Artykuł

Artykuł ukazał się w numerze 22 (I/2007) kwartalnika 2+3D

Projektowanie graficzne

WILQ – superprodukt braci Minkiewiczów

25 października 2009
Strona: 1 | 2

Wywołanie Wilqa z lasu

W marcu 2003 roku w księgarniach pojawił się komiks Wilq Superbohater braci Bartosza i Tomasza Minkiewiczów. Mimo że było to pierwsze samodzielne wydanie (wcześniej Wilq pojawiał się tylko w magazynie „Produkt”) wyglądał na kontynuację jakiejś bardzo znanej serii o przygodach kultowego bohatera, jakby wychodził naprzeciw oczekiwaniom tysięcy fanów: w albumie zamieszczono rysunkowe reklamy koszulek z postaciami z komiksu i rysowany wywiad (parodiujący materiały typu making of, dołączane np. do płyt DVD z hollywoodzkimi filmami). Powstała też bardzo rozbudowana strona www.wilq.pl, przez którą od samego początku można było kupić wilqowe gadżety, na przykład koszulki. W kolejnych odcinkach pojawiały się różne dodatki – doskonałym sposobem na ugruntowanie sławy superbohatera były rysunkowe naklejki. Ugruntowanie – bo autorzy założyli, że skoro jest superbohaterem, to jest też super znany i ma tysiące fanów. O Wilq szybko zrobiło się głośno i to nie tylko wśród miłośników komiksu. Najlepiej sprzedały się albumy z kalendarzem i z naklejkami. Koszulki mają duże wzięcie. Kolejne tomy znikają z półek bardzo szybko. ­Działanie, które miało być parodią całego gadżetowo-promocyjnego biznesu towarzyszącego komiksom i filmom, przyniosło ten sam efekt, co mechanizm, z którego się naśmiewa. Udawany sukces przerodził się w sukces realny, wymyślony bohater zaczął żyć własnym życiem…

 

Wilq jest superbohaterem, ale nie posiada zbyt wielu nadprzyrodzonych zdolności. Potrafi wprawdzie latać, ale oprócz tego jest zwykłym „kolesiem” z Opola, ma grupę kumpli i na co dzień pracuje w agencji reklamowej, wklejając teksty z Worda do Corela za pomocą klawiszy ctrl/c, ctrl/v. Po godzinach strzeże Opola przed różnego rodzaju złoczyńcami i szalonymi naukowcami. Ale nie prowadzi podwójnego życia, jak np. Superman – nie ukrywa swojego „superbohaterstwa” – wiedzą o nim nie tylko jego przyjaciele, jest to powszechnie znany fakt. W świecie Wilq’a superbohater to ktoś pomiędzy strażakiem a prywatnym detektywem: w jednym z odcinków Wilq zostaje zaproszony do szkoły podstawowej, żeby opowiedzieć dzieciom o swojej pracy. Nie jest z tego powodu specjalnie szczęśliwy, bo – jak pisze Wojciech Orliński w artykule Wilq w kryzysie – Wilq to najbardziej sfrustrowany bohater w historii komiksu.

Nie wszyscy znają Wilq’a, ale ci, którzy czytają ten komiks uwielbiają go i potrafią sypać cytatami z niego. Dla sporej grupy fanów Wilq to komiks wręcz kultowy. W dużej mierze właśnie dzięki tekstom. Dialogi naszpikowane różnego rodzaju idiotycznymi zwrotami – typu „dla kogo kogo dla tego kogo*” (z przypisem: „starodawne powiedzonko z okolic Opola”) – brzmią bardzo realistycznie, a jednocześnie wywołują ataki śmiechu. Większość bohaterów ma swoje charakterystyczne powiedzonka, jak słynne „dziwnym nie jest” Entombeta, powtarzane przez niego niemal przy każdej okazji.

Bartek: Powiedzonka czasami „wyłapujemy” od znajomych, czasami wymyślamy. Miałem na studiach kolegów, którym można było kraść powiedzonka garściami. U mnie w pracy jest teraz ekipa, która żąda, żebym im dziękował w każdym numerze, bo twierdzą, że bez tego, co im podbieram, w ogóle nie byłoby tego komiksu. Niektóre teksty pochodzą z Opola: Tomek ma jeszcze kontakt z kolegami stamtąd i czasem coś przywiezie. Cały czas trzeba mieć uszy na posterunku. Bo co jakiś czas coś „wpadnie”, nieraz nawet w tramwaju.

Wypowiedzi typu „cierpliwość to pierwszy stopień do piekła” czy „idzie burza, bo mi się wydłuża” ­rzeczywiście brzmią jak usłyszane „na mieście”. Najzabawniejsze, że ta inspiracja jest obustronna: mało znane, zasłyszane gdzieś śmieszne powiedzonka, po przetworzeniu na potrzeby komiksu, wracają do prawdziwego życia w wielkim stylu, podniesione do rangi tekstów kultowych.

Tomek: Czasem słyszę, jak powtarzają je osoby, które nie znają komiksu.

Wilq Superbohater. Odcinek specjalny. Władca bransoletek. Jeden z komiksów umieszczonych na www.wilq.pl

 

Patrzeć Wilqiem

Wilq odniósł spory sukces, dostał kilka nagród, o samym komiksie sporo już napisano, ale mnie zaintrygował sam mechanizm tego sukcesu. Wilq Superbohater sprawia wrażenie dobrze zaprojektowanego produktu. Czegoś, co od początku zostało wymyślone tak, żeby się dobrze sprzedawało i było dobrą podstawą dla całej marketingowej otoczki.

Tomek: Ale projektowanie to są jakieś szersze założenia, a tu komiks powstał od jednej – dwóch stron, a potem dopiero to rozwinęliśmy. Jeżeli można mówić o jakichś założeniach, to przyjęliśmy, że trzymamy się jednej konwencji, nie wychodzimy poza nią, wszystko jest jakby doprojektowywane do tego komiksu, nawet reklamy: kiedy wysyłamy reklamodawcom nasze oferty, to z warunkiem, że może tam być tylko i wyłącznie rysunek Bartka i to w tej właśnie konwencji.

Bartek: To jest taki wymyślony świat – nie chodzi tylko o to, że jest Opole i że są Mysłowice, ale o powiązanie tego świata z jakimś stylem graficznym i stylem humoru. Czy to są koszulki, czy reklamy w tym klimacie, czy takie dodatki, jakie się robi do DVD – wszystko łączy absurd i sposób rysowania.

Jedynym odstępstwem od przyjętej konwencji graficznej są „zabawy okołowilqowe”, czyli parodie stylu różnych znanych komiksów, z Wilq’iem w roli głównej. Mroczny portret Wilq’a w stylu Sin City i inne niby-okładki wzbogacają wybór wzorów na koszulki, kubki i inne „pamiątki” dostępne na stronie Wilq’a.

 

Portrety Wilq’a parodiujące style różnych znanych rysowników komiksowych (od lewej: Wilq a'la Frank Miller, a'la Simon Bisley, a'la Mike Mignola) opublikowane w postaci pocztówek oraz zamieszczone na stronie internetowej Wilq'a jako tapety do ściągania oraz wzory nadruków na koszulki.

 

Postacie z Wilq’a są łatwe do zapamiętania (m.in. dzięki swoim powiedzonkom), są charakterystyczne i tak dobrze komponują się na różnych gadżetach, że mogą wręcz budzić podejrzenia, że komiks powstał z myślą o zyskach ze sprzedaży zabawek, gier i różnego rodzaju drobiazgów.

Bartek: Podobno ostatnie Gwiezdne Wojny były robione z założeniem, że większe zyski będą z gadżetów, z pasty do zębów, figurek… niż z samego filmu. Naszpikowano go więc elementami, które można było w ten sposób wykorzystać. Ale w przypadku Wilq’a tak nie było! Dopiero jak powstał komiks okazało się, że można z niego dużo rzeczy robić i to nas bardzo bawiło. Wilq’a wymyśliłem jeszcze w czasach liceum. Rysowałem go w zeszytach, dla kolegów. To była taka zgrywa, bo te postacie to były złośliwe karykatury kumpli, którzy sami podpowiadali jak komu dokuczyć. Później, już na studiach, przypomniałem sobie, że ludzi to śmieszyło – również tych, którzy nie należeli do tzw. grupy koleżeńskiej, więc nie powinni nic rozumieć z tych żartów. Bawiło ich, że te postacie tak głupio gadają. Spróbowaliśmy z Tomkiem odtworzyć to, wymyślając nowe historie, i jakoś się to wszystko fajnie potoczyło…

Pierwowzorami głównych postaci były karykatury kolegów z liceum, które potem przeszły ewolucję, bo dodawaliśmy im cechy innych osób, które poznawaliśmy. Albo cechy, które wynikały z kontekstu: nagle odkrywaliśmy, że ta postać może jeszcze zachowywać się w ten sposób, albo że może mieć taką czy inną rysę na charakterze. Gdzieś tam to dodawaliśmy, i teraz te postacie już „same się kręcą”.

Tomek: Wszyscy, którzy występują w Wilq’u są z tego dumni. W Powrocie na basen w Suchym Borze pojawia się niejaki Rudy. Znam co najmniej 10 rudych osób, które twierdzą że są jego pierwowzorem…

Bracia potrafią stworzyć śmieszny odcinek, w którym intryga oparta jest na… braku drobnych na bilet. W historii pt. Demony Prędkości pierwszoplanową rolę gra piłka lekarska, a mistrzem duchowym jest pan od WF-u. Bo „WF to nie tylko siła, zwinność i szybkość (…). WF to filozofia życia…, to umiejętność istnienia w harmonii i czerpania energii z rzeczy, które cię na co dzień otaczają… Z materacy, ławeczek, kozła, pachołków…  Ale WF to przede wszystkim droga czynienia dobra”.

Tomek: Zaczątkiem każdej historii jest najczęściej coś małego, choćby gra słów czy absurdalne skojarzenie. Potem to się rozrasta w fabułę, z której wybieram najciekawsze elementy. Resztę odrzucam, albo wykorzystuję później w innym scenariuszu. ­Zdarza się, że dokonuję tej operacji nad tekstem kilka razy – chodzi o to, żeby uniknąć oczywistości i nie nudzić. Nie trudno wymyślić coś śmiesznego, trudno wymyślić coś nowego.

Wilq, zanim zaczął się ukazywać w formie niezależnych albumów komiksowych, pojawiał się w odcinkach w magazynie „Produkt”. W wydaniu pierwszego samodzielnego albumu pomógł kolega Bartka, Marcin Mastykarz. 

Tomek: Marcin zajmuje się rzeczami, którymi nam się strasznie nie chce zajmować, czyli załatwia sprawy związane z drukiem i dystrybucją, on jest też pierwszym sitem dla mediów. Jest typem organizatora, który wszędzie zadzwoni, wszystko załatwi itd. Jego pomoc jest nieoceniona, bo my mamy połowę spraw z głowy. Ja właściwie w ogóle nie muszę zajmować się przy Wilq’u niczym innym, jak tylko pisaniem. ­Marcin realizuje nasze pomysły dotyczące promocji, strony internetowej, czasami podrzuca jakieś swoje. Ktoś z nas coś wymyśla, potem jest weryfikacja, zastanawiamy się z Bartkiem czy to będzie pasowało, czy nie. Mieliśmy mnóstwo pomysłów, które odpadły z tego powodu, że nie pasowały do konwencji. Wilq jest wulgarny i niepoprawny politycznie, więc odpadają wszystkie „sympatyczne” rozwiązania…

Strona: 1 | 2

Szukaj nas na Facebooku

Szukaj