O autorze

Grzegorz Sowula

Z wykształcenia grafik i projektant książkowy. Edytor, tłumacz, publicysta.

Artykuł

Artykuł ukazał się w numerze 16 (III/2005) kwartalnika 2+3D

Edytorstwo

Penguin

Grzegorz Sowula, 7 sierpnia 2010

Mówi się, że najbardziej znanym na świecie znakiem firmowym jest symbol Coca-Coli. W tej chwili na drugą pozycję wyszła zapewne Nokia, łącząca nawet niepiśmiennych. Za mych szkolnych lat miejsce to zajmował i mocno trzymał czarno-biały nielot w pomarańczowej aureoli – Penguin. W tym roku „stuka” mu siedemdziesiątka
(artykuł był pisany w roku 2005 przyp. red.).

Sezon obchodów już się zaczął: w Bristolu, mieście urodzin Allena Lane’a, twórcy pingwinowego imperium, zorganizowano w maju trzydniowy festiwal. Również w maju trafiło na rynek 70 specjalnie wybranych tytułów z przebogatego katalogu, które tworzą unikalną serię Pocket Penguins. Mają ceny jak w latach 60. i okładki z roku 2005. W londyńskim Victoria & Albert Museum otwarto pokaz historii firmy w okładkach, czyli „Penguin by design – A cover story 1935–2005” (czynny do 13 listopada). Faktyczne urodziny przypadają na 30 lipca; w tym dniu w 1935 roku Allen Lane wprowadził do księgarń pierwszych dziesięć książek w charakterystycznych okładkach i w poręcznym formacie. Pierwszy Penguin wpadł mi w ręce… No właśnie, czas i okoliczności umknęły z pamięci. Przypominam sobie jedynie, że odebrałem kiedyś paczkę z kilkoma tomami jednakiej wielkości, choć zdecydowanie różniących się szatą graficzną, papierem, rodzajem użytego pisma, układem typograficznym, nawet zapachem. Tematyka wskazuje, że musiałem być wówczas w szkole średniej: słownik angielski, Szekspir, amerykańska powieść, analiza językowa. Nie zauważyłem nawet, że na półce stanęły obok siebie różne „ptaszki”: kieszonkowy słownik Merriama-Webstera firmował Bantam (z karłowatym kogucikiem tej rasy w logo). Szekspir i Ellison byli z hodowli Penguina, praca o języku to z kolei Pelican. Sygnety na grzbiecie były mniej charakterystyczne niż „odwrotny”, z góry na dół, zapis nazwiska autora i tytułu – wówczas przełamywało to dominujący rytm polskich książek.

Miałem ich później wiele – Albatrossów, Penguinów, Bantamów, Pelicanów, Puffinów (maskonury), Peregrinów (sokoły) i Bóg wie jakiego jeszcze ptactwa; nawet nasze rodzime Kolibry się między nimi zaplątały. W antykwariatach i na pchlich targach nietrudno było o kieszonkowe paperbacki – kosztowały grosze. Nie miałem ambicji kolekcjonerskich, kupowałem tylko te, które były mi potrzebne. Teraz cynicznie mogę powiedzieć, że szkoda, bo wczesne tytuły – te z okładkami Tschicholda, Schmollera, a nawet przedwojenne edycje Penguin Specials z przypominającą plakat typografią czy rzadkie Illustrated Classics zdobione drzeworytami – wciąż były wtedy dostępne. Dziś sumy uzyskiwane za nie na aukcjach wielokrotnie przewyższają ceny, jakie wtedy mogłem wytargować. Ale kto przypuszczał…

Rzeczywiście, nikt chyba nie wróżył Lane’owi takiego sukcesu. Pomysł kieszonkowców nie był oryginalny – w 1932 Hans Mardersteig, włosko-niemiecki projektant i twórca Officiny Bodoni, przygotował projekt wspomnianego Albatrossa: wygodny rozmiar, łatwo rozpoznawalna typografia, kolory okładki podpowiadające literacki gatunek. Allen Lane sięgnął po sprawdzony model, nie miał jednak zamiaru ślepo powtarzać wzoru. Był już w tym czasie wydawcą z wieloletnim doświadczeniem, choć bez formalnej edukacji – w 1919 rzucił szkołę i związał się z oficyną Bodley Head. Był jej generalnym dyrektorem, gdy w 1935 roku wysłał do londyńskiego zoo swego podwładnego, Edwarda Younga, by ten naszkicował pingwiny… i wrócił z plikiem szkiców, z którego wybrano jeden.

1935, proj. Edward Young

1935, proj. Edward Young

1935, proj. Edward Young

Lane wychodził z założenia, że „każdy sięgnie po to, co najlepsze, jeśli tylko będzie go na to stać”. Wartościowa literatura za przystępną cenę i w interesującej oprawie – nic nowego, ale Lane’owi jako pierwszemu udało się znaleźć idealne proporcje. Do dziesiątki inicjującej edycję wybrał znanych współczesnych autorów, m.in. André Maurois, Ernesta Hemingwaya, Agathę Christie, Comptona Mackenzie. Cenę ustalono na sześć pensów; tyle kosztowała wówczas paczka 10 papierosów. Obliczył, że aby zarobić przy tak niskiej cenie, musi sprzedać minimum 17 tysięcy egzemplarzy każdego tytułu. Wydrukował po 20 tysięcy – i w ciągu czterech dni sprzedał trzy czwarte całego nakładu. Jak podaje Jeremy Lewis, autor najnowszej biografii Allena Lane’a pt. Penguin Special, milion egzemplarzy sprzedano już po czterech miesiącach, w ciągu roku – trzy miliony. Według skrupulatnych statystyków, w 1936 roku poręczne tomiki kupowano co dziesięć sekund. Penguin szybko stał się synonimem wartości i najwyższych standardów, instytucją znaną w świecie równie szeroko co BBC. Terry Waite, angielski duchowny porwany w Bejrucie i przetrzymywany niemal pięć lat w odosobnieniu, nie mówiącemu po angielsku strażnikowi narysował pingwina – i dostał... drugi tom Braci Karamazow w kieszonkowej edycji.

proj. Edward Young

proj. Edward Young

proj. Edward Young

Lane trafnie przewidział, że czytelnikowi musi odpowiadać format i oprawa graficzna. Wybrał format  7 1/8 × 4 3/8 cala (181 × 111 mm), stosowany przez wydawców paperbacków do dziś; po wojnie wprowadzono dodatkowo nieco większy format. Wspomniany Edward Young był autorem projektu graficznego okładki: trzy poziome pasy, dolny i górny w kolorze przypisanym gatunkowi (pomarańczowy – beletrystyka, zielony – powieści kryminalne, niebieski – biografie, wiśniowy – literatura podróżnicza, czerwony – sztuki teatralne), co ułatwiało czytelnikom wyszukiwanie tytułów. Szerszy biały pas pośrodku zawierał złożone bezszeryfowym krojem Gill Sans podstawowe infor­macje: nazwisko autora, tytuł, podtytuł, czasem – rzadko – ilustrację. Górny pas zdobił kartusz z hasłem Penguin Books, dolny – jednooki pingwin z przechyloną na bok głową. Projekt uderzał świeżością i oryginalnością, przykuwał uwagę, był czytelny – konkurująca wówczas z Penguin Books wartościowa seria Everyman’s Library nie potrafiła odejść od dekoracyjności w stylu Williama Morrisa.

Nowatorskie opracowanie graficzne walnie przyczyniło się do sukcesu. Sam Lane preferował rozwiązania czysto typograficzne, z oporem przystawał na ilustracje na okładkach, umiał jednak wysłuchać racji innych, stąd zgoda na „wysmakowane drzeworyty”. Wymagał konsekwencji i perfekcji. Tuż po wojnie zabrał się do ujednolicenia typografii Penguin Books – wychodziło już kilkanaście serii, od literatury klasycznej po architekturę, pojawiły się także dwa nowe znaki: Puffin (dla dzieci) i Pelican (tytuły popularnonaukowe), skład pozostawiał więc wiele do życzenia. Zaproszony do współpracy Jan Tschichold potrzebował dwóch lat (1947–1949), by „pingwiny” znowu nabrały szlachetnego wdzięku. Jego słynne „Zasady składu” (Penguin composition rules) doczekały się już kilkunastu wersji, dostosowywanych do zmian i mód. Ich podstawy obowiązują jednak do dziś; kto wie, czy nie powinni się z nimi zapoznać polscy wydawcy…

szkice i przykład uporządkowanego przez Jana Tschicholda layoutu

szkice i przykład uporządkowanego przez Jana Tschicholda layoutu

szkice i przykład uporządkowanego przez Jana Tschicholda layoutu

seria dzieł zebranych Shakespeare'a proj. Jan Tschichold

seria dzieł zebranych Shakespeare'a proj. Jan Tschichold

seria dzieł zebranych Shakespeare'a proj. Jan Tschichold

Tschichold poprawił oryginalny grid, wprowadził lekkie spacjowanie składanych wersalikami tytułów i nazwisk, przerysował nielota. Jako swego następcę polecił Hansa Schmollera, fantastycznie zdolnego projektanta, pod którego rządami Penguin Books stały się typograficznym wzorcem. Schmoller wprowadził również pierwszą radykalną zmianę układu okładki: pasy biegły pionowo, boczne stały się wąską kolorową ramą dla środkowego, na którym zaczynali szaleć ilustratorzy.

1960, proj. Hans Schmoller, il. Stephen Russ

1960, proj. Hans Schmoller, il. Stephen Russ

1960, proj. Hans Schmoller, il. Stephen Russ

Mówię o „szaleństwie” nie bez podstaw. Popularność kina i telewizji sprawiła, że na okładkach „pingwinów” pojawiły się postacie i sceny znane z ekranów, a poza tym zbliżały się słynne swinging sixties. To okres nieprawdopodobnego rozpasania grafiki – można wręcz zażartować, że nielot poszybował wysoko. W styczniu 1961 w firmie pojawił się Germano Facetti, młody włoski projektant, który błyskawicznie podjął decyzję opracowania nowego, uniwersalnego gridu. Było to już niezbędne – jak pisze Phil Baines, autor katalogu do wystawy w V&A, w Penguin Books ukazywało się 70 tytułów miesięcznie, każdy wymagał nowej okładki, a stary układ nie pasował już do nowych czasów. Facetti wykorzystał projekt Romka Marbera, który powrócił do układu horyzontalnego, zrezygnował jednak z symetrycznych pasów, wprowadził kolorowe aple, fotografie i graficzne kolaże. Pozwalały na to nowe techniki – to lata rozpowszechnienia się fotoskładu i offsetu.

okładki pod kierownictwem artystycznym Germano Facetti'ego

okładki pod kierownictwem artystycznym Germano Facetti'ego

okładki pod kierownictwem artystycznym Germano Facetti'ego

proj. Romek Marber, seria z pelikanem

proj. Romek Marber, seria z pelikanem

proj. Romek Marber, seria z pelikanem

Układ Marbera sprawdzał się doskonale tak w serii prozy, jak w poważniejszych tytułach z sygnetem Pelicana, a także w dobrze przyjętych tomach serii Penguin Modern Poets. To w nich właśnie „zadebiutowała” pełnokolorowa fotografia, od późnych lat 70. wypierająca skutecznie grafikę. Swinging sixties to również czas Alana Aldridge’a. Młody, zdolny i narwany, „jego okładki oddawały ducha książki, nie wydawnictwa”, pisze Baines. Grid traktowany był umownie, pingwinek to rósł, to malał. Na okładkach antykwę bezszeryfową, jak Univers, Helvetica Grotesk 215/216 – zastępowały coraz częściej pisanki, ksenotypy, pisma gotyckie, modernistyczne antykwy. Okładka zaczęła pełnić rolę plakatu.

seria kryminalna, il. Alan Aldridge

seria kryminalna, il. Alan Aldridge

seria kryminalna, il. Alan Aldridge

projekt i typografia Alan Aldridge, 1966

projekt i typografia Alan Aldridge, 1966

projekt i typografia Alan Aldridge, 1966

Lane, coraz bardziej niezadowolony z utraty wyróżniającej się szaty graficznej, przed swoją śmiercią w 1970 roku, wywalczył dymisję Aldridge’a. Nie zapobiegło to jednak wyraźnemu upadkowi okładkowej grafiki. Pingwinek miotał się od interesujących propozycji, jak edycja dzieł Grahama Greene’a, do kompletnych knotów – okładkę powieści The Far Pavillions zaliczyć można do klasyki kiczu.

proj. Dave Holmes i Peter Goodfellow, 1979

proj. Dave Holmes i Peter Goodfellow, 1979

proj. Dave Holmes i Peter Goodfellow, 1979

Konkurencja nie spała. Penguin Books przestały dominować na rynku paperbacków, agresywny marketing innych wydawców sprawił, że tomy z pingwinkiem przestały wyróżniać się w tłumie. Co pewien czas projektanci przypominają o ich klasycznym rodowodzie, np. seriami Modern Classics z roku 2000 czy Penguin Classics z 2003. Mam jednak nieodparte wrażenie, iż na dzisiejszym bezlitosnym rynku nie ma miejsca na ideały Allena Lane’a.

 

 

Seria Modern Classics, proj. Jamie Keenan, 2000

Seria Modern Classics, proj. Jamie Keenan, 2000

Seria Modern Classics, proj. Jamie Keenan, 2000

seria klasyki, proj. Coralie Bickford-Smith

seria klasyki, proj. Coralie Bickford-Smith

seria klasyki, proj. Coralie Bickford-Smith

seria klasyki, proj. Coralie Bickford-Smith

seria klasyki, proj. Coralie Bickford-Smith

seria klasyki, proj. Coralie Bickford-Smith

seria klasyki, proj. Coralie Bickford-Smith

seria klasyki, proj. Coralie Bickford-Smith

seria klasyki, proj. Coralie Bickford-Smith

Seria Great Ideas (Volume I), proj. David Pearson, 2004

Seria Great Ideas (Volume I), proj. David Pearson, 2004

Seria Great Ideas (Volume I), proj. David Pearson, 2004

Seria Great Ideas (Volume II), proj. David Pearson, 2005

Seria Great Ideas (Volume II), proj. David Pearson, 2005

Seria Great Ideas (Volume II), proj. David Pearson, 2005

Szukaj nas na Facebooku

Szukaj