O autorze

Lex Drewinski

Wybitny projektant, plakacista pochodzenia polskiego, mieszkający i pracujący w Berlinie. Jest profesorem w Fachhochshule w Poczdamie.

Artykuł

Artykuł ukazał się w numerze 14 (I/2005) kwartalnika 2+3D

Ilustracje

2 po 3

Zakazane miasto

Lex Drewinski, 1 listopada 2009

Pierwszym obrazem, jaki powstał w mojej wyobraźni po przeczytaniu zaproszenia na VI Międzynarodową Konferencję Komiksu w Pekinie, nie był ani Wielki Mur Chiński, ani też Pałac Cesarski, tylko mój plakat pt. Chiny z serii Flagi, który wyjaśnia skąd się wzięły gwiazdy na chińskiej fladze. Pod wpływem skojarzeń z filmem Red Corner z Richardem Geere w roli więzionego dyplomaty od razu zobaczyłem siebie w obskurnej celi, do której trafiam po aresztowaniu na lotnisku w Pekinie. 

Lex Drewiński, plakat Chiny z cyklu Flagi

Podróżowaliśmy do Chin, wraz z żoną Jadwigą, tranzytem przez Kopenhagę. Wystarczył krótki pobyt na kopenhaskim lotnisku, by przekonać się o niekwestionowanym miejscu, jakie duńskie wzornictwo od dawna zajmuje w świecie. Od pierwszego wejrzenia zapałaliśmy miłością do… wózka bagażowego! Transit Carrier (proj. Komplot Design, 1990) swoją poręcznością i estetyką usuwa w cień wszystkie inne wózki bagażowe, które do tej pory stanęły na mojej drodze. W polskiej części mojej głowy od razu zrodziło się pytanie – W jaki sposób zabrać to cacko do domu? Natychmiast jednak niemiecka, bardziej racjonalna jej część, zaoponowała – Es ist ausgeschlossen, der Wagen passt nicht in die Reisetasche rein! (To wykluczone, wózek nie zmieści się w torbie podróżnej!) Październikowy Pekin przywitał nas letnim słońcem. Wśród konferencyjnych gości pojawił się Guillermo Mordillo (Argentyna). Stany Zjednoczone reprezentował Węgier, Australię – Niemiec, a Niemcy… ja! W Chinach, Japonii, Korei i na Tajwanie komiks cieszy się dużą popularnością. Linearny rysunek tych kultur jest jakby specjalnie dla niego stworzony. Niestety, po obejrzeniu szeregu prac z tego regionu widać wyraźnie, że sztuka ta uległa prawie całkowitemu zamerykanizowaniu – zarówno w formie, jak i w treści. 

Pierwsza lekcja chińskiego…

Pekin najbardziej ujął mnie gościnnością swoich mieszkańców (w tym oczywiście kuchnią) oraz nowoczesną architekturą! Nic dziwnego, wystarczy przypomnieć sobie nazwisko: Ieoh Ming Pei – i jego projekt modernizacji paryskiego Luwru, ze słynną szklaną piramidą, który zachwycił przed laty cały świat. Ale także inni architekci z Kraju Smoka odnoszą światowe sukcesy. Liczne ich grono zostało nagrodzone na ostatnim Biennale Architektury w Wenecji za projekt kompleksu hotelowego, usytuowanego w sąsiedztwie Wielkiego Muru. Chiny kooperują też coraz częściej z architektami zagranicznymi. Francuz Paul Andreu jest autorem projektu nowego teatru narodowego ze stali i tytanu, który ma powstać na środku sztucznego jeziora w Pekinie. Niemcy, von Gerkan oraz Marg + Partner (GMP), postawili budynek o nazwie „Dependence”. Holendrzy Rem Koolhaass i Ole Scheeren (OMA) wygrali konkurs na nową siedzibę Centrum Telewizyjnego w Pekinie (CCTV). Aby jeszcze bardziej zainteresować architektów i inwestorów zachodnich możliwościami, jakie stwarza pekiński plac budowy, jesienią tego roku zainaugurowano w tym mieście Międzynarodowe Biennale Architektury. 

Centrum telewizyjne w Pekinie

Z najnowszych prognoz wynika, że w samym tylko Pekinie co pięć lat powstawać będzie nowa zabudowa równa wielkością miastu Hamburg. Można odnieść wrażenie, że przemysł budowlany w Pekinie rozwija się szybciej od poligraficznego! Na kartach pocztowych istnieje nadal przedwczorajszy Pekin, z zabytkami, których do dzisiaj – na skutek rewolucji kulturalnej oraz dynami(ty)zacji budownictwa – pozostało niewiele. Penetrując skyline Pekinu, nasze oko częściej natrafia na wieże nowoczesnych biurowców niż na budynki w stylu socrealizmu. Pekin XXI wieku zrywa z komunistyczną tradycją szarej, betonowej dżungli, od której wieje chłodem, i bierze z niej tylko to, co najlepsze: przestrzeń. Beijing West Railway Station (Beijing xi zhan), który na turystycznym planie miasta odkryłem jako malutki piktogram, w rzeczywistości okazał się kolosem o powierzchni 70 000 m2. Skomplikowane i ryzykowne przekraczanie 8-, 10- lub nawet 12-pasmowych jezdni ułatwiają wiszące nad nimi mosty, prowadzące… wprost w objęcia personelu centrów handlowych. 

Teatr Narodowy w Pekinie

Ogrom wrażeń lub znużenie mogły przyczynić się do tego, że w architekturze współczesnego Pekinu odkryłem coś, co wydało mi się znajome z Niemiec. Mam na myśli projekty Alberta Speera, nadwornego architekta Hitlera. Jeżeli przyjrzymy się modelowi architektonicznemu Germanii (patrz niemiecki film Upadek, 2004), prezentującemu Berlin jako przyszłą stolicę świata, zauważymy pewną analogię. Zarówno w przypadku Pekinu, jak i Germanii, chodzi o postawienie pomnika systemowi. Alibi dla architektonicznej gigantomanii w obu przypadkach stanowią Olimpiady: ta z roku 1936, i ta z 2008. W Chinach znalazł obecnie zatrudnienie Albert Speer Jr ze swoją firmą AS&P. 

Oglądającemu policjantów chińskich w jakby za dużych mundurach (przypominających mundury armii NRD), z czerwonymi opaskami na rękawach, pilnujących ekskluzywnych budowli, banków, centrów handlowych itp., nasuwa się pytanie: czy tak miał wyglądać komunizm? Shopping wśród czerwonych flag i propagandowych haseł w sklepach, gdzie wybór towarów znacznie przewyższa to, co znamy ze sklepów Europy Zachodniej. 

Starsi panowie w czarnych garniturach i krawatach, o pofarbowanych na czarno włosach, niczym dobrze zabalsamowane mumie, których wieku nie sposób bliżej określić, stają się podczas konferencji bardziej widoczni. Są wszędzie tam, gdzie można się domyślić „opiekuńczej roli państwa”. Na pozór wcale ich nie ma. Jest tylko ustrój, który należy respektować pod groźbą utraty zdrowia lub życia. Nie sposób jednak pozostać obojętnym na ogrom zmian zachodzących w tym kraju. W Chinach inwestują Francuzi, Niemcy i Anglicy. Niestety, nie Polacy! Nasz pobyt w Pekinie zbiegł się z oficjalną wizytą prezydenta Francji Jacques’a Chiraca. Wśród przybyłych był również Jean-Michel Jarre, który dał koncert w Zakazanym Mieście (Forbidden City). Duże wrażenie zrobiła jego znajomość języka chińskiego oraz hasło „Liberté, Egalité, Fraternité”, wypowiedziane na Placu Niebiańskiego Spokoju. W miejscu masakry studentów chińskich w 1989 roku szczególnie dramatycznie zabrzmiało słowo „Wolność”. 

Dworzec Zachodni w Pekinie

Wielki Mur Chiński, jedyna ziemska budowla dostrzegalna nieuzbrojonym okiem z kosmosu, był jednak niewidoczny z okien pekińskiego hotelu, oddalonego od niego o zaledwie 60 kilometrów. Udaliśmy się więc do Badaling, by móc go podziwiać. Wielki Mur wygląda jak wijący się wąż. Ten jeden z cudów świata doskonale harmonizuje z pięknem krajobrazu. Kilka razy proszono mnie o zgodę na zrobienie ze mną zdjęcia. Tak więc na Wielkim Murze można było sfotografować się na wielbłądzie, na białym koniu albo z Drewinskim! Przy poruszaniu się po mieście największym problemem była oczywiście nieznajomość języka. Jako grafik postanowiłem sprawdzić, czy przepisana przeze mnie chińska nazwa stacji docelowej będzie odczytywana. Test wypadł pomyślnie! Ostatniego dnia okazało się, że konferencja miała również na celu powołanie międzynarodowej organizacji karykaturzystów z siedzibą w Guilin (oczywiście w Chinach). Pokazano nam film ukazujący bajeczny krajobraz Guilin, gdzie miałoby się także mieścić muzeum karykatury. Na przewodniczącego stowarzyszenia zaproponowano Guillermo Mordillo. Wydawało się, że wcześniej wszystko starannie zaplanowano. Poproszono nas, jako przedstawicieli swoich krajów, o wyrażenie pisemnej zgody. Nastąpiła konsternacja. Nikt z nas nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Pierwszy wycofał się Mordillo, wymawiając się innymi projektami. Przedstawiciel Australii, Rolf Heimann, publicznie potępił masakrę studentów oraz poddał w wątpliwość wolność prasy i swobodę wypowiedzi w Chinach. Na zakończenie zwrócił się do tłumaczki, zwalniając ją z obowiązku przetłumaczenia jego wystąpienia, jeśli uzna, że mogłoby jej to zaszkodzić. Wypowiedź pozostała nie przetłumaczona. Każdy z nas musiał wziąć na siebie „ciężar” złożenia podpisu, podchodząc – na oczach funkcjonariuszy – do czerwonej księgi. Ja posłużyłem się pismem obrazkowym i naszkicowałem profil głowy z wychodzącym z ust dymkiem. W miejscu mózgu i w dymku wpisałem to samo słowo: NO!

Szukaj nas na Facebooku

Szukaj