O autorze

Michail Semoglou

Projektant krojów pism i typografii, studiował projektowanie graficzne w wielu szkołach, m.in. w Wielkiej Brytanii, Polsce i Grecji. Aktualnie pracuje nad dyplomem z typografii na Uniwersytecie Reading. Interesuje się grecką i łacińską kaligrafią.

Artykuł

Artykuł ukazał się w numerze 5 (IV/2002) kwartalnika 2+3D

Typografia

Spotkanie z Gerardem Ungerem

Michail Semoglou, 4 stycznia 2010
Strona: 1 | 2

Gerarda Ungera spotkałem w Salonikach na międzynarodowej konferencji poświęconej typografii i komunikacji wizualnej. Był zachwycony miastem. Saloniki mają zupełnie inny układ niż ten, do którego przywykłem. Widać, że to inna kultura... bliższa śródziemnomorskiej, bardziej wschodnia. Mimo że Gerard to podróżnik co się zowie, w Grecji był po raz pierwszy. Zwiedził wiele miejsc na świecie i o każdym z nich ma coś do powiedzenia. Gdy zaczęliśmy dyskutować o wpływie poznawanych kultur na jego pracę, przypomniał swoją podróż do Chin w roku 1979. To była niesamowita przygoda, choć oczywiście nigdy później nie zaprojektowałem chińsko-europejskich liter. To nie na tym polega. Dzięki podróżom poznajemy świat i otwieramy się na inne kultury, cywilizacje, opinie. Litery są formami bardzo abstrakcyjnymi. Nie można do nich dołączać ilustracyjnych detali.

Gerard Unger
Gerard Unger

Gerard Unger urodził się w Amsterdamie w czasie drugiej wojny światowej. Jego ojciec jeszcze w latach trzydziestych, a później przez wiele lat po wojnie pracował przy tworzeniu reklam dla firmy włókienniczej Rayon. W domu mieliśmy mnóstwo materiałów reklamowych autorstwa znanych projektantów. Miałem szczęście, bo mój ojciec rozumiał moje zainteresowania i zawsze odkładał dla mnie jedną kopię. Oprócz tego gromadził wiele interesujących publikacji, np. roczniki „Arts et métiers graphiques”. To było wspaniałe pismo. Każdy numer drukowany na innym papierze, w każdym przykłady różnych procesów drukowania, mnóstwo różnych czcionek, ilustracji itd. – pokaz ówczesnych możliwości francuskiego przemysłu poligraficznego. Mogłem oglądać to pismo bez końca. Wywarło na mnie ogromny wpływ we wczesnych latach. Nauczyłem się rozróżniać kroje. Będąc jeszcze chłopcem, zabawiałem się projektowaniem pieniędzy dla najbardziej egzotycznych krajów świata. Pamiętam banknoty koreańskie. Nic nie wiedziałem o Korei, ale wtedy nie miało to dla mnie żadnego znaczenia.

Dizajn interesował Gerarda od wczesnego dzieciństwa. Sądzi, że był to naturalny wybór. Zawsze wydawało mi się, że nie mam innej możliwości. Nie bardzo wierzę w przeznaczenie, ale myślę, że urodziłem się, aby być typografem. Chociaż młodość spędził w szkole protestanckiej, nie uważa się za człowieka religijnego. Wspomina, że czytał Biblię jako interesującą książkę, ale nigdy nie uczestniczył w modlitwie. Ze szkoły wyniósł jednak naukę, iż „talentu, jako daru bożego, nie wolno marnować i należy go rozwijać”. Z czasem uznał, że za właściwe spożytkowanie go odpowiada nie przed Bogiem, ale przed sobą samym. Mając szesnaście lat, naśladował prace Jana van Krimpenwega, holenderskiego projektanta pism, nie wiedząc jeszcze, czyjego są autorstwa. Mogłem dokonać dużo gorszego wyboru, ale dobrze trafiłem już na samym początku.

W latach 1963–1967 studiował w Akademii Rietvelda w Amsterdamie (Gerrit Rietveld Academy). Uczestniczyłem w czteroletnim programie. Byłem jednym z nielicznych studentów, którzy wiedzieli, co będą robić po dyplomie. Kiedyś jeden z wykładowców zapytał, co chcemy robić po studiach. Odpowiedziałem, że chcę projektować litery. Wszyscy się śmiali, ale to ja miałem rację.

Od 1970 roku Unger uczy w swojej macierzystej uczelni, a od 1994 także na Uniwersytecie w Reading, w Anglii. Twierdzi, że praca dydaktyczna korzystnie wpływa na jego własną działalność projektową. Uczenie jest wspaniałym zawodem. Trzeba jedynie pamiętać, aby nigdy nie dopuścić do tego, żeby studenci zaczęli cię kopiować. Nic wtedy z tego nie otrzymasz, poza kopiami. Zapytałem, jak tego uniknąć. Bardzo prosto – odpowiedział. Trzeba ich uważnie obserwować. Odkryć w nich talent, a potem, oczywiście – pomóc im go rozwijać.

W roku 1972 Gerard zaprojektował swój pierwszy profesjonalny krój Markeur dla wytwórni czcionek Joh. Enschedé en Zonen, a dwa lata później Demos. Zaproponowałem go firmie Dr.-Ing. Rudolf Hell GmbH (obecnie Linotype Library). Został zaakceptowany, ale musiałem przeprojektować go tak, żeby pasował do ich systemu cyfrowego z tamtego okresu. Żałowałem tego, bo w rezultacie czcionka została dostosowana do konkretnej technologii, którą później i tak unowocześniono. Po tym doświadczeniu starałem się nie podporządkowywać projektu technologii. Na szczęście jakieś dwa lata temu zgłosiła się do mnie niemiecka agencja projektowa. Wybrali Demos jako czcionkę dla niemieckiego rządu. O wyborze przesądziły jej cechy wizualne, a nie technologiczne.

Markeur, 1972Markeur, 1972

Markeur (1972)
Zaprojektowany dla firmy Joh. Enschedé en Zonen, poszerzającej zakres usług o wykonywanie napisów wyciętych w laminowanych plastikowych płytach. Zaprojektowany jako bezszeryfowa alternatywa kroju Panture Sema Hartza

Unger uważa, że źródłem jego sukcesów jest kompleksowe podejście do projektowania. Zawsze interesowała go złożoność problemów. W 1980 roku, kiedy zacząłem projektować Swifta, gazety były bardzo źle drukowane. Technologia przypominała kolarstwo przełajowe – to było jak jazda przez błoto. Dzisiejsze gazety są już dobrze drukowane. Stąd różnica między Swiftem a Coranto z roku 1999. Nadałem Swiftowi szereg cech, które pozwoliły mu przetrwać w technice druku z tamtych czasów. Równocześnie, bogatszy o doświadczenia z Demos starałem się wprowadzić te cechy w taki sposób, aby Swift prezentował się równie dobrze w innych technologiach. Swift okazał się tak wielkim sukcesem, że sam Gerard Unger był tym zaskoczony. To jest coś, czego nie możemy przewidzieć, choć zawsze na to liczymy.

Demos, 1975Demos, 1975

Demos (1975)
Demos był jednym z pierwszych cyfrowych krojów. W niemieckiej maszynie do fotoskładu Digiset firmy Dr.-Ing. Rudolf Hell GmbH litery były tworzone przez lampę elektronopromieniową z dość dużych piksli. Demos miał eliminować zniekształcenia polegające na zaokrągleniu rogów. Relatywnie mała różnica między grubszymi wertykalnymi a cieńszymi horyzontalnymi elementami liter ułatwia płynne zmiany ich wielkości.

Flora (1984)
Zaprojektowana została na własny użytek autora, który eksperymentował z kaligrafią używając pisaków i długopisów. W efekcie powstał projekt oparty na piœmie odręcznym. Gdy kilka lat później firma Dr.-Ing. Rudolf Hell GmbH, pragnęła wzbogaciæ swoją bibliotekę krojów o tego typu czcionkę, Flora była gotowa do zapisu cyfrowego (później wykupiła ją The International Typeface Corporation z Nowego Jorku).

Swift (1985 i 1995)
Niska jakość druku i papieru sprawiała, że na początku lat osiemdziesiątych do składu gazet nadawały się tylko nieliczne kroje – używano głównie Timesa lub Excelsiora zaprojektowanych w roku 1932. Swift, z dużymi szeryfami i wyraźnie zróżnicowanymi literami, zachowywał czytelnośćw gorszych technologicznie warunkach. Dzisiaj używany jest raczej w projektach identyfikacji wizualnych. W latach 90. powstała druga, poprawiona wersja Swifta, poszerzona o dodatkowe odmiany.

 

OrandaOranda

Oranda (1987)
Zaprojektowana do nowo wprowadzanych na rynek drukarek holenderskiej firmy Océ, specjalizującej się w produkcji biurowych kserografów. Krój zainspirowany czcionkami tradycyjnych maszyn do pisania, lecz węższy, bardziej otwarty, ze zwężającymi się szeryfami oraz proporcjonalnymi odstępami międzyliterowymi. Obok zwyczajnych odmian (antykwy i kursywy w wersjach normalnych i pogrubionych) powstały dwie zwężone wersje specjalne. Krój, uzupełniony o kapitaliki, został wykupiony przez firmę Bitstream.

Strona: 1 | 2

Szukaj nas na Facebooku

Szukaj