O autorze

David Crowley

Jako historyk dizajnu i profesor Royal College of Art, specjalizuje się w Europie wschodniej. Autor wielu publikacji i książek. Był m.in. kuratorem znanej wystawy Cold War Modern. Design 1945-1970 w Victoria&Albert Museum.

Artykuł

Artykuł ukazał się w numerze 34 (I/2010) kwartalnika 2+3D

Identyfikacja wizualna

Zachmurzenie zmienne. Multimedialne projekty Troiki

David Crowley, 6 sierpnia 2013

Artykuł archiwalny

Marc Augé, francuski antropolog, udowadniał niegdyś w swojej książce, że współczesne lotniska są projektowane jako nie-miejsca, przestrzenie niczyje. Wszystkie wyglądają tak samo, nie tylko dlatego, że w znajomym otoczeniu łatwiej się orientujemy, ale też po to, by środowisko sprzyjało podróżowaniu. Nic nie powinno być na tyle ciekawe czy charakterystyczne, twierdził Augé, by zatrzymywać podróżnych. Tę regułę złamano w 2008 roku, kiedy British Airways zleciły londyńskiej grupie Troika projekt cyfrowej instalacji dla nowego terminalu Heathrow. Stworzona przez nich Chmura – obły kształt długości 5 m pokryty dwustronnymi, obracanymi krążkami – unosi się między stromymi schodami budynku zaprojektowanego przez studio Richard Rogers Partnership. Jej powierzchnia szybko „faluje”, gdy krążki obracają się pod dyktando komputera. Z tych ruchomych punktów powstają niezliczone wzory – momentami chmura jest ciemna, ozdobiona ledwie widocznym kosmykiem srebra, by w jednej chwili zalśnić niczym klejnot z wytrawionymi czarnymi liniami. Efekty wizualne w połączeniu z dźwiękiem poruszających się krążków działają wręcz hipnotyzująco. Chmura sprawia wrażenie żywej.

„Chmura”, instalacja zrealizowana na zamówienie British Airways na lotnisku Heathrow, 2008

„Chmura”, instalacja zrealizowana na zamówienie British Airways na lotnisku Heathrow, 2008

„Chmura”, instalacja zrealizowana na zamówienie British Airways na lotnisku Heathrow, 2008

„Chmura”, instalacja zrealizowana na zamówienie British Airways na lotnisku Heathrow, 2008

„Chmura”, instalacja zrealizowana na zamówienie British Airways na lotnisku Heathrow, 2008

„Chmura”, instalacja zrealizowana na zamówienie British Airways na lotnisku Heathrow, 2008

Troika wyraźnie poszerza zakres definicji zawodu projektanta. Niewielka londyńska pracownia, którą w 2003 roku założyli inżynier projektant Sebastien Noel oraz projektantki graficzki Conny Freyer i Eva Rucki, szybko zyskała uznanie i rozgłos dzięki nowatorskim pomysłom i coraz bardziej ambitnym projektom. Mamy szczęście – przyznaje Noel. – Nasi klienci nie przychodzą prosić o to, co już sobie zaplanowali. Przychodzą i mówią: sprawa wygląda tak, czy możecie coś z tym zrobić? Prace Troiki realizowane w przestrzeniach publicznych opierają się w znacznym stopniu na pomysłowości projektów, zwłaszcza w tworzeniu form literniczych i „rozwiązań” złożonych problemów technicznych, które twórcy sami przed sobą stawiają. Nie tylko łączą sztukę i wzornictwo, ale też piszą i projektują książki, ostatnio Digital by Design (London 2008). Obok prac wykonywanych na zlecenia klientów tworzą też projekty z własnej inicjatywy. Przykładem jest Newton, „nieszkodliwy wirus” na komputery Apple, który wprowadza na monitor laptopa efekty grawitacji. Ikonki opadają, jakby nagle nabrały ciężaru.

Książka „Digital by Design”, Thames & Hudson, Londyn 2008

Książka „Digital by Design”, Thames & Hudson, Londyn 2008

Książka „Digital by Design”, Thames & Hudson, Londyn 2008

Nieszkodliwy wirus „Newton”, wprowadzający na monitor laptopa efekty grawitacji, 2005–2009

Nieszkodliwy wirus „Newton”, wprowadzający na monitor laptopa efekty grawitacji, 2005–2009

Nieszkodliwy wirus „Newton”, wprowadzający na monitor laptopa efekty grawitacji, 2005–2009

W epoce, w której od dizajnerów oczekuje się czegoś więcej niż nadawania produktom estetycznej formy, Troika wydaje się cennym wzorcem projektanckiej kreatywności, oryginalności pomysłów i klarownego wyrażania własnych koncepcji. Z pewnością nie jest to nowe zjawisko. Rucki zwraca uwagę na długą tradycję odkrywczego projektanta: Latem tego roku występowałam w Monachium z wykładem. Organizatorzy chcieli poddać analizie paralele między Bauhausem a dzisiejszym wzornictwem. Wiele oczywistych analogii dowodzi, że to, co robimy dzisiaj, nie jest aż tak nowe czy różne od tego, czym zajmowali się przedstawiciele Bauhausu. Na przykład Laszlo Moholy-Nagy pisał książki, robił zdjęcia i filmy, stworzył modulator przestrzenny (Licht-Raum-Modulator).

To, że Rucki powołuje się na węgierskiego wizjonera, artystę i projektanta, wydaje się charakterystyczne dla filozofii Troiki. Działając w przestrzeni między sztuką, dizajnem a techniką, grupa ta wykazuje niezwykłą świadomość przeszłości. W swoich projektach często wykorzystuje dawne zdobycze wiedzy, pozornie mało oryginalne technologie i niedoceniane materiały. Chmura opiera się na systemie obracanych punktów, stosowanym na tablicach z rozkładami jazdy na lotniskach i dworcach. Oczywiście system ten został unowocześniony. Rucki zauważa: Dawniej te tablice aktualizowały się co trzydzieści sekund, a teraz obracają się w ­czasie rzeczywistym.

Kiedy Troice zlecono opracowanie identyfikacji wizualnej festiwalu nowych mediów „onedotzero 2008” i wykonanie instalacji na temat Citystates [Metropolie], projektanci sięgnęli do prehistorii kina, by stworzyć „cyfrowy zoetrop”. W XIX-wiecznym zoetropie złudzenie ruchu uzyskiwano za pomocą obracających się obrazów oglądanych przez szczelinę. Projektanci unowocześnili tę technikę, wykorzystując szybko migające diody LED. Urządzenie Troiki umożliwia tworzenie różnych wzorów lub form literniczych poprzez zmianę prędkości migania światełek. Przy odpowiedniej częstotliwości zlewają się one na powierzchni bębna w litery i słowa. Przyjąwszy postawione im przez „onedotzero” zadanie wykorzystania trudnego w obróbce kroju Gridnik Wima Crouwela, zespół Troiki rozłożył to pismo na pionowe, poziome i skośne elementy. Na oczach patrzącego zespalają się one w słowa, po czym rozmywają się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. W ten sposób XIX-wieczny wynalazek efektu stroboskopowego oparty na zjawisku tzw. bezwładności wzroku znalazł nieoczekiwane zastosowanie.

Cyfrowy zoetrop, element identyfikacji wizualnej festiwalu nowych mediów „onedotzero 2008”, 2008, fot. Alex Delfanne

Cyfrowy zoetrop, element identyfikacji wizualnej festiwalu nowych mediów „onedotzero 2008”, 2008, fot. Alex Delfanne

Cyfrowy zoetrop, element identyfikacji wizualnej festiwalu nowych mediów „onedotzero 2008”, 2008, fot. Alex Delfanne

Cyfrowy zoetrop, element identyfikacji wizualnej festiwalu nowych mediów „onedotzero 2008”, 2008, fot. Alex Delfanne

Cyfrowy zoetrop, element identyfikacji wizualnej festiwalu nowych mediów „onedotzero 2008”, 2008, fot. Alex Delfanne

Cyfrowy zoetrop, element identyfikacji wizualnej festiwalu nowych mediów „onedotzero 2008”, 2008, fot. Alex Delfanne

Zapytany, co skłania ich do poszukiwania inspiracji w starych technologiach wizualnych i informacyjnych, Noel odpowiada: Nasz przyjaciel Nick Roope mówi, że „technologia zawsze patrzy w przyszłość, nigdy wstecz. Dlaczego?”. Systematycznie odrzucamy wszystko, co było wcześniej, zakładając, że kolejna generacja przedmiotów będzie lepsza pod względem jakości, ale o jakiej jakości mówimy? Projektanci z Troiki podzielają więc pogląd francuskiego filozofa Michela Serresa. Mówiąc, że „przeszłość nie jest przestarzała”, Serres zwraca uwagę na tę prostą prawdę, że wszystkie „nowe” wynalazki są „konglomeratem rozwiązań naukowych i technicznych pochodzących z różnych okresów”. Żyjemy jednak w epoce amnezji, w której z nowości uczyniono fetysz.

Odnosząc się do ich zainteresowania inteligentnymi rozwiązaniami, Rucki dodaje: Częściowo wiąże się to z faktem, że kiedy my wszyscy byliśmy na studiach, w użyciu były jeszcze procesy analogowe. Gdy studiowałam projektowanie graficzne, mieliśmy zajęcia z sitodruku, technik drzeworytniczych. Sebastien na uczelni technicznej miał odlewnictwo… Te technologie zanikały na naszych oczach. Troika nie widzi w tym powodu do rzewnej nostalgii: Interesują nas różne sposoby myślenia i różne języki zaklęte w materiałach i technologiach. Ich dzieła cechuje świeżość projektu i wykończenie, które unika estetyki retro, często spotykanej w pracach artystów próbujących ożywić zapomniane technologie.

Dawne technologie często mają w sobie swoistą elegancję, z powodu granic, które wyznaczają – Noel rozwija wątek poruszony przez Evę Rucki. Świat bez ograniczeń nie jest aż takim wyzwoleniem, na jakie może wyglądać. – Daję ci ekran o nieograniczonej rozdzielczości, nieograniczonych możliwościach, nieograniczonym zakresie barw, i co z tym robisz? Wygaszacz ekranu. Noel lubi przytaczać ten paradoks, krytykując imponujące, lecz płytkie projekty twórców specjalizujących się w technice cyfrowej. Trudno o lepszą ilustrację tej filozofii niż All the Time in the World [Czas całego świata] – elektroluminescencyjna ściana o długości 22 m, kolejny projekt do Terminalu Five na lotnisku Heathrow. Zegar pokazuje aktualny czas w Londynie, a obok czas w różnych miejscach na świecie. Funkcjonalne kody stosowane na lotniskach (WAW, BOS, CDG) zostały zastąpione czymś bardziej poetyckim (np. góra Fudżi lub pałac Tadż Mahal). Do wykonania tej ściany Troika opracowała nowy system, nazwany Firefly, który umożliwia animację specjalnie zaprojektowanego pisma naniesionego na cienkie panele. Pożądany efekt osiągnięto dzięki połączeniu nowego ze starym: segmenty liter zostały ręcznie naniesione techniką sitodruku, lecz ich ruchem kierują nowoczesne sterowniki elektroniczne. Nie mniej istotny jest fakt, że All the Time in the World zużywa dużo mniej energii niż konwencjonalne ekrany plazmowe.

„All the time in the world”, elektroluminescencyjna ściana o długości 22 m, terminal lotniska Heathrow, 2008

„All the time in the world”, elektroluminescencyjna ściana o długości 22 m, terminal lotniska Heathrow, 2008

„All the time in the world”, elektroluminescencyjna ściana o długości 22 m, terminal lotniska Heathrow, 2008

Prace Troiki często sprawiają wrażenie ­prostych, lecz jak wiadomo, prostotę niełatwo jest osiągnąć. Obecnie trójka projektantów przygotowuje się do nadzorowania instalacji swojego dzieła w nowym budynku powstałym w ramach programu rozwoju urbanistycznego Toronto. Zaproszeni do udziału w konkursie projektanci skupili się na naturalnych zjawiskach związanych z położeniem miasta. Należą do nich regularne widowiskowe burze nad jeziorem Ontario. Troika zaprojektowała parunastometrową błyskawicę, która wypełni dziedziniec wychodzący na jezioro. Światło wydobywające się z jej wnętrza będzie ożywiać tę okazałą, olśniewającą rzeźbę.

12,5-metrowa błyskawica. Budynek TEDCO Corus w Toronto, 2010

12,5-metrowa błyskawica. Budynek TEDCO Corus w Toronto, 2010

12,5-metrowa błyskawica. Budynek TEDCO Corus w Toronto, 2010

Celem tego projektu, oprócz wykreowania nowego charakterystycznego punktu krajobrazu, było silniejsze powiązanie miasta z pięknym, lecz niedocenianym jeziorem. Forma i koncepcja są bardzo proste, za to wyzwania techniczne niebagatelne. Każdy segment tej kanciastej struktury jest niepowtarzalny, a takie kąty wymagają skomplikowanych rozwiązań technicznych. Tam, gdzie błyskawica tworzy ostre rozgałęzienia, Troika musiała sobie poradzić z ukryciem kabli i sterowników, kluczowych w procesie animowania całej konstrukcji. Takie „drobiazgi” wymagają dużej pomysłowości i poważnego nakładu pracy.

Noel – z wykształcenia inżynier – stara się nie mówić o takich projektach w kategoriach ryzyka. Na czym polega percepcja ryzyka? Wszystko jest ryzykowne. Żeby zmniejszyć zagrożenie, trzeba dokładnie zbadać sprawę i postanowić, że skoro tak może się nie udać, to postąpimy inaczej… Ryzyko wydaje się czymś niepożądanym, ale ja myślę, że może mieć bardzo pozytywny wpływ. Może zwiększać chęć eksplorowania, ciekawość wypróbowania ­czegoś, czego wcześniej nie robiono…

Traktowanie każdego zlecenia jako pretekstu do odkrywania fundamentalnych praw ma swoją cenę. Troika we wszystkie projekty wkłada wiele energii, aby mieć pewność, że ich pomysły sprawdzą się na każdym etapie prac, nawet na etapie konkursu, gdy inni zaledwie przygotowują szkic i liczą na uśmiech losu. Ponieważ projektanci Troiki niechętnie wykorzystują powtórnie te same wynalazki, niewiele mają okazji do czerpania finansowych korzyści ze swoich odkryć i licencjonowania swojej kreatywności w postaci produktów („kul dyskotekowych”, jak żartobliwie ujmuje to Freyer). To, że obsada pracowni jest nieliczna – obecnie dziewięć osób – ma swoje wady, ale też zalety. Cały zespół z entuzjazmem podchodzi do wszystkiego, co robi, i wyraźnie widać, że wszyscy świetnie się czują w swoim gronie. W odpowiedzi na moje pytania śmieją się i żywo dyskutują. Przyznają, że każdy wnosi do studia coś innego, zaznaczając jednocześnie: Stale uczymy się od siebie nawzajem, wzajemnie się nakręcamy i motywujemy do rozwoju. Dlatego staramy się utrzymać niewielkie rozmiary pracowni. Nie trzeba być dużym, by pracować nad dużymi projektami. Zwiększenie zatrudnienia wcale nie jest równoznaczne z przyspieszeniem działania. Zwykle jest wręcz odwrotnie.

Zgodnie z tą filozofią Conny Freyer przedstawia jedno z najważniejszych zamierzeń na rok 2010: wziąć dłuższy urlop naukowy. W kalendarzu Troiki kwiecień został zarezerwowany na „podróżowanie, przemyślenia i rozważania o tym, co chcielibyśmy robić”. Choć wiedzą, że mogliby mieć więcej zleceń, nie zabiegają o nie. Za przykładem amerykańskiego projektanta grafika Stefana Sagmeistera (który co siedem lat robi sobie roczny urlop) Troika ogłasza swój plan światu, przede wszystkim po to, by mieć pewność, że będzie się go trzymać. 

Tłumaczenie Dorota Dziewońska

Zdjęcia pochodzą z archiwum grupy Troika

Szukaj nas na Facebooku

Szukaj