O autorze

Mieczysław Górowski

(1941–2011)

Absolwent i pracownik Wydziału Form Przemysłowych ASP w Krakowie. Jako profesor wizytujący wykładał także m.in. na wydziale projektowania Universite du Quebec w Montrealu. Jeden z najbardziej znanych polskich twórców plakatów. Laureat wielu nagród krajowych i międzynarodowych.

Artykuł

Artykuł ukazał się w numerze 10 (I/2004) kwartalnika 2+3D

Ilustracje

Plakat

Plakatowa globalizacja?

Mieczysław Górowski, 10 października 2012

Artykuł archiwalny

Andrzej Osęka pisał kiedyś, że plakat pozostał jedyną formą Sztuki (przez wielkie „S”) na zamówienie. Do wieku XIX cała sztuka miała określony, służebny cel i powstawała na konkretne zamówienia władzy, możnych czy Kościoła. Dla Osęki plakat jest projekcją autorską ujętą w ryzy tematu napływającego z zewnątrz, podczas gdy artysta wyzwolony „zamówienia” zaczął składać sam sobie. Plakat lokuje się więc na granicy między sztuką czystą a użytkową.

Rodowód plakatu jest malarski. To malarze przełomu XIX i XX wieku zaczęli robić plakaty, zauważywszy nowe możliwości ekspresji, jakie stwarzał ten gatunek dzięki ekspozycji w otwartych przestrzeniach miejskich. Jednym z ojców plakatu był Henri Toulouse-Lautrec, a w Polsce – Stanisław Wyspiański, Józef Mehoffer, Włodzimierz Tetmajer… Później dołączyli również architekci i scenografowie.

Najlepszy okres polskiego plakatu to lata 50. – dzieło wybitnych artystów, w większości już grafików zorientowanych na twórczość użytkową. Były to lata krystalizacji swoistego, pogłębionego, metaforycznego „myślenia plakatowego”, które przy zachowaniu indywidualnych stylistyk autorów, emanowało z całokształtu ich twórczości. Uznano ją za fenomen w skali światowej i nazwano „polską szkołą plakatu”.

W latach 60. pojawiła się wyjątkowo silna osobowość twórcza – malarz i rysownik Franciszek Starowieyski, obdarzony niezwykłą wyobraźnią, witalnością i biegłością warsztatową. Jego plakaty wywarły wielki wpływ na młodych adeptów tej dyscypliny również uzdolnionych malarsko, i ośmieliły ich do eksponowania w projektach plakatów własnego już ukształtowanego wizerunku twórczego. Potwierdzeniem wartości i atrakcyjności tej orientacji były liczne nagrody i wyróżnienia zdobywane w światowych konkursach w latach 80. i 90. 

Jej ekspansywność tak wyraźnie zaważyła na wizerunku plakatu tworzonego w Polsce, że właśnie ten kierunek zaczął być na świecie najsilniej kojarzony z tzw. plakatem polskim. Pole działalności przedstawicieli tego nurtu – plakat filmowy, teatralny i wystawowy – ograniczyło się obecnie wyłącznie do ostatnich dwóch rodzajów. Konstatacja ta jest bardzo ważna dla niniejszego artykułu.

Dalsze pokolenia plakacistów to w większości uczniowie wielkich mistrzów z ich pracowni na wydziałach grafiki uczelni plastycznych, ale również absolwenci wydziałów dizajnu wyspecjalizowani w komunikacji wizualnej. Ci ostatni wywarli i wywierają bardzo korzystny wpływ na twórczość plakatową. Racjonalne metody kształcenia i wynikająca z nich logika i dyscyplina myślenia oraz realizacji technicznej przejawiają się we wszelkich projektach z zakresu informacji wizualnej. Sprzyja temu również pojawienie się nowych narzędzi realizacyjnych. Wyspecjalizowane szkoły grafiki projektowej działają już na całym świecie.

I tu zakrada się pewien niepokój. Zracjonalizowanie kształcenia i metod pracy projektantów prowadzi do pewnego ujednolicenia światowego plakatu. O ile projektowanie podstawowych elementów informacji wizualnej powinno być wynikiem dogłębnych badań i doświadczeń oraz podlegać naukowej weryfikacji, to projektowanie plakatu może w jakiejś mierze wymykać się takiej dyscyplinie. Plakat jest elementem informacji wizualnej o specjalnym statusie.

Elementem informacji jest obraz, jest nim również znak drogowy. Myślę, że na linii łączącej te dwa bieguny, w różnych jej punktach, mieści się zarówno plakat rozumiany jako konkretny utwór, jak również jako postawa projektanta. O miejscu zajmowanym na tej osi decyduje również temat pracy. Jeśli plakat dotyczący np. GHP powinien być bliższy istocie znaku drogowego, to nie musi to wcale dotyczyć plakatu do Hamleta. O ile projektowanie podstawowych elementów informacji wizualnej może być ponadautorskie, o tyle projekt plakatu ma zabarwienie autorskie. Bogactwo świata nie wynika z unifikacji, lecz z różnorodności.

Panie Profesorze*, czy według Pana mogą istnieć plakaty nieautorskie? Sądzę, że dla uczciwego i autentycznego w działaniu twórcy, zacieranie śladów własnego autorstwa stanowiłoby nie lada trudność. Czy plakaty Pluty są mniej autorskie od plakatów Starowieyskiego? Żaden z nich nie jest w stanie sprzeniewierzyć się wypracowanym zasadom myślenia i realizacji. Obaj operują charakterystycznymi dla siebie systemami „chwytów”. A czemu służy portfolio? To dokument tożsamości twórczej autora. Projektant grafik czy ilustrator, który na wykupionej stronie specjalnego rocznika prezentuje swoją charakterystyczną pracę, staje do swoistego „przetargu”. Niech Pan spróbuje nie utrzymać zapowiadanej tą drogą linii działania przy realizacji zamówienia…

Mieczysław GórowskiMieczysław Górowski

Mieczysław Górowski


Sam postępuję dokładnie wbrew Pana zaleceniom. Zdarzało mi się wielokrotnie prowadzić na zaproszenie warsztaty plakatowe za granicą. Na początek zawsze prosiłem studentów o przyniesienie portfolio albo oryginałów prac. W każdym starałem się dostrzec osobę i autora, aby potem próbować mu pomóc w odkrywaniu siebie w tej dyscyplinie, niczego nie narzucając, dyskutując jedynie nad plakatowym „elementarzem”.

Z drugiej strony niepodobna nie zgodzić się z Pana krytyczną opinią o przypadkach niezdrowego przerostu „autorstwa”. Na plakat (i nie tylko) składają się zawsze dwie wartości: koncepcja (pomysł) i realizacja. Najlepiej, gdy obie osiągają najwyższy poziom. Wypaczeniem jest przyjęcie założenia, że koncepcją (pomysłem na plakat) może być charakter własnej wolnej twórczości. Rodzi się wtedy podejrzenie, że kolejny „projekt” to dopisanie tytułu do wyjętego z szuflady rysunku czy obrazu, bez wniknięcia w temat zadania. Autorzy koncentrują się na wizualnej urodzie plakatu, a środki, którymi kokietują – przesadna ilustracyjność czy liternictwo oparte na daleko idącej karykaturyzacji klasycznej czcionki – mogą irytować. Skoro taka sytuacja budzi czyjekolwiek zastrzeżenia, to dobrze się stało, że została publicznie poddana pod dyskusję. Bardziej celowe byłoby jednak uzdrawianie jej, aniżeli nawoływanie do eliminacji. „Nie wylewać dziecka z kąpielą” – głosi stare mądre przysłowie.

Warto natomiast przyjrzeć się dokładniej agitacyjnej roli plakatu. Uważam, że najważniejszą cechą dobrego plakatu jest jego skuteczność. Plakat obojętny, nawet urodziwy, plakatem nie jest.

Plakat teatralny, bo o nim głównie mowa, ma nakłaniać do obejrzenia spektaklu i kieruje swoją ofertę do wszystkich. Bardzo ciekawą inicjatywę podjął Teatr w Osnabrück, który w ramach organizowanych co pięć lat festiwali Internationaler Theaterplakat Wettbewerb testuje poziom akceptacji plakatów teatralnych, a więc pośrednio – ich skuteczność. Dziesięć sześcioosobowych zespołów jurorów reprezentujących różne grupy społeczne dokonuje swojego niezależnego wyboru.

Czy pozbawione elementu emocji plakaty-znaki spełniają swoją funkcję? Teatr to emocje. Ludzkie dramaty i komedie. Konflikty międzyludzkie i wewnętrzne rozterki. Plakat zapowiada sztukę, daje przedsmak spektaklu, uczestniczy w nim niczym uzupełniający obsadę aktor, a po zejściu sztuki ze sceny nabiera wartości trwałego dokumentu. Uważam więc, że powinien doszukiwać się najcelniejszej pointy sztuki, jej głównego przesłania, a realizacja artystyczno-techniczna powinna sprzyjać ekspozycji pomysłu. Dobór środków pozostawić należy autorowi.

Mój plakat teatralny jest aluzją do przestrzeni scenicznej. Papier plakatu to dla mnie kurtyna. Przez jego „otwieranie”, robienie „dziur” w plakacie, „aktor” zza plakatu szuka kontaktu z przechodniem przed plakatem. Sięgam po elementarne gesty teatralne, którymi można spuentować sztukę. Ponieważ dotyczy to przestrzeni, posługuję się również trójwymiarowym, realistycznym modelunkiem elementów na plakacie, projektując i przewidując jego większą wiarygodność.

Dodatkowy obieg plakatu, a mianowicie jego sprzedaż i kupno, to również rodzaj testu. Dowodzi, że plakat znalazł dodatkowe funkcje – z ulicy wszedł do galerii, sal wystawowych, domów studenckich, szkół, zakładów pracy, a nawet do prywatnych mieszkań – jako artystyczny czy dizajnerski wizualny interpretator znanych sztuk teatralnych czy filmów. A więc to coś innego i coś więcej, Panie Profesorze, aniżeli tania sztuka dla biedaków. Jeżeli ktoś kupuje wybrany plakat, to znaczy, że jakoś się z nim utożsamia i dobrze się czuje w jego obecności. Sam chciałbym mieć np. kilka wyrafinowanych w pomyśle i realizacji plakatów Lexa Drewinskiego, chociaż jako twórcy bardzo się różnimy.

Moje końcowe uwagi wynikają ze spojrzenia na poruszone problemy z nieco szerszej perspektywy. My, Polacy, jesteśmy narodem wyjątkowo podatnym na akceptację i bezkrytyczne naśladowanie obcych wzorów, przy jednoczesnym braku zaufania i szacunku dla siebie samych, własnej tradycji i kultury. Obserwujemy to na co dzień. Przejęliśmy walentynki, przejęliśmy halloween, za chwilę będziemy piekli indyki, łącząc się z Amerykanami w ich Święto Dziękczynienia (za co, to już mniej ważne), przejęliśmy stylistykę Disneya w ilustracji dla dzieci, jadło McDonalda – bo wszystko, co amerykańskie, jest a priori dobre. „Kupiliśmy” również amerykański plakat filmowy, wyrzekając się polskiego. Teraz i nas terroryzuje ten typ mierzący z rewolweru do przechodniów… Kompleksy niższości popychają nas równocześnie do rezygnacji ze wszystkiego, co własne. I nawet gdy za coś jesteśmy cenieni z zewnątrz, sami to niszczymy od środka, w poczuciu, że nie mieścimy się z tym w standardach światowych.

Powinniśmy dbać o różnorodność polskiego plakatu, pieczołowicie zachowując to, co w nim dobre, a poprawiając błędy. Niech obok plakatu o charakterze uniwersalnym rozwija się nadal specyficzny plakat, który można by nazwać alternatywnym, choćby i także ze względu na odręczność jego realizacji w erze maszyn i aparatów.

Na szczęście nikt nie ma jedynej obowiązującej recepty na plakat. Nie przewiduję również w najbliższym czasie kresu plakatu jako gatunku. Mimo katastroficznych przepowiedni, uzasadnianych przez licznych malkontentów pojawieniem się nowych środków informacji wizualnej, przestrzenie, w których się poruszamy, są i być może długo jeszcze będą dla plakatu otwarte.


*Autor polemizuje z fragmentami artykułu Krzysztofa Lenka Myślące plakaty, z poprzedzajacego numeru 2+3D.

Szukaj nas na Facebooku

Szukaj