O autorze

Magda Kochanowska

Autorka tekstów, kuratorka wystaw, wykładowca w Zakładzie Teorii i Historii Designu na Wydziale Wzornictwa warszawskiej ASP, redaktorka działu 3D kwartalnika 2+3D. Prowadzi autorskiego bloga o projektowaniu dobrym i niedobrym

www.dizajnum.blogspot.com

Artykuł

Artykuł ukazał się w numerze 31 (II/2009) kwartalnika 2+3D

Ilustracje

Produkt

Ściśle fajne

Magda Kochanowska, 18 lipca 2013

Artykuł archiwalny

Termin kidult powstał z połączenia dwóch angielskich słów kid – dziecko – i adult – dorosły. Jak rozpoznać kidulta? Gdy spotkasz dorosłego człowieka, który już dawno skończył szkoły i poszedł do pracy, ale zamiast spoważnieć, wciąż zachowuje się jak nastolatek, to musi być on.

Objawienie się w ostatnich latach subkultury kidulta było niewątpliwym socjologicznym wydarzeniem. Dawniej w różnych kręgach kulturowych wiek dziecięcy odbierany był jako okres mało wartościowy, z którego należało jak najprędzej wyrosnąć. Wszystko uległo radykalnej zmianie, kiedy na arenie dziejów pojawił się kult młodości. Pierwszych dzieciodorosłych zaobserwowano w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Zjawisko zbadano, nazwano i opisano po raz pierwszy w roku 2002 w słowniku Raynet Business & Marketing.

W głośnej książce Skonsumowani Benjamin Burber określa sytuację tymi słowy: „ludzie coraz mniej chcą się zachowywać zgodnie ze swoim wiekiem. […] Lata młodzieńcze zaczynają się przed okresem dojrzewania i dla niektórych trwają do końca życia […], wypieranie się własnego wieku jest już zjawiskiem powszechnym”1. Dziennikarze z popularnych magazynów różnymi słowami starają się określać nowy rodzaj wiecznego podrostka: po angielsku są to kidults, rejuveniles, ­twixters, ­adultescents, u Niemców Nesthocker, u Włochów mamione, u Japończyków freeter, w Indiach zippies, a Francuzi rozprawiają o syndromie Tanguy (imię bohatera filmu pod tym samym tytułem, 28‑latka, który mieszka z rodzicami) i puericulture2. W Polsce najchętniej używane są nazwy „dzieciorośli” i „nastorośli”.

Trzeba przyznać, że kidultów nie brakuje. Szczególnie wielu spotkać można w  dużych miastach. Dlaczego jednak infantylizacja dorosłych zaprząta naszą uwagę? Z tym zjawiskiem związana jest szczególna kultura materialna. Kidult chce na zawsze pozostać dzieckiem, względnie nastolatkiem, i w związku z tym szuka dla siebie odpowiednich przedmiotów. W kręgu jego zainteresowania są przede wszystkim ubrania i akcesoria kojarzone z  kulturą młodzieżową lub będące zapożyczeniami z estetyki wyrobów dla dzieci. Przy czym warto zaznaczyć, że skonstruowanie odpowiedniego wizerunku wymaga wiele wysiłku i dużych nakładów. Kidult pracuje, zarabia i kupuje. Dlatego stał się wdzięcznym i bardzo pożądanym konsumentem. Siła oddziaływania subkultury kidultów jest największa oczywiście w tych rejonach świata, w których najbardziej rozszalała się konsumpcja. Przodują zatem kidulci ze Stanów Zjednoczonych i Japonii – tam zarówno konsumpcja, jak i wymierzony wprost w dzieciorosłych marketing oraz idąca za tym infantylizacja dorosłych przybrały niespotykane, czasem wręcz groteskowe formy.

Słowem wytrychem, które tłumaczy naturę kidulta, jest ZABAWA. Natomiast rozrywki, które wybiera najchętniej, to aktywności w powszechnym pojęciu dość szalone, nieprzewidywalne i trochę niebezpieczne, czasem nawet brutalne. Kidult bowiem chce zachowywać się jak dziecko, ale to niegrzeczne, które rozrabia, przeklina, brudzi się i wdaje w bójki. Nie musi się martwić, że dostanie burę od rodziców, a intensywne przeżycia, które sobie funduje, zbliżają go do zabawy tak autentycznej jak ta zapamiętana z  dzieciństwa.

Kidulci wydają się grupą użytkowników, których przywiązanie i emocjonalny stosunek do przedmiotów – kupowanych, rzecz jasna, dla własnej przyjemności – są wyjątkowo silne. Dzieje się tak dlatego, że niepoważny wizerunek kidulta wymaga wielu rekwizytów, których posiadanie stanowi często samo sedno bycia kidultem. Konstelacja przedmiotów‑zabawek ma za zadanie stworzyć wizerunek wiecznie młodej i  „wyluzowanej” osoby. Te cechy są dziś wysoko cenione i świadczą o  statusie materialnym. Zatem wypada być beztroskim „niedorosłym”, któremu wszystko wolno.

Rynek skwapliwie korzysta ze słabości dzieciorosłych konsumentów. W wielu sklepach odzieżowych podział na asortyment dla pań, panów, nastolatków i dzieci wyraźnie się zaciera. Zmieniają się nie tylko rozmiary i kroje, ale motywy z postaciami z  kreskówek, takimi jak Snoopy, Myszka Miki, Garfield oraz ikoną estetyki cuteness (cute – z ang. słodki, śliczny), znaną na całym świecie Hello Kitty, pozostają takie same. To przykłady najprostszych rozwiązań. Po bardziej wyrafinowane sposoby tworzenia kolekcji dla kidultów sięgają poważne marki modowe. Przykładem mogą być tzw. LEGO shoes, czyli szpilki firmy Balenciaga, które zmontowane i skręcone z plastikowych, kolorowych części, tworzą obiekt o zaskakującej estetyce.

Dorosłe dzieciaki odpowiednich dla siebie zabawek szukają także w salonach samochodowych. Nowy Mini Morris wygląda na zdjęciach reklamowych jak wypieszczony, przeskalowany żelaźniak. Obłe, mocno zaznaczone nadkola, przetłoczenia maski, duże światła, utrzymana w  stylistyce retro deska rozdzielcza, przysadziste proporcje dają efekt charakterystycznego, oryginalnego i sympatycznego gadżetu, który najchętniej trzymałoby się na półce. W ostatnich latach popularnością cieszyły się małe auta miejskie, takie jak Renault Twingo, Toyota Yaris lub Ford Ka – czyli duże światła, obłe kształty i nie do końca poważny wizerunek. Wśród modeli kojarzonych z estetyką łobuziaka, i tak też reklamowanych, można wymienić także Audi TT, Citroena C3 i Opla Corsę. W  spotach reklamowych ostatniego z wymienionych aut główne role grały charakterystyczne szmaciane maskotki!

Samochód „Mini Cooper”, wersja limitowana

Samochód „Mini Cooper”, wersja limitowana

Samochód „Mini Cooper”, wersja limitowana

Maskotki z kampanii reklamowej Opla Corsa, 2008, www.opel.com.pl

Maskotki z kampanii reklamowej Opla Corsa, 2008, www.opel.com.pl

Maskotki z kampanii reklamowej Opla Corsa, 2008, www.opel.com.pl


Z powodzi produktów wyposażenia wnętrz również wyraźnie wyodrębnia się część projektowana dla kidultów. Możliwość traktowania przestrzeni domu jako dopełnienia odpowiedniego wizerunku jest dla nastorosłych sytuacją bardzo pożądaną. Zamiast klasycznych, stonowanych – słowem – „dorosłych” mebli chętnie wybierają obiekty nadające wnętrzu charakter mniej poważny lub zupełnie niepoważny. Wolą kolory, niestandardowe zestawienia i brak ograniczeń. Fakt, że kidulci mają potrzebę budowania przestrzeni domowej w swoim nastorosłym stylu, pozwala wierzyć, że ich postawa nie jest kreowana wyłącznie ze względu na panującą modę, ale wypływa z prawdziwej wewnętrznej potrzeby. Kidult chce się czuć dzieckiem w każdej sytuacji i w każdej przestrzeni – w  kuchni, salonie, sypialni i łazience.

Big Game, czyli Grégoire Jeanmonod (­Szwajcaria), Elric Petit (Belgia) i  Augustin Scott de Martinville (Francja), to grupa projektowa, która specjalizuje się w zabawie w dizajn. W pokazanej w 2007 roku w  Mediolanie kolekcji Plus is More trójka projektantów nawiązała do słynnego powiedzenia Miesa van der Rohe: „Mniej znaczy więcej”. Plusem w  ich projektach były dodane funkcje, nietypowe dla danych produktów. Jednym z prezentowanych wówczas plusowych produktów był dywan Miles. Ciemnoszare wstęgi formujące powierzchnię dywanu sprawiają wrażenie spokojnej kompozycji i dopiero dodane w komplecie drewniane samochodziki zdradzają błyskotliwy zamysł projektantów.

Studio Big Game, „Miles”, 2007, dywan z naturalnej wełny i trzy drewniane samochodziki, carswww.big-game.ch

Studio Big Game, „Miles”, 2007, dywan z naturalnej wełny i trzy drewniane samochodziki, carswww.big-game.ch

Studio Big Game, „Miles”, 2007, dywan z naturalnej wełny i trzy drewniane samochodziki, carswww.big-game.ch


Hitem wśród dzieciorosłych okazała się możliwość ozdabiania ścian naklejkami. Oto prawdziwy symbol beztroskiego łamania reguł i  buntu przeciw dorosłości. Na rynku już od kilku lat działają firmy oferujące naklejane ścienne dekoracje. Kolorowe naklejki – pożądane ozdoby piórników, zeszytów szkolnych i pamiętników – wszyscy chyba pamiętają z dzieciństwa. Przeskalowane, pełniące funkcję dekoracji ściennej, w sposób naturalny przenikają do świata dorosłych.

„Woman”, wielkoformatowa naklejka na ścianę, 2008, prod. Noframe, www.noframe.pl

„Woman”, wielkoformatowa naklejka na ścianę, 2008, prod. Noframe, www.noframe.pl

„Woman”, wielkoformatowa naklejka na ścianę, 2008, prod. Noframe, www.noframe.pl

Spośród wszystkich obiektów tworzonych na kształt i podobieństwo zabawek, kwintesencją nastorosłego wypierania się dorosłości są designer toys, zwane także urban vinyl lub art toys. Są to kilkunastocentymetrowe figurki wykonywane z miękkiego plastiku winylowego przez projektantów, grafików, streetartowców, ilustratorów lub innych artystów. Narodziły się w 1997 roku w Hongkongu. Obecnie są popularne na całym świecie i mają setki stron w internecie (w tym również polską: www.subnormal.pl). Designer toys kumulują wszystkie ulubione przez nastorosłych symbole popkultury. Ich estetyka czerpie inspiracje ze świata mody, sportów ulicznych, stylistyki mangi, gier komputerowych, kreskówek, filmów fantastycznych i komiksów. Figurki służą teoretycznie do zabawy, ale są przede wszystkim obiektami kolekcjonerskimi. Na początku tego roku we wrocławskiej Galerii BWA Design prezentowana była poświęcona im wystawa „Designer Toys”, której kuratorem był Abe Sapien.

 

Figurka Urban Vinyl „Qee – Dr Hofmann”, www.subnormal.pl

Figurka Urban Vinyl „Qee – Dr Hofmann”, www.subnormal.pl

Figurka Urban Vinyl „Qee – Dr Hofmann”, www.subnormal.pl

Pojawienie się w społeczeństwie nastorosłych, poza konsekwencjami w postaci charakterystycznych zabawowych ubrań, samochodów i szeregu innych obiektów, spowodowało niespotykane dotychczas zbliżenie się rodziców i dzieci. Są szanse na zacieranie się różnic międzypokoleniowych i złagodzenie konfliktu pokoleń.

Dla dizajnu szczególnie istotną konsekwencją jest weryfikacja założeń projektowych związanych z kategoriami wiekowymi adresatów. Efektem finalnym pracy projektantów staje się globalny produkt skierowany do odbiorcy typu kidult. To, co w założeniach może wydawać się ułatwieniem – bo przecież w końcu tworzony obiekt jest przeznaczony dla większej grupy odbiorców – może nieść szereg zagrożeń. Rynek i specjaliści od marketingu usiłują wykreować klienta globalnego, klienta „ducha” w wersji uniseks, w nieokreślonym wieku – jednak raczej młodego – który będzie pożądać tych samych przedmiotów niezależnie od uwarunkowań etnicznych, kulturowych, doświadczeń życiowych. Projektowaniu dla wszystkich grozi jednak, że okaże się projektowaniem dla nikogo.

Można z łatwością zauważyć, że wielu projektantów z radością tworzy projekty‑zabawki. Jako osoby twórcze, obdarzone bogatą wyobraźnią, często dziecięcą nieomal wrażliwością, chętnie bawią się dizajnem. Można nawet odnosić wrażenie, że nie projektują dla „klienta w nieokreślonym, ale raczej młodym wieku”, tylko robią to dla własnej przyjemności. Chwileczkę, czy ci projektanci nie są przypadkiem także kidultami? Przecież widać jak na dłoni, że swoją prace traktują jak dobrą zabawę! No fajnie!

 

1. B.R. Barber, „Skonsumowani. Jak rynek psuje dzieci, infantylizuje dorosłych i połyka obywateli”, Warszawa 2008, s. 12.
2. Tamże, s. 9–10.


Artykuł przygotowany na podstawie pracy magisterskiej Matyldy Golędzinowskiej „Projektowanie dla kidultów. Zabawa i zabawki dzisiaj”, obronionej w czerwcu 2008 roku na Wydziale Wzornictwa Przemysłowego warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych.

Redakcja dziękuje wrocławskiej BWA Galeria Design za udostępnienie materiałów prasowych z wystawy „Urban Vinyl”.

Szukaj nas na Facebooku

Szukaj