O autorze

Jacek Utko

Dyrektor artystyczny „Pulsu Biznesu”. Konsultant graficzny wydawnictwa Bonnier Business w Europie. Projektował makiety dla gazet: „Verslos Zinios” (Litwa), „Dienas Bizness” (Łotwa), „Finance” (Słowenia), „Delovoy Peterburg” (Rosja), „Wirtschafts Blatt” (Austria). Wyróżniony prestiżową nagrodą „World’s Best Designed Newspaper” za projekt dla „Pulsu Biznesu”. Należy do Society for News Design i organizuje polski oddział tego stowarzyszenia.

www.utko.com

Artykuł

Artykuł ukazał się w numerze 13 (IV/2004) kwartalnika 2+3D

Ilustracje

Typografia

Ręka na Pulsie

Jacek Utko, 22 października 2009
Strona: 1 | 2 | 3

Prawdziwy redizajn gazety nie sprowadza się do zaprojektowania makiety. To proces, w którym zmieniamy cały produkt, a szata graficzna jest istotnym, ale nie jedynym elementem. Najpierw określamy cel, później konieczne zmiany w treści i dopiero wtedy przystępujemy do projektowania. Jeśli będziemy o tym pamiętać to – jak wynika z praktyki – sukces jest niemal gwarantowany. W taki sposób przeprowadziliśmy ostatnie zmiany w „Pulsie Biznesu”. Z jakim rezultatem? Kilka miesięcy później gazeta otrzymała nagrodę „World’s Best Designed” w najbardziej prestiżowym konkursie grafiki prasowej na świecie.

Cel: nowi czytelnicy

Najczęstszym celem zmiany makiety jest dotarcie do nowych czytelników. W grę wchodzi też odzyskanie czytelników utraconych na rzecz konkurencji lub odświeżenie wizerunku. Ostatnio ważnym wyzwaniem dla wydawców dzienników jest też dotarcie do ludzi młodych i do kobiet. Do młodych, bo z badań wynika, że gazety jako medium starzeją się razem ze swoimi czytelnikami. Średnia ich wieku szybko się podnosi i dziś przeciętny odbiorca ma około… 60 lat. Wcale nie bezzasadne staje się pytanie, czy gazety umrą wraz z odchodzącym pokoleniem?

A dlaczego kobiety? To bardzo wdzięczny i lojalny czytelnik, o którego już dawno biją się magazyny. Gazety dopiero zaczynają.

W dzienniku gospodarczym, takim jak „Puls Biznesu”, problem jest nieco inny. Analizy wykazały, że o ile całkiem dobrze układa się nam współpraca z większymi firmami, np. z Listy 500 największych przedsiębiorstw, to wciąż nie trafiamy do firm małych i średnich. Wiedząc, że to one właśnie mogą być największą grupą naszych odbiorców, postanowiliśmy działać. W codziennym wydaniu gazety wprowadziliśmy specjalną sekcję dla małych i średnich przedsiębiorstw.

Niejako przy okazji chcieliśmy odejść nieco od tabloidowatości „Pulsu Biznesu” na rzecz wizerunku gazety poważnej, a przez to bardziej wiarygodnej. W dążeniu do tego celu layout jest bardzo silnym orężem. To był też doskonały moment na rozpoczęcie procesu wzmacniania marki pisma, który przeniesie się na treść, dizajn, marketing i całą resztę firmy. Po prostu – rewolucja!

Najpierw treść

Opracowując koncepcję zmian korzystaliśmy z pomocy nowojorskiej agencji „5W”. Specjaliści zza oceanu przekonywali nas, że projekt graficzny jest tylko odzwierciedleniem zawartości. Wiele razy dało się słyszeć ich ulubione powiedzenie – nie zmienisz smaku jogurtu, zmieniając tylko opakowanie. Zanim zaczęliśmy rozmawiać o layoucie, długo dyskutowaliśmy o zawartości. Cennym źródłem wiedzy o potrzebach czytelników były przeprowadzone przez nas badania jakościowe. Uczynienie gazety bardziej przystępną i równocześnie dającą więcej informacji okazało się prawdziwym wyzwaniem. Konsultanci z „5W” zaproponowali system ramek do tekstów i stałych elementów redakcyjnych. Tzw. smart boxes, coraz popularniejsze na Zachodzie, to specjalnie zaprojektowane ramki o stałych tytułach np. Okiem eksperta. Stały się one naszym podstawowym narzędziem w nadaniu gazecie bardziej przyjaznej (user-friendly) formy. Amerykanie rzucili nawet hasło: zróbmy use-paper zamiast newspaper. Dyskusja o strukturze ciągnęła się tygodniami już w redakcji. Dążyliśmy do maksymalnych uproszczeń. W końcu zdecydowaliśmy się oprzeć gazetę na trzech filarach – działach informacji, finansów i poradnictwa. Największą zmianą było sygnalizowane już wprowadzenie codziennej sekcji poradniczej dla małych przedsiębiorstw, zatytułowanej „Przedsiębiorca”. Rewolucyjnym na naszym terenie, ale wykorzystywanym już na świecie pomysłem (np. w „Independent on Sunday”), jest otwarcie nowego działu na ostatniej stronie gazety, czyli drugiej quasi-okładki. Pomysł okazał się na tyle nowatorski, że napotkał na duży opór, ale ostatecznie został zaakceptowany. Inspirujące było rozwiązanie przyjęte swego czasu przez „San Francisco Examiner” – gazetę kończyła, a właściwie zaczynała sekcja sportowa, drukowana do góry nogami, tak że dziennik można było czytać w dwie strony. Tak daleko oczywiście nie poszliśmy.

Strona: 1 | 2 | 3

Szukaj nas na Facebooku

Szukaj