O autorze

Lex Drewinski

Wybitny projektant, plakacista pochodzenia polskiego, mieszkający i pracujący w Berlinie. Jest profesorem w Fachhochshule w Poczdamie.

Artykuł

Artykuł ukazał się w numerze 35 (II/2010) kwartalnika 2+3D

2 po 3

Urwany film

Lex Drewinski, 7 sierpnia 2013

Artykuł archiwalny

Sensacją jubileuszowego 60. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Berlinale 2010 nie był nagrodzony Srebrnym Niedźwiedziem The Ghost Writer Romana Polańskiego. Tym bardziej że tylko „widmo autora” filmu zdołało się przedostać do oblężonego przez fotoreporterów Berlina, podczas kiedy on sam musiał pozostać w areszcie domowym w Szwajcarii. „Nawet gdybym mógł, to i tak nie przybyłbym do Berlina, ponieważ kiedy ostatni raz stawiłem się po odbiór nagrody, natychmiast zostałem aresztowany”. Tak brzmiało przesłanie Polańskiego (przedstawione przez odbierającego nagrodę Srebrnego Niedźwiedzia w jego imieniu francuskiego producenta filmowego Alaina Sarde), z którego mogło ­wynikać, że błędem reżysera nie był gwałt na 13-latce, a jedynie to, że dał się schwytać policji. Sensacją Berlinale była natomiast premiera odrestaurowa­nego niemego obrazu Fritza Langa ­Metropolis z 1927 roku. Ten „fantastyczny” film uchodzi za najdroższą w dziejach produkcję filmu niemego. Same tylko poszukiwania zaginionych fragmentów Metropolis mogłyby służyć za kanwę sensacyjnego filmu z gwiazdorską obsadą, nie ustępując w niczym Poszukiwaczom zaginionej Arki ­Stevena Spielberga (1981) czy Bursztynowej Komnaty Andreasa Schlütera (1711).

Niecodzienna kariera Metropolis, ­najbardziej znaczącego dzieła kinematografii niemieckiej, umieszczonego jako pierwszy film na liście UNESCO Memory of the World (2001) rozpoczęła się od… klapy! Brak powodzenia przyczynił się do tego, że zaraz po premierze okrojono film ze zbędnych „dłużyzn”, wychodząc w ten sposób naprzeciw uciekającemu z kina widzowi. Z pierwotnej długości 4189 metrów filmu pozostało zaledwie 3241. Zabieg ten nie zwiększył jednak oglądalności. ­Status dzieła kultowego Metropolis osiągnęło znacznie później, mimo że nie zachował się w całości żaden spośród trzech, i tak różnych, negatywów jego pierwotnej wersji. To, co pozostało, było wielokrotnie przemontowywane, a nawet podkolorywowane, stając się zaledwie substytutem dzieła Langa. Pomimo tej amputacji, która zupełnie zniekształciła fabułę, film stał się wzorem dla wielu produkcji z gatunku science fiction i nie tylko. Przyczyniła się do tego jego warstwa wizualna, z nowatorskimi dekoracjami, kostiumami oraz efektami, dzięki którym nawet bez wnikania w treść, był to film na wskroś pionierski. ­Zbudowano 500 modeli drapaczy chmur sięgających niekiedy 70 pięter. 300 specjalnie przygotowanych modeli ­samochodów przesuwano przed kamerą co milimetr, przez co w ciągu ośmiu dni zdjęciowych powstawało zaledwie 10 sekund filmu.

Zabawa z samochodzikami na planie „Metropolis”, 1926

Zabawa z samochodzikami na planie „Metropolis”, 1926

Zabawa z samochodzikami na planie „Metropolis”, 1926

Zastosowanie wielokrotnych naświetleń oraz przekopiowywanie negatywów należały do stałego repertuaru Fritza Langa. Aż trudno uwierzyć, że twórcom takich klasyków, jak Gwiezdne wojny (USA, 1977) czy Łowca androidów (USA, 1982), zajmujących dwie pierwsze pozycje w pięćdziesiątce najbardziej wpływowych pod względem efektów wizualnych filmów wszech czasów, nakręconych w super kolorze oraz w systemie dolby stereo, za wzór służył czarno-biały niemy film z roku 1927 („dopiero” dwunaste miejsce na liście), powstały bynajmniej nie w Hollywood, tylko w Babelsbergu (dzielnica Poczdamu). Inspiracje Metropolis odnaleźć można również w wideoklipach muzycznych, np. w Express yourself Madonny (1989) albo w Radio Ga Ga grupy Queen (1984). Fritz Lang, który wbrew woli ojca, wiedeńskiego architekta Antona Langa, zamienił studia inżynierskie na malarskie, stał się budowniczym największej z wyobrażonych na taśmie celuloidowej metropolii świata.

Robot Maria, „Metropolis”, 1927

Robot Maria, „Metropolis”, 1927

Robot Maria, „Metropolis”, 1927

Adroid C-3PO, klon Marii z G. Lucasem, klonem F. Langa

Adroid C-3PO, klon Marii z G. Lucasem, klonem F. Langa

Adroid C-3PO, klon Marii z G. Lucasem, klonem F. Langa

Pomysł futurystycznego miasta narodził się u Fritza Langa w konfrontacji z nowojorskimi drapaczami chmur lat dwudziestych. To, co dla Europejczyka zakrawało na science fiction, było po drugiej stronie oceanu niemalże codziennością. Ale nie tylko nowojorskie budowle stały się źródłem inspiracji do projektów architektury filmowej wykorzystanej w dziele Langa. Na pewno do wizji Metropolis przyczyniła się Wieża Einsteina (­Einsteinturm, 1919–1922, arch. Erich Mendelsohn) w Parku Nauki im. Alberta Einsteina w Poczdamie, w sąsiedztwie której zamieszkiwał genialny fizyk. W każdym razie ta „niewielka” architektura pochodząca z niewielkiego Poczdamu odegrała ogromną rolę w gigantycznym dziele wielkiego mistrza kinematografii. Jak ma się wciąż to miasto do Nowego Jorku, świadczyć może ­wypowiedź pochodzącego z Poczdamu, rozpoczynającego w Big Apple swoją wielką karierę projektanta mody Wolfganga Joopa: „Jeżeli tylko próbuję komuś wyjaśnić, skąd pochodzę, zaraz pyta: what the fuck is Potsdam?”.

Futurystyczna Wieża Einsteina w Poczdamie (arch. E. Mendelsohn, 1919–1922)

Futurystyczna Wieża Einsteina w Poczdamie (arch. E. Mendelsohn, 1919–1922)

Futurystyczna Wieża Einsteina w Poczdamie (arch. E. Mendelsohn, 1919–1922)

Reklamie każdego filmu służy plakat. Tym bardziej tak znanego jak Metropolis, do ­którego na przestrzeni kilkudziesięciu lat powstała ogromna kolekcja plakatów, stanowiąca kopalnię konceptów dla licznych kopistów i złodziei pomysłów. Do najbardziej poszukiwanych należą plakaty Heinza Schulza-Neudamma (1927), Wernera Graula (1926) i Borisa Bilinsky’ego (1927). Czyżby było kwestią przypadku, że ten pierwszy, utrzymany w ekspresjonistycznym stylu art déco, uchodzi za najdroższy plakat świata? W 2005 roku za jeden z czterech zachowanych oryginalnych egzemplarzy amerykański kolekcjoner zapłacił w Reel Poster Gallery w Londynie 690 tys. dolarów! Odebrał w ten sposób pierwsze miejsce amerykańskiemu plakatowi do filmu grozy Mumia (1932), który kosztował „tylko” 400 tys. euro. Jeden z czterech drogocennych druków znajduje się w MoMA w Nowym Jorku, drugi w Austriackiej Bibliotece Narodowej, a dwa pozostałe w zbiorach prywatnych.

Najdroższy plakat świata do najdroższego filmu niemego (proj. H. Schulz-Neudamm, 1927)

Najdroższy plakat świata do najdroższego filmu niemego (proj. H. Schulz-Neudamm, 1927)

Najdroższy plakat świata do najdroższego filmu niemego (proj. H. Schulz-Neudamm, 1927)

 

Jeden z najbardziej znanych plakatów do „Metropolis” (proj. W. Graul, 1926)

Jeden z najbardziej znanych plakatów do „Metropolis” (proj. W. Graul, 1926)

Jeden z najbardziej znanych plakatów do „Metropolis” (proj. W. Graul, 1926)

Futurystyczne „Metropolis” w równie futurystycznym plakacie (proj. B. Bilinsky, 1927)

Futurystyczne „Metropolis” w równie futurystycznym plakacie (proj. B. Bilinsky, 1927)

Futurystyczne „Metropolis” w równie futurystycznym plakacie (proj. B. Bilinsky, 1927)

Mimo usilnych prób odnalezienia negatywu lub chociażby pełnej 153‑minutowej kopii filmu nie było realnych szans na to, że dzieło Langa kiedykolwiek zostanie zaprezentowane w całości. Pierwsza zrekonstruowana wersja filmu z 2001 roku trwała 118 minut, była więc zbliżona do okrojonej wersji z roku 1927, liczącej 117 minut. Brakujące fragmenty zastąpiono wówczas (nieruchomymi) fotosami i opatrzono wyjaśniającymi komentarzami, co nie mogło w pełni usatysfakcjonować widza. Upływ czasu zdawał się działać na niekorzyść filmu i nic już nie wskazywało na to, że sytuacja może ulec zmianie. Prawdziwy przełom w tej sprawie nastąpił dopiero w roku 2008, kiedy to w niewielkim Museo del Cine w Buenos Aires odkryto niemal kompletną, aczkolwiek bardzo sfatygowaną wtórną kopię Metropolis z 1928 roku. Niestety, łatwo palna celuloidowa kopia ze względów bezpieczeństwa została w 1973 roku zniszczona, a film przegrano z formatu 35 na 16 mm. Sceptycyzm w sprawie odnalezienia filmu Langa był posunięty już tak daleko, że początkowo nikomu z Berlina nie chciało się jechać do argentyńskiego metropolis, żeby sprawdzić na miejscu telefoniczną wiadomość. Zakładano, że to kolejny fałszywy alarm.

Dzięki temu niecodziennemu odkryciu oraz żmudnej pracy konserwatorów po ponad 80 latach udało się wypełnić obrazem czarne dziury w ­filmie. Każdy, kto przynajmniej raz był w kinie, zdaje sobie sprawę, że brakujące pół godziny w filmie może znaczyć bardzo wiele. To tak, jakbyśmy do tej pory znali wersję Krzyżaków bez sceny bitwy pod Grunwaldem, Titanica bez scen z tonącym statkiem albo Ziemię obiecaną bez momentów z… Kaliną Jędrusik.

Drugą światową prapremierę odnowionego obrazu Fritza Langa przygotowano z rozmachem godnym superprodukcji, jaką swojego czasu było Metropolis. „Chyba nie muszę nikomu tłumaczyć, dlaczego Fritz Lang (lang – z niem. długi) nie robił krótkich filmów…”. W ten sposób zaczął swoją laudację przed tą niecodzienną projekcją wieloletni szef Berlinale Dieter Kosslick. Projekcja filmu odbywała się w kilku różnych miejscach równocześnie. Dla festiwalowych VIP-ów we Friedrichstadtpalast w Berlinie, z towarzyszeniem tamtejszej Rundfunk-Sinfonieorchester pod kierownictwem Franka Strobela, która według oryginalnej partytury Gottfrieda Huppertza z roku 1927 odtworzyła muzykę filmową na żywo. W Alten Oper we Frankfurcie nad Menem, gdzie muzykę do filmu wykonała Staatsorchester Braunschweig pod dyrekcją Helmuta Imiga. Lud Berlinopolis musiał się zadowolić projekcją zorganizowaną przed Bramą Brandenburską, z towarzyszeniem minusowej temperatury pod dyrekcją padającego na żywo śniegu. Poza tym francusko-niemiecka telewizja ARTE przeprowadziła transmisję telewizyjną z Friedrichstadtpalast. Był to chyba pierwszy przypadek bezpośredniej transmisji skądinąd premierowego filmu.

W ten sposób powrócono do (prawie) pierwotnej długości filmu. Być może organizatorzy Berlinale rozważali jakiś „plan B” (projekcję B-Movie?), na wypadek gdyby wychowani na wideoklipach i reklamowych spotach kinomani znowu rzucili się do ucieczki, jak podczas prapremiery Metro­polis w roku 1927. Może nie stało się tak ze względu na ciągle brakujące osiem minut filmu?

Szukaj nas na Facebooku

Szukaj