytaczanych fragmentów. Nie ogranicza się, jakby sugerował tytuł, do manifestowania niechęci do ornamentu. Autor omawia m.in. powiązania sztuki i rzemiosła, zagadnienia stylu oraz związków estetyki i etyki. Rozważa te kwestie, mając na uwadze zmiany, które później wyznaczyły kształt sztuk użytkowych w XX wieku. Jego wizje ziściły się i być może dlatego pozycję tę czyta się dziś inaczej, na nowo, przez pryzmat tego, co już wiemy o modernizmie, o tym co modernizm przyniósł dobrego, ale i tego, za co był krytykowany. Książkę czyta się z zainteresowaniem, a sprzyja temu nie tylko felietonowy język, ale i to, że przemyślenia autora wynikają z własnych doświadczeń praktycznych. Sam będąc architektem, musiał przekonywać zleceniodawców do swoich, jak na ówczesne czasy, kontrowersyjnych propozycji. Tak się rzecz miała z budynkiem firmy Goldman & Salatsch w Wiedniu. W 1909 roku Loos wygrał konkurs na projekt tego prestiżowego obiektu leżącego naprzeciw rezydencji cesarsko‑królewskiej. W czasie budowy w roku 1910 rozgorzała burzliwa dyskusja na łamach pism, gdyż dziennikarze zauważyli, że fasada będzie pozbawiona dekoracji. W trybie natychmiastowym władze wstrzymały budowę. Loos zorganizował publiczny wykład, chcąc przekonać zwykłych obywateli do swojej koncepcji. To wystąpienie znajdziemy w publikacji Mój dom przy Michalerplatz z roku 1911. Jego argumenty okazały się na tyle przekonujące, że spotkały się z entuzjastycznym przyjęciem słuchaczy, a projekt zyskał publiczny poklask. Roczna kampania prowadzona przez Loosa na rzecz ukończenia budowy powiodła się, a dodatkowo dała autorowi międzynarodowy rozgłos. Nie dziwi ten sukces. Racjonalne argumenty przyświecały bowiem każdej, najdrobniejszej nawet decyzji projektowej. W zbiorze obok tekstów dotyczących architektury znajdziemy artykuły odnoszące się do architektury wnętrz, sztuki użytkowej, rzemiosła czy recenzje z wystaw. Ukazywały się one nie tylko w periodykach – jakbyśmy dzisiaj powiedzieli – branżowych, ale i gazetach codziennych, a nawet na łamach magazynów kobiecych. Loos wypowiadał swoje bezkompromisowe opinie i ryzykowne sądy bez względu na to, czy czytelnik był awangardowym artystą, czy konserwatywnym mieszczuchem. Mimo że teksty często dotyczyły konkretnych tematów, to stawały się one pretekstem do spostrzeżeń natury ogólnej. „Pod pojęciem piękna rozumiem najwyższą doskonałość. Jest więc całkowicie wykluczone, aby coś niepraktycznego mogło być piękne. Pierwszym zasadniczym warunkiem dla przedmiotu, który aspiruje do miana »piękna«, jest to, aby piękno nie naruszało jego użyteczności. Sama praktyczność przedmiotu nie wystarcza. Do tego potrzeba więcej” – pisze Adolf Loos w 1989 roku w eseju Siedziska. Publikacje musiały wywoływać oburzenie, ale i wzbudzały zainteresowanie na tyle duże, że ukazywały się regularnie Najciekawsze są eseje dotykające sedna rzeczy – że architektura jest nośnikiem komunikatu, że w projektowaniu najważniejsze są potrzeby użytkowników, że materiał musi być użyty zgodnie ze swoja naturą. Wiele innych tez także zabrzmi znajomo. W Zbyteczni z 1908 roku Loos pisze: „Zapewne, wytwory kultury naszych czasów nie mają związku ze sztuką. Barbarzyńskie czasy, w których dzieła sztuki były mieszane z przedmiotami codziennego użytku, minęły bezpowrotnie. Sztuce wyszło to na dobre. XIX wiekowi zostanie kiedyś poświęcony ważny rozdział w historii ludzkości: jako epoce, która zasłużyła się wprowadzeniu jasnego podziału miedzy sztuką a rzemiosłem”. Inne „rodzynki” pozostawiam czytelnikom do samodzielnego wyszukania i smakowania.

Czesława Frejlich

Szukaj nas na Facebooku

Szukaj